Nie szukaliśmy śmierci

Kiedyś o wojnie potrafiono śpiewać tak: Jeżeli wam się dziś wydaje, że strach Był rzeczą całkiem obcą Tych których dzisiaj nazywają Dość poufale – nasi chłopcy Że szliśmy z pieśnią i okrzykiem Łaknący boju dniem i nocą Jak ołowiane żołnierzyki Co się nie boją i nie pocą Nie szukaliśmy śmierci, nie szukaliśmy krwi O orderach…

Już po „Nas”

Obejrzałem dziś na uniwersytecie wystawę „Młoda Polska„, będącą zbiorem projektów uczennic i uczniów gimnazjum (edit: studentek i studentów   przepraszam za wprowadzenie w błąd). Wniosek nasuwa się jeden, już po „Nas” to znaczy, po szerszym rozumieniu wspólnoty obywateli niż zjednoczonych przez politykę historyczną oraz czerwień i biel. .

Zarobiony jestem

Chwilowo ten blog jest w stanie odpoczynku. Moją energię pochłania praca nad książką. Pozdrawiam w przyszłości, o ile Facebook nie zabije blogów na amen.

Niepodpowiedzialne prawicowe dzieci

Prawicowość to stan pozostawania ciągle  dzieckiem. Prawicowy stan umysł oscyluje pomiędzy przelęknionym, zahukanym dzieckiem, bojącym się Wielkiego Innego, a rozkapryszonym  bachorem, któremu się wszytko należy. To co spaja obie postawy, to niemożliwość dorośnięcia, wzięcia odpowiedzialności za własne życie. Przelękniony prawicowiec, rzucony na kolana przed Bogiem, Ojcem, Partią, Narodem jest równie nieodpowiedzialny jak jego drugie wcielenie…

Gender atakuje w 1904 roku

Po poprzednią notką komcionauta AJ podzielił się takim oto komentarzem: Przepraszam za spamowanie, ale akurat trafiłem, więc zostawię tu, może jeszcze kiedyś się przyda: protest czytelników „Poradnika Językowego” z roku 1904 (a właściwie z końca 1903) przeciwko nazywaniu kobiety doktorem, a nie doktorką (rocznik IV, numer 1). Komentarz wydał mi się tak cenny, że postanowiłem…

Długi nos Legutki

Aby Ryszard Legutko przeprosił licealistów, trzeba było Sądu Najwyższego. Sąd Najwyższy wskazał, że doszło w tej sprawie do naruszenia dóbr osobistych. Sąd uznał, że Zuzanna Niemier i Tomasz Chabinka skorzystali z konstytucyjnego prawa do złożenia petycji i wypowiedzieli się w istotnej sprawie dotyczącej organizacji ich szkoły, a mianowicie w kwestii obecności symboli religijnych w szkole….

Dwie promocje w tym jedna „auto”

Popełniłem mały tekst, krótką polemikę z tekstem Aleksandry Bilewicz. Oba teksty ukazały się w „Nowych Peryferiach” (tutaj). Cytat na zachętę: Wbrew wyrażonej w tekście tezie, oś polaryzacji nie przebiega pomiędzy prowincją a miastem, elitą a ludem. Zoll, Żalek, Gowin to nie „ciemny lud”. To mężczyźni z wielkich miast, politycy, wykształceni inteligenci. Oni nie są żadną…

Czy posłucha?

Uczniowie szkoły baletowej modlili się we wtorkowy ranek w poznańskiej farze o „światło Ducha Świętego podczas środowej rozprawy sądowej”. Poznańska kuria uważa szkołę za dzikiego lokatora Szkoła baletowa mieści się w budynku przy ul. Gołębiej, tuż obok poznańskiej fary, w której odprawiono wtorkową mszę. (…) Do procesu nawiązano w kościele tylko raz, gdy uczniowie prosili…

Eschatologia medyczna

Dziś, podczas wizyty kontrolnej w szpitalu miejskim, na korytarzu oddziału chirurgicznego, zobaczyłem takie oto ogłoszenie:

Karass i rower

Pijak, który w parku śpi, Królowa brytyjska, Łowca, który tropi lwy I chiński  dentysta, Mędrek, przygłup, pracuś, leń, Tyran i poddany, Chcąc czy nie chcąc  tworzą ten/Przedziwny mechanizm. Och, tak, właśnie tak! W świecie rozsypani Funkcjonują razem jak przedziwny mechanizm. /Bokonon, Calypso 53/ Ubiegły tydzień spędziłem, dzieląc czas w równych proporcjach,  pomiędzy samotnym, rowerowym przemierzaniem bezdroży a…

Świątynia Rozpusty i małe smutki

Wczoraj byłem na otwarciu Świątyni Rozpusty. Nowe skrzydło Biblioteki Raczyńskich jest przyjemnym, chłodnym, otwartym i przestrzennym miejscem. Przechodząc właściwie codziennie obok budowanej biblioteki zastanawiałem się, czy będzie moim stałym miejscem ucieczek. Czekałem na to z utęsknieniem, mając nadzieję, że nareszcie będę miał gdzie pracować. Na razie jest z tym średnio. Dzięki wspaniałemu finansowaniu naszych uczelni,…

Rejs na powitanie wiosny

Pierwsze dni wiosny spędziłem  podziwiając polską wiosnę, choć przyznaję była ona odrobinę zamarznięta. Przez dwa i pół dnia płynąłem 49 metrową barką z Konina do Poznania (w roli pomocnika-kucharza). Okazja nadarzyła się, gdy mój znajomy po prawie  dwuletnim pobycie w Polsce,  postanowił wreszcie powoli opuścić nasz kraj. Wyruszył teraz, przed roztopami, żeby w razie kolejnego utknięcia na mieliźnie,…