O oczywistych sojuszach, których niektórzy upierają się nie dostrzegać.

dnia

Powszechny „uniwersytet”  Nauczania Chrześcijańsko-Społecznego jak pisałem poprzednio – uniwersytetem nie jest, nie jest także uczelnią wyższą. Jest natomiast maszynerią do tworzenia hegemonii, do wytwarzania wpływu społecznego. Przedsięwzięcie to ma na celu zapełnianie przestrzeni publicznej ekspertami, książkami, wykładami, które stanowić będą niezależny, osobny od uniwersyteckiego obieg wiedzy. To działanie wpisuje się w pełni w sposoby działania prawicowych think tanków opisane przez Naomi Oreskes i nazwane „strategią tytoniową” albo „szerzeniem wątpliwości” czyli pewien wzorzec dla wszelkiej maści denializmu:

Prawzorem tego była tzw. strategia tytoniowa, czyli opisana przez Oreskes i Conwaya taktyka, jaką przyjęły początkowo koncerny tytoniowe w sporze o korelację pomiędzy paleniem papierosów a nowotworami. Przestraszone możliwością wypłaty odszkodowań i utraty zysków koncerny wynajęły agencje PR, aby znaleźć rozwiązanie. Dość szybko się okazało, że będzie bardzo trudno zaatakować bezpośrednio badania dotyczące nowotworów i im zaprzeczyć. Znaleziono jednak szybko inny sposób, zaczęto „sprzedawać wątpliwości” („doubt is our product”). Zaczęto wytwarzać równoległy obieg ekspercki, raporty, organizować konferencje, „fakty medialne”. Wszystko po to, aby stworzyć wrażenie, że wokół tego zagadnienia wciąż toczy się debata naukowa, a jej wyniki nie są ani pewnie, ani ostateczne. Takie „sceptyczne” stanowisko, domaganie się stuprocentowo pewnych danych dobrze „sprzedawało” się publicznie, tym bardziej że ówczesne społeczeństwa zaczynały być coraz bardziej krytyczne wobec nauki, państwa i planowania. Koncerny tytoniowe, podobnie jak w późniejszym okresie naftowe, wytwarzały własne ekspertyzy naukowe, które odpowiednio potwierdzały szkodliwość palenia tytoniu i wpływ spalania paliw kopalnych na zmianę klimatyczną. Tyle tylko, że dla szerszej sfery publicznej prezentowały bardziej „sceptyczne” i „zatroskane” oblicze. Głównymi „złymi” w tej opowieści są George Marshall Institute, Tobacco Industry Research Comittee, Amerykański Instytut Naftowy (API), Cato Institute, Hertland Institute i ich sponsorzy: ExxonMobil, Philip Morris C., Tinto Group, General Motors. Warto też wymienić naukowców, którzy w dużej mierze stali za rozwojem i legitymizowaniem tej strategii: William Nierenberg, Robert Jastrow, Frederick Seitz, Fred Singer. Nieprzypadkowo byli oni w czasach zimnej wojny „jastrzębiami” związanymi z przemysłem i wojskiem, a po jej zakończeniu swą energię w walkę z „czerwonym zagrożeniem” (Red Scare) przekuli w walkę z jakimikolwiek próbami regulacji wielkiego biznesu i korporacji. W świecie mnożenia wątpliwości społeczeństwo pozostawione wobec zamętu nie ma narzędzi, aby móc skutecznie walczyć z zagrożeniami.

Niezależny od konsensusu naukowego zestaw ekspertów, obieg wiedzy wolny od mozolnego, wytworzonego przez lata systemu sprawdzania wiarygodności jest potrzebny aby wytwarzać „alternatywne fakty” i nasycać nimi opinię publiczną.

W tym miejscu dochodzimy do momentu w którym wyraźniej widać dlaczego tzw. reforma Gowina była właśnie drogą do tego miejsca. Neoliberalna reforma podkręca „śrubę”, szczególnie w humanistyce i części nauk społecznych. Oczywiście można wskazać pozytywne aspekty takiego „szarpnięcia cuglami”, publikowanie w obiegu międzynarodowym jest ważne, warto tak ogłaszać wyniki swoich badań. Tyle tylko, że w naszym wydaniu to raczej „uniwersytet potiomkinowski” w którym punkty dostaje się za umiędzynarodowienie wedle ministerialnego klucza. W którym punkty można dostać za opublikowanie w wydawnictwie think tanku Ordo Juris, ale już nie w wydawnictwie Verso, które na listę się nie załapało. Pomijając jednak takie patologiczne przypadki, punktoza i grantoza zmienia sposób funkcjonowania uniwersytetów w swym otoczeniu społecznym, wycina uczonych i uczelnie z ich lokalności. Orientować się muszą na obsługę „zachodnich” dyskusji, tamtym mód intelektualnych, sporów. Oczywiście powtórzę, po części to dobrze, powinniśmy być w obiegu, tyle tylko w taki sposób aby równocześnie uniwersytet stabilizował obiegi wiedzy lokalnie i odpowiadał choć minimalnie za transfer wiedzy. Bez stabilizacji krążenia wiedzy lokalnie, tworzenia infrastruktury dla faktów naukowych nauka jest jak serce bez krwiobiegu. Ot, pompa leżąca na stole, która niczemu w sumie nie służy. Widać to wyraźnie w humanistyce, ale przecież i nauki przyrodnicze tego doświadczają. Jeżeli kreacjonistyczna fundacja może opłacać sowite stypendia za prace poświęcone inteligentnemu projektowi, to widać wyraźnie, że i krążenie faktów biologicznych jest w opałach.

Co więcej uniwersytety są bezradne wobec tego zagrożenia do tego stopnia, że same reklamują to stypendium:

Mamy zatem dwa wzmacniające się procesy:

  1. Fundowany sutymi datkami obieg alternatywnych faktów, think tanki, fundacje, „instytuty”, które wydają książki, organizują wykłady, mają „na pokładzie” osoby z tytułami profesorskimi
  2. Neoliberalną politykę grantozy, projektozy, punktoz, której podlega uniwersytecki obieg wiedzy.

Goniąca za punktami akademia (wciąż mam na myśli głównie humanistykę i nauki społeczne) owszem przyniesie owe upragnione 140 punktowe publikacje, które się będą liczyć w CV i formularzach grantowych, tyle tylko, że to przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie. Pieniądze, wpływ na rzeczywistość społeczną będzie się dział gdzie indziej. Alternatywne obiegi wiedzy będą produkować dziesiątki książek, raportów, będą mieć ekspertów i ekspertki, które nie będą wychodzić z radia i telewizji. Owe alternatywne ośrodki i ich eksperci będą mieć na to czas, gdyż nie będą ani stresować się ewaluacją, ani ulegać presji publish or perish. Wolni od lottomatów grantowych będą produkować książkę za książką i zalewać nimi półki. W tym samym czasie nasi neoliberalni koledzy (tak to zwykle koledzy) będą mówić, że książki to „śmieci” i „przeżytek”.

Tak, dostosujemy się, opublikujemy wymagane artykuły, nauczymy się chwytów, które są potrzebne aby to zrobić. Z nadzieją pomyślimy, że w przyszłości, jednak w glorii i chwale pom wypełnimy sloty kolejnej parametryzacji. Tyle tylko, że po pierwsze nie wiadomo czy będzie jakakolwiek parametryzacja, a po drugie po co komu się przydadzą nasze wysokopunktowane artykuły gdy rząd dusz przejmie Ordo Juris.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s