Poza uniwersytet potiomkinowski

dnia

Strajk przeciw reformie edukacji wyższej okazał się czymś, co można nazwać rozpoznaniem bojem. W terminologii wojskowej oznacza to, że zamiast rozpoznania przy pomocy ukrytych zwiadowców, wysyła się oddział, który atakując powoduje, że w wyniku kontrataku ujawniają się pozycje przeciwnika. Metafora wojskowa jest myląca o tyle, że strajkujący takich „planów zwiadowczych” nie mieli, ale efekt jest podobny. Minister Gowin twierdził, że reforma była negocjowana szeroko, fakty są takie, że raczej negocjowano ją jedynie z tymi, którzy ogólną wizję ministra raczej podzielali, kontestatorzy czy nawet jedynie ewentualni korektorzy wizji ministerialnej przy stole negocjacyjnym widoczni już nie byli. Co więcej podczas końcowych prac nad ustawą pojawiło się w niej wiele zmian, „wrzut” nie negocjowanych z nikim, chociażby jak niesprawiedliwy dla naukowczyń postulat obniżenia ich wieku emerytalnego do lat 60. To wyrzuca je poza akademię w wieku, w którym mogłyby ukoronować swe kariery i szczególnie w naukach humanistycznych wykorzystać akumulowaną przez całe życie wiedzę.

Strajk to ujawnił, dzięki temu wydarzeniu od kilku dni uwidacznia się jak wiele napięć, stanowisk i dyskusji o uniwersytecie zostało niewyartykułowanych, zepchniętych w cień. Osobiście podpisuję się pod stwierdzeniem M. Zaroda z jego tekstu Ustawy bez poprawy: Jestem krytyczny wobec postulatów osób okupujących Uniwersytet Warszawski, ale protestuję wraz z nimi. Strajk i wyrazy solidarności jakie strajkujący dostali w całym kraju pokazują, że reforma ministra Gowina, nie jest ani nieproblematyczna, ani nie jest witana entuzjastycznie przez jakże niejednorodne środowisko akademickie. Nie będę prezentować stanowisk sporu, osi dyskusji, chcę jednak pokazać pewną wizję nauki i uniwersytetu, która zdaje się umykać tak strajkującym jak i reformatorom.

Jestem filozofem który był chemikiem, teraz zajmuję się dziedziną zwaną studia nad nauką i techniką (science technology studies). Moim polem badawczym są miejsca styku pomiędzy nauką, techniką a społeczeństwem. Generowanymi na styku tych pól kontrowersjami, potrzebami, lękami. Ważną częścią badań w moim polu jest rozpoznawanie społecznych funkcji nauki. W sporze wokół reformy widać rodzący się klincz pomiędzy jej zwolennikami i ich wizją biznesowi użytecznego uniwersytetu, oraz strajkujących broniących wizji uniwersytetu, który wpisuje się bezinteresowny ideał czystego poznawania. Nie jest mi po drodze z żadnym ze stanowisk. Nie po drodze mi z żadnym ze stanowisk, jestem modernistą, zwolennikiem wizji homo faber – człowieka wytwarzającego, uniwersytet w epoce nowoczesności był użyteczny, akademia pełniła różnorakie funkcje praktyczne, społeczne, kulturowe czy wreszcie te czysto technokratyczne: dostarczała innowacji technicznych. Dziś neoliberalny kapitalizm wmówił nam, że praktyczny to tyle, co przydatny dla świata biznesu. O przydatność samego „świata biznesu” nikt już nie pyta. Stąd pomysł rad, które mają kontrolować naukę. Dobrze zgodzę się na nie, ale tylko wtedy, gdy w radach nadzorczych spółek będzie miejsce na etaty dla naukowców i społeczników, którzy będą je kontrolować. Dlaczego ma to przebiegać tylko w jedną stronę? Przykład niedoszłego doktoratu mgr Marka Goliszewskiego pokazuje jak problematyczny jest styk nauki i biznesu.

Nasze dyskusje są utrudnione, gdy pewne sprawy traktowane są jako konieczne, niepodlegające dyskusji. Takim jest połączenie idei wolnorynkowości z innowacją. Nie jest oczywiste. Wie o tym premier M. Morawiecki, autor wstępu do książki Mariany Mazzucato Przedsiębiorcze państwo. W książce tej pokazała ona, że większość innowacji powstawała w publicznych, opłacanych przez podatników laboratoriach i ośrodkach tworzenia wiedzy.  Jej studium przypadku dotyczyło firmy-symbolu czyli Apple, drobiazgowa praca pokazała, że właściwie wszystkie kluczowe innowacje powstały nie w ramach działalności tej korporacji ale wcześniej w sektorze publicznym. To państwo bierze na siebie ryzykowne badania, otwiera fronty badawcze, dba o podtrzymanie infrastruktury nauki. Owszem świat biznesu odegrał swoją rolę, ale jako pas transmisyjny pomiędzy tymi, którzy tworzą (naukowcy) i tymi , którzy potrzebują (konsumenci, ale i obywatele). Nie chcę być źle zrozumiany, doceniam i zauważam rolę świata biznesu w rozpoznawaniu ale także kreowaniu ludzkich potrzeb. Oprócz tych, którzy produkują potrzeba tych, którzy upowszechniają. Neoliberalny kapitalizm spekulacyjny jednak nie tylko nie produkuje, ale stanowi zaprzeczenie wytwarzania. Rankingi, wydawnictwa komercyjne, uniwersytety w szponach „punktozy” nic nie produkują, nie wytwarzają innowacji, one jedynie zarabiają na spekulacji i jak zauważa prof. Monika Kostera skupiają się na wytwarzaniu marki. W tym są podobne do prezydenta Trumpa, którego cała działalność polegała na spekulacji i budowaniu marki – swego nazwiska. Przywróćmy proporcje w docenianiu tych, którzy wytwarzają oraz tych, którzy opakowują to i upowszechniają. Zastanówmy się, też czy na pewno chcemy się zgodzić aby dominującym pasem transmisyjnym upowszechniającym innowacje był świat biznesu.

Wróćmy jednak do praktyczności i uniwersytetu, Jurgen Habermas w klasycznym już tekście wyróżnił trzy funkcje i typy nauki i trzy typy interesów charakterystyczne dla nich. Wyróżnił interes techniczny, praktyczny oraz emancypacyjny. I odpowiednio nauki uprawiać jako empiryczne, oraz historyczno-hermeneutyczne oraz krytyczne – emancypacyjne. Akademia w ma zatem dostarczać wynalazków, innowacji (badania techniczne, stosowane nauki społeczne), wnosić swój wkład w poznanie świata w którym żyjemy i pomagać go nam zrozumieć (nauki społeczne i humanistyczne, ale i część popularyzacyjnych działań w obrębie nauk przyrodniczych), wreszcie ostatni aspekt to echo dziedzictwa Oświecenia, czyli traktowanie wiedzy jako elementu, który wyzwala człowieka.

Widzimy więc, że praktycznym można być na wiele sposobów. Wiedział to dobrze też fizyk, krystalograf, działacz pokojowy John Desmond Bernal, który bywa uważany za praojca systemu „punktozy” czyli parametryzacji osiągnieć naukowych. Tak, to prawda, zaproponował on, rozwinięty później przez jego ucznia Dereka Solla Price’a system mierzenia osiągnięć naukowych i ewaluacji czasopism naukowych. Tyle tylko, że Bernal w swej książce o społecznych funkcjach nauki z 1939 więcej miejsca poświęcił, temu, że nauka ma się przyczyniać do postępu, szerzenia pokoju na świecie, walki z nierównościami (proste pytanie – czy moje punktowane artykuły uratują choć jedno życie ludzkie od śmierci z głodu?). Owszem Bernal chciał mierzyć naukę, punktować osiągnięcia, ale równocześnie więcej w książce poświęcił demokratyzacji stosunków w laboratoriach i walce o polepszenie bytu materialnego pracowników nauki (w tym tych na najsłabszych pozycjach jak pracownicy techniczni). Co więcej jego wizja mierzenia – była ściśle związana z tradycją marksowską, chciał mierzyć impact factor ale jako usprawnienie obiegu informacji pomiędzy naukowcami, dzięki czemu damy wyraz doniosłości odkrycia, włożonej pracy i wysiłku badawczego. Nie ma też nic złego w ewaluacji i mierzeniu wyników naszej pracy, ale najpierw trzeba wytworzyć to, co ma być mierzone. Neoliberalna punktomania i rankingomania to budowanie domu od dymu z komina. Liczy się ranking i miejsce na nim, a nie wytwarzanie produktów i ich ewaluacji. Jak wskazałem produkty mogą być różne. Kto zmierzy co jest bardziej użyteczne i ma większy impact factor – artykuł naukowy w amerykańskim czasopiśmie czy popularyzująca książką dotyczącą antyszczepionkowców i sposób walki z nimi? To akurat przykład z moich własnych badań. Cóż z tego, że dostanę 50 punktów i przeczyta mnie kilkanaście osób, gdy w tym czasie polskie księgarnie zalewają dziesiątki pięknie wydanych na kredowym papierze książek promujących antynaukę, na przykład antyszczepionkowców. Podatnik płaci nam naukowcom i powinien mieć możliwość otrzymywania owoców naszej wiedzy. Reforma nauki powinna uwzględniać i promować krążenie wiedzy naukowej w całym społeczeństwie. Tak, zgadzam się z reformatorami, że powinniśmy się umiędzynaradawiać, pisać w języku angielskim, ale równocześnie nie możemy odciąć się od potrzeb podatnika, który za to płaci. Mamy obowiązek odpowiadać na lęki społeczne, pokazywać skąd się biorą, poprzez upowszechnianie wiedzy łagodzić wstrząsy wywoływane pojawianiem się różnorakich innowacji. Nauka musi być obecna zarówno jako artykuł w „Nature”, jak i centra jej popularyzacji w nawet średniej wielkości miastach.  Pytanie brzmi, czy przy nadmiernym obciążeniu dydaktycznym, chronicznym niedofinansowaniu i zmienianiu reguł gry jest to możliwe.

Tak, uniwersytet może być praktyczny, tak, możemy i powinniśmy mierzyć wyniki naszej pracy, ale najpierw powinniśmy mieć szansę cokolwiek wytworzyć, tak aby było co mierzyć i ewaluować. Badania naukowe nie powinny przypominać sieci społecznościowych gdzie wygrywa liczba „lajków”, która podlega regule preferencyjnego przyłączania. Co więcej uważam, że uniwersytet powinien być fabryką wiedzy, w tym nie ma nic złego, wszystko tylko zależy jaką fabryką. Demokracja w świecie kapitalistycznym nie przekracza bramy fabryki, stąd często fabrykę przeciwstawiamy wizji twórczej, wyzwolonej jednostki. To niej jest konieczna wizja. Fabryka, w tym fabryka wiedzy, to może być także wspólnotowe wytwarzanie, podział pracy, dzielenie się wiedzą i wysiłkiem to radość z odkrywania, to także radość z przekształcania świata. Warunkiem jest demokratyzacja tej fabryki – współpanowanie nad środkami produkcji. W takie fabryce jest miejsce na wzajemną ocenę, czy jak to się dziś modnie mówi ewaluację. Przypominam – oceniajmy i mierzmy wszystkie funkcje nauki: techniczno-instrumentalną, społecznie użyteczną i emancypacyjno-krytyczną.

Bez tego tworzymy „uniwersytet potiomkinowski”, czyli pozór, który podobnie jak makiety wiosek budowanych przez gubernatora Potiomkina ma ładnie wyglądać w oczach władców ale jest pustą makietą z klakierami wznoszącymi radosne okrzyki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s