Dwie promocje w tym jedna „auto”

Popełniłem mały tekst, krótką polemikę z tekstem Aleksandry Bilewicz. Oba teksty ukazały się w „Nowych Peryferiach” (tutaj).

Cytat na zachętę:

Wbrew wyrażonej w tekście tezie, oś polaryzacji nie przebiega pomiędzy prowincją a miastem, elitą a ludem. Zoll, Żalek, Gowin to nie „ciemny lud”. To mężczyźni z wielkich miast, politycy, wykształceni inteligenci. Oni nie są żadną “solą ziemi”. Owszem, ich język, a także język „wojny o gender”, przenika do szkół, parafii, także na prowincję. Warto się jednak zastanowić, czy jest to głos oddolny czy efekt działania machiny medialno-hegemonicznej. Neokonserwatyzm to wymysł klas intelektualnych. Podobnie jest zresztą z fundamentalizmem religijnym czy “wynalezionymi tradycjami”. Zamachowcy z 11 września byli inżynierami, a nie prostymi pasterzami. “Lud” w PRL-u należał do ORMO albo chodził do Kościoła. Dziś czyta „Nasz Dziennik” albo śmieje się z antyklerykalnych dowcipów w „Nie” czy „Faktach i mitach”. To dwa ostatnie pisma nie dla inteligenckiej elity. Pospieszalski nie zaprasza katolików z małych miast i wsi, on promuje filmy i książki anglosaskich intelektualistów. Terlikowski to nie jest działacz z prowincjonalnej parafii, to doktor teologii, mężczyzna ze „wsi Warszawa”. To oni produkują tak dobrze opisany przez Davida Osta, a wcześniej przez Thomasa Franka, mechanizm przekierowywania gniewu klasowego. Owszem, zgadzam się z Aleksandrą Bilewicz, że feminizm nie powinien się do tego przyczyniać. Powinniśmy unikać wchodzenia w role wyznaczone nam przez naszych przeciwników. Ale często nie jest to łatwe. Sytuacja zdaje się być bez wyjścia. Odezwiesz się w wojnie kulturowej, to zepchną cię na pozycję „lewicy tożsamościowej”, będziesz milczeć – przegrasz kolejną potyczkę o język i kulturową hegemonię. Czas wyrwać się z tego klinczu.

Tekst wyżej był o peryferiach, dla poszerzenia pola warto się skusić na świetnie napisany tekst  „Gender ubiera się u prady, autorstwa Katarzyny Paproty („Szproty”), tekst ukazał się na „wielkomiejskim” portalu.

Cytat na zachętę.

No – oczywiście, że nie są. Ten okropny gender potrafi wykazać, że to, co mamy za tradycyjną rolę kobiety – czyli kuchnia oraz dzieci – jest zjawiskiem dość nowym, nie mającym więcej niż 120 lat, a co więcej – charakterystycznym tylko dla określonej (średniej) klasy społecznej. W najniższych warstwach społecznych kobiety pracowały zawsze – nie dla kariery, lecz dla przeżycia. Najbogatsze klasy z kolei nieprzesadnie koncentrowały się na macierzyństwie, cedując te role na mamki i niańki – ani na kucharstwie, mając do pomocy armie kucharek, podkuchennych i podczaszych. Samo zjawisko rodziny w formie 2+1 jest dalekie od tradycji, jako że przez wieki rodziny były wielopokoleniowe, mieszkające razem lub bardzo blisko siebie, przypominające dużo bardziej rodziny patchworkowe niż chcą to piewcy dawnych czasów. Zatem przez naprawdę bardzo krótki okres rolą mężczyzny było zarabiać, zdobywać i walczyć, a kobiecą wiernie czekać z dziecięciem w kolebce łeb rwącym chytrze. Innymi słowy, role te są zmienne, CBDO.

Nagonka na gender wiąże się głównie z faktem, że dzięki niemu widzi się i postuluje zmiany. To dzięki tym studiom jest nam łatwo przyznać, że mojemu konkubentowi nic nie odpadnie od sięgnięcia po odkurzacz, a mnie nie skurczą się cycki od niegolenia nóg. Jednak w pokoleniu naszych dziadków mężczyźni wykonujący tzw. prace domowe należeli do rzadkości, a nieumiejętność gotowania dyskwalifikowała kobietę.

Dlaczego zestawiam oba teksty? Cóż z prostej przyczyny, ani konserwatyzm nie jest automatycznie „prowincjonalny”, ani wielkomiejskość, to nie feminizm. Dobrze byłoby abyśmy pamiętali o tym, zanim  pochopnie rozdamy role w teatrzyku pt. „wojna o gender”.

Reklamy

3 Comments Add yours

  1. poziomka pisze:

    „Ten okropny gender potrafi wykazać, że to, co mamy za tradycyjną rolę kobiety – czyli kuchnia oraz dzieci – jest zjawiskiem dość nowym, nie mającym więcej niż 120 lat, a co więcej – charakterystycznym tylko dla określonej (średniej) klasy społecznej.”
    Czy to jest argument? Edukacja też była jeszcze 120 lat temu charakterystyczna dla określonej grupy społecznej. Podobnie jak leczenie przez lekarzy.
    Zarówno powszechna edukacja jak i dostęp do medycyny są jeszcze młodsze. Jakoś tak 70 lat. I też się zwijają pod naporem nowego.
    A może taka rodzina (tzw. tradycyjna) to też zdobycz cywilizacyjna?

  2. @Poziomka
    To w ogóle zabawne, że prawica i konserwatyści w ogóle nie znają i nie rozumieją tak historii, jak i samego procesu konstruowania narracji historycznej. Taki nacjonalizm to dziecko druku, prasy, częściowo armii Napoleona i pojawienia się wynalazku ludu, co zawdzięczamy rewolucji francuskiej. Sama idea abstrakcyjnej religijności fundamentalnej to tez produkt nowoczesny. Itd.

  3. ramone.alcin pisze:

    @To dzięki tym studiom jest nam łatwo przyznać, że mojemu konkubentowi nic nie odpadnie od sięgnięcia po odkurzacz, a mnie nie skurczą się cycki od niegolenia nóg.

    Nie, natomiast konkubentowi moze sie cos innego skurczyc, ale to juz ich prywatna sprawa ;-) Ogolnie to nie podoba mi sie podczepianie pod feminizm idei „rownajmy w dol”: skoro (polscy) faceci nie dbaja o wyglad, to kobiety tez nie. Ja bym raczej rownal w gore i zmusil polskich facetow do zrzucenia brzuszkow, odwiedzenia kosmetyczki, itd.

    @ Sama idea abstrakcyjnej religijności fundamentalnej to tez produkt nowoczesny. Itd.

    No nie, bez jaj – tysiace lat temu ludzie tez sie mordowali w imie religii.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s