Świątynia Rozpusty i małe smutki

Wczoraj byłem na otwarciu Świątyni Rozpusty. Nowe skrzydło Biblioteki Raczyńskich jest przyjemnym, chłodnym, otwartym i przestrzennym miejscem. Przechodząc właściwie codziennie obok budowanej biblioteki zastanawiałem się, czy będzie moim stałym miejscem ucieczek. Czekałem na to z utęsknieniem, mając nadzieję, że nareszcie będę miał gdzie pracować. Na razie jest z tym średnio. Dzięki wspaniałemu finansowaniu naszych uczelni, dzielę swój uczelniany pokój z sześcioma innymi osobami (plus jeden komputer). W poniedziałki –  dzień obowiązkowego dyżuru całego instytutu, gramy w akademicką wersję gry „chodzi lisek koło drogi, nie ma ręki, ani nogi”. Gra nabiera rumieńców, kiedy pojawią się liczne „pandatrzy”. Mogę teoretycznie pracować w domu, oczywiście na własnym komputerze, laptopie, przecież nie jestem dziennikarzem GW, żeby móc narzekać na służbowy laptop i telefon. Praca w domu nie jest dobrym pomysłem z wielu powodów. Podstawowy to higiena psychiczna, rozdzielenie przestrzeni pracy i wypoczynku, rozrywki. Inaczej krucho z tożsamością.

Wybudowanie nowego skrzydła biblioteki Raczyńskich, to osiągnięcie cywilizacyjne. Polega ono na stworzeniu odrębnej, wydzielonej przestrzeni, gdzie można pójść, popracować, poczytać, spędzić kilka godzin w rozpustnej atmosferze czytania. Nie chodzi mi tutaj o dęte akcje w stylu „nie czytasz, nie idę z Tobą do łóżka”. Czytaniem, nie załatwiam sobie jakiś klasowych interesów, nie leczę niż też kompleksów. Chodzi o miejsce wydzielenia, wskazania, że jest przestrzeń, gdzie można pokręcić się pomiędzy wieloświatami, których zapowiedzią są szeregi półek pełne książek.

Nowe skrzydło Raczyńskich to oprócz obietnicy, kilka małych smutków. Z powodu przenosin do nowego budynku, zamknięto dawny budynek przy ulicy Św. Marcin z jego skrzypiącą podłogą i dziwaczną rurą w którą wrzucało się rewersy. Rura ta zawsze kojarzyła mi się ze skrzyżowaniem „Brazil” z „Delicatessen”. Zamknięto też absolutnie przeuroczą filię 18 przy ulicy Wronieckiej, tam też mieściła się filia nr 9 (techniczna), z której „uratowałem” karton „Młodych Techników” z egzemplarzami od lat 60 do 90. Nie wiem też, na ile dobrym pomysłem jest to, że nowy budynek jest klimatyzowany. Jako nowoczesny, latourowski ekolog, wolałbym budynek mniej uzależniony od kosztownej i prądożernej maszynerii. Podejrzewam jednak, że nasz kraj nie dojrzał jeszcze do budowania budynków bardziej „ekologicznych”. Wiem też, że będę chodził do czytelni z własną poduszką, nowe krzesła wyglądają może i ładnie, ale chyba są ociupinę zbyt twarde.

Innym wątkiem, ważnym dziś, jest to, że mimo, iż bibliotekę otwierał wczoraj nasz bezwąsy Prezydent Kraju z jak najbardziej uwąsionym Prezydentem Miasta, to jej powstanie zawdzięczamy oddolnej inicjatywie mieszkańców. To ich mobilizacja spowodowała, że mamy w tym miejscu bibliotekę a nie biurowiec firmy telekomunikacyjnej.

Nowe skrzydło raczyńskich to mały znak, że można jednak wyszarpać kawałek przestrzeni wspólnej, miejsca, które otwiera, daje możliwość wytworzenia tej swoistej powściągliwej wspólnoty/(nie)wspólnoty, którą wytwarza czytelnia i biblioteka publiczna.

WP_20130629_010WP_20130629_040WP_20130629_023

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s