Chtoniczno – olimpijski panteizm

Będzie odrobinę osobiście. Pretekstem do tej notki była śmierć Aleksieja Bałabanowa. Sama notka przeleżała dwa tygodnie w poczekalni „szkice”. Długo zwlekałem z jej skończeniem i opublikowaniem.

Sam Bałabanow jest już „ładunkiem 200„.  Właśnie film o tym tytule, to pretekst by podzielić się wyznaniem.

Nie jestem ateistą. Jeżeli zatrwożyliście się i pomyśleliście, że skończyłem jako wyznawca, którejś z opresyjnych, istniejących religii, to  odetchnijcie z ulgą. Nie ma powodu do niepokoju – jestem panteistą-ateistą.
Ateizm w stylu portalu racjonalista.pl mi nie wystarcza. Jestem zbyt pogańsko przywiązany do konsumpcji świata, żeby mechaniczny jego obraz mnie zadowolił. Nie satysfakcjonuje mnie też ani  liberalny ateizm  w  stylu Dawkinsa. Zbyt łatwo przeistacza się on w legitymizację białych samców i ich zabaw w kapitalizm, przemoc, wojnę.

 Dlaczego  panteistę zapisałem z dywizem? Dlaczego wciąż  gdzieś plącze się tu ten ateista? Dyskusje na blogu Barta i wizyty u Astromarii, nauczyły mnie ostrożności. Zostawienie samego „panteizmu” może spowodować, że już za chwilę, będę zmuszony tłumaczyć się, z tego że nie jestem new-ageowym hipisem. To nie jest tylko zabawne. Pop-panteizmy kończą się tym, że słuchamy audycji Grażyny Dobroń, wierzymy w harmonię Wszechświata i uzdrawiamy się przykładając Kryształ do Czakry, obowiązkowo pijąc szamańskie ziółka z owczych bobków (wielkie litery to w tym wypadku dogmat religijny). Posthipisowskie panteizmy to nie tylko ryzyko stoczenia si e w Otchłań, w naszym kraju aż nadto przykładów, jak blisko niektórym od panteizmu hipisowskiego do jego brunatnych wersji.

Czas jednak przejść do doprecyzowania – o co chodzi  z określeniem: „chtoniczno-olimpijski”?

Jak już wspomniałem wyżej, panteizm bywa zawłaszczany przez pięknoduchów w stylu „jestem Tęcza a to mój przyjaciel Wiatr”. W takim ujęciu, gdzieś tam czai się miła Matka Natura, jelonki, baranki i cały ten kolorowy new-ageowy kicz.

Przyznaję, bywam zachwycony tym olimpijskim, przysłonecznym aspektem świata. Bieg przez las, kąpiel w czystym jeziorze, jazda rowerem, wędrówka po górach, zabawa z psem, promienie słońca, zaprzyjaźnione ciało(a), to naprawdę warte ubóstwienia. Cielesna boskość świata jednak, to nie tylko jej olimpijski, słoneczny aspekt. Gdzieś obok, pod spodem, pod ziemią, jest druga strona cielska rzeczywistości. Ta gnijąca, robaczywa, pełna śmierci, bólu postać świata też domaga się ubóstwienia. Natura to nie tylko mały cielaczek, to też kruki, które go rozdziobują po jego śmierci (to obrazek z doświadczenia).

Dlaczego nie jestem „czystym” ateistą? Cóż sprawa jest prosta. Ateizm jest zbyt bezcielesny, zbyt nieusytuowany. Mój zabarwiony ateizmem panteizm, wynika z fascynacji ucieleśnieniem. Z potrzeby i fascynacji bycia częścią. Ateizm „czysty” to zabawa dla plemienia Cefalofacentryków (Głowowców?, Mózgowców? –  mały konkurs na nazwę). Istoty te żyją w swych mózgach, w swych poglądach. Ateizmo-panteizm to radykalne ucieleśnienie, to czerpanie z bycia-w-świecie.

Z kim mi po drodze? To akurat całkiem proste, na studiach świetnie mi się układało z Bataille’m i jego „Historią oka”. Ostatnio wpadły w moje ręce, podobne z ducha, pisane z kobiecej perspektywy „Wilgotne miejsca”.  Filozoficznie, blisko mi do psiego świata Donny Haraway i jej usytowania, może gdzieś plątałby się B. Latour z jego  neo-hylozyiczną, irredukcyjną wizja świata.

Chtoniczno-olimpijski panteizm, to wejście w cielsko świata bez żadnych osłon i lin asekuracyjnych.

Przykładem

jest dla mnie „Ładunek 200”. Świat to miejsce gdzie istnieją ludzie, którzy zaproszą Was do swojego domu mówiąc „dużo u nas much„. Gdybym chciał was zaprosić do wędrówki, proponuję także „Gummo”:

A później po wejściu w gnijące i zachwycające cielsko świata możecie powiedzieć: „Życie jest piękne. Naprawdę jest. Pełne piękna i ułud. Życie jest piękne. Bez niego byłbyś martwy”.

Reklamy

7 Comments Add yours

  1. Arek pisze:

    Zanim przejdę do trzeciego zdania – czy naprawdę ogarnięcie interpunkcji przerasta inteligentnego człowieka?

  2. Trunfio pisze:

    @Zanim przejdę do trzeciego zdania – czy naprawdę ogarnięcie interpunkcji przerasta inteligentnego człowieka?

    Tak.

    Jako osoba z, tego… odpowiednim certyfikatem: kompletnie nieosiągalne. Toplogia to bułka z masłem w porównaniu z interpunkcją (nigdyniestudiowałammatmy).

  3. fronesis pisze:

    @Arek Albo zaproponuj #korektę obywatelską, albo idź czytać blogi w których interpunkcja Ci nie przeszkadza. p.s. Wiesz, że istnieją różne takie rzeczy na świecie jak: dysgrafia, dyskalkulia etc. Naprawdę używanie kategorii „inteligentny człowiek” w kontekście błędów językowych to bardzo średni pomysł.

  4. Marcin Zaród pisze:

    Przeczytałem tę Haraway i mam mieszane uczucia.

    Cieszę się, że wprost postuluje potrzebę „odzyskania” nauki, szukania nowych sposobów konstrukcji wiedzy formalnej. Cieszę się, że szuka sojuszników w środowiskach przyrodnicznych. Cieszę się też z faktu zauważenia science-fiction.

    Ale mam trochę problem z jej płynnością. Mnie do STS przyciągnął konkret, szukanie realnych praktyk poznawczych. Tymczasem Haraway skręca z korzeni tego nurtu w stronę filozofii, którą sama krytykuje. Chociaż stara się nawiązać do praktyki (przede wszystkim nią nie gardząc), to nie umiem jej programu przełożyć na praktykę.

    Paradoksalnie: Krytykując „nawinie obiektywizujące” sposoby patrzenia, Haraway korzysta z badań biologicznych. A nawet w biologii SEM i mikroskopia są standardem.

    Jeśli Haraway chodzi (ja nie wiem, bo nie rozumiem całości jej tekstu) o świadomość uwikłań konstrukcji (czyli tego, że obraz SEM jest wynikiem filtrów, kalibracji i szumów w sieci elektrycznej niedoinwestowanych budynków, w których pracuję oraz preparatyki, która zdecydowanie nie jest wiedzą ścisłą) to ma we mnie sojusznika.

    Niestety nie wiem jak jej program epistemologiczny przełożyć na praktykę. Bo z tym, że nieoczywiste badania biologii naczelnych są fajowe, to ja się akurat zgadzam.
    http://www.nytimes.com/2005/06/05/magazine/05FREAK.html?pagewanted=all&_r=0

    1. fronesis pisze:

      Krótko, bo zarobiony jestem. Ja Haraway lubię mnie niż Latoura, przede wszytkim z powodu jej barokowego, dziwnego stylu i większego oddalenia od laboratoriów. To, co lubię to koncept „ucieleśnionego uniwersalizmu”, to można zrobić i bez Haraway, choćby sensownie czytając McLuhana albo ewangelie ;).

  5. Boni pisze:

    @fronesis
    W zasadzie, czemu aż tak barokowo i skomplikowanie, a nie po prostu „wyznaję lekko unowocześniony epikureizm”?

    1. fronesis pisze:

      @Boni
      Może masz rację, ale ja nie raz mam słabość do „własnych” konstrukcji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s