Komu przeszkadzają nieprzeczytane wielkie narracje?

Agata Bielik-Robson, popełniła felieton. Pod wymownym tytułem: „Powrót wielkich narracji„, pokazała nam riszercz ziemkiewiczowski w postaci klasycznej: w stylu nie wiem, ale się wypowiem. ABR postanowiła rozprawić się z męczącym ją kultem. Jej zdaniem, młoda polska lewica  uległa zaczadzeniu i podąża za nowym guru o wymownym imieniu Immanuel.

Wallerstein, bo o nim mowa, dziwnie zirytował naszą felietonistkę. Ciekawe dlaczego? Czyżby uwierało ją, że jej ukochana Anglia, z perspektywy Wallersteina, nie jest bardziej „niewinna” niż Trzecia Rzesza. A może ABR jednak nie potrafi zrozumieć, że przed Shoah było Kongo w czasach króla Leopolda, czy wiktoriańskie ludobójstwo w Indiach i Chinach (Mike Davis), czy z bliższych nam geograficznie regionach – Wielki Głód w Irlandii. Szczególnie te dwa ostatnie przypadki to piękne i wymowne przypadki liberalnego ludobójstwa. Zacznijmy od kilku cytatów z ABR:

[ABR] Podczas gdy centrum jest dla mnie brytyjski model demokracji parlamentarnej, Polska lokuje się na „dzikich polach”, od centrum oddalonych, dokąd nauki modernizacyjne docierają opóźnione i zniekształcone, jak owa kafkowska „wiadomość od cesarza”, która krąży po obrzeżach świata, by w końcu dotrzeć do swojego adresata, drogą mozolnego głuchego telefonu, już zupełnie niezrozumiała.

Centrum nie jest brytyjska demokracja, ale imperialny kapitalizm. To zyski ciągnięte z wyzysku pozwoliły na rozwój demokracji dla nielicznych.

(…) zyski uzyskane z handlu niewolnikami i gospodarki plantacyjnej powracały do metropolii gdzie reinwestowane były w formie kredytu, kapitału oraz infrastruktury komunikacyjnej, stanowiąc w 1770 roku, w przededniu rewolucji przemysłowej, aż do 55% brytyjskiego kapitału stałego brutto.

•Alejandro Colas, Imperium, s.112

Wystarczyłoby także  przeczytać Mariusza Turowskiego i jego tekst Europocentryzm – technologia i ontologia kolonizacji Kilka uwag o liberalizmie, podboju, supremacji rasowej i niewolnictwie przez pryzmat tezy o indywidualizmie posesywnym C. B. Macphersona  w tej „Nowej Krytyce„, żeby zrozumieć jak bardzo imperialną logiką przesiąknięta jest myśl liberalno-demokratyczna.

[ABR] Nie uważam, by kapitalizm był jednym wielkim złem, dążącym do niewolniczej eksploatacji całego globu (przynajmniej nie od zawsze); i nie uważam też, że zjawisko kolonizacji można sprowadzić wyłącznie do jego ekonomicznej bazy, czyli globalnej woli wyzysku.

A ja uważam inaczej i co Pani mi zrobi. Ale już na poważnie, co tu jest do uważania, to są fakty i liczby. Dziesiątki milionów ofiar, zniszczone kultury, zakłócony rozwój całych kontynentów. To nie jest kwestia uważania, to kwestia przeczytania kilku książek.

[ABR] (…) tu znów odpowiedź nie jest prosta, bo choć Afryka, koronny dowód w antykapitalistycznym corpus delicti zgromadzonym przez Wallersteina, faktycznie zdaje się potwierdzać tezę o jednoznacznie eksploatacyjnym charakterze kapitalizmu, to jego oddziaływanie w Europie Wschodniej, Azji, a nawet Chinach (gdzie już powoli tworzą się związki zawodowe) okazuje się daleko bardziej ambiwalentne.

Jak czytamy Wallersteina, to wypadałoby odrobić lekcje i wiedzieć co to jest „długie trwanie”. Dopiero w tej perspektywie jego teoria może być analizowana. W perspektywie 500 lat kapitalizm w Europie Wschodniej to pańszczyzna i folwarczny wyzysk. Niewolnictwo, w tym w formie pańszczyzny było elementem nieodłącznym powstającego kapitalizmu. ABR może wypierać ten fakt, jej prawo. Szkoda tylko, że osoba szastająca Levinasem na prawo i lewo ma taką pogardę dla bezimiennych ofiar historii (homo nyama). W Chinach i Indiach to wieloletnie wojny (W tym tzw. Opiumowe), zniszczenie lokalnych manufaktur (Indie), zakłócenie rozwoju na przynajmniej 150 lat.

Dawne więzi zostały pozrywane, spokojne oderwanie komunizmu od świata zastąpione przez waśnie, niezgodę, nierówności i wyzysk. Z jednej strony, powstały olbrzymie latyfundia, z drugiej zaś pojawiła się ogromna, wielomilionowa rzesza pozbawionych środków do życia chłopów-dzierżawców. Własność prywatna święciła swoje wtargnięcie do Indii, a wraz z nią tyfus głodowy i szkorbut, które stały się stałymi gośćmi w dolinie Gangesu [cytat z Róży Luksemburg za tym tekstem)

Teraz dopiero Indie i Chiny powoli przywracają zaburzoną równowagę.

[ABR] Dokładnie tak, jak twierdził Marks w Manifeście komunistycznym, którego pierwsza część stanowi w istocie wielką pochwałę modernizacyjnych mocy kapitalizmu: jednostki, wytrącone ze swoich tradycyjnych wspólnot, zmuszone są zmagać się z zupełnie nową zasadą pracy kontraktowej, dzięki której uczą się myśleć w kategoriach własnego interesu – i szukać nowych stowarzyszeń, tym razem już nie naturalnych i organicznych, w których ten interes znajdzie wyraz w formie zbiorowej.

Niestety Marks nie jest zawsze dobrym przewodnikiem, jego pomysł na „azjatycki” sposób produkcji obnaża jego eurocentryczne uprzedzenia. Warto przyjrzeć się korekcie, która zrobiła Róża Luksemburg, a jak ktoś chce to cofnąć się odrobinę i posłuchać Hegla. Ten realistyczny Prusak, dobrze wiedział, że wczesnokapitalistyczne społeczeństwo mieszczańskie, nie może rozwiązać  napięć i sprzeczności własnego rozwoju bez kolonializmu i imperialnej, nierównej wymiany towarowej.

Społeczeństwo obywatelskie jest zmuszone na skutek tej własnej dialektyki wyjść poza siebie –przede wszystkim poza to oto określone społeczeństwo – aby na zewnątrz siebie, wśród innych narodów, nie dorównujących mu w nadmiarze, czy w ogóle w nie dorównujących mu w dziedzinie przemysłu, szukać sobie konsumentów, a tym samym środków utrzymania. s. 231, (§246).

oraz:

Ta rozszerzona więź dostarcza też takiego środka jak kolonizacja –sporadyczna lub systematyczna –do której zmuszone jest rozwinięte społeczeństwo obywatelskie i dzięki której społeczeństwo to z jednej strony zapewnia jednej części swej ludności powrót w jakimś nowym terenie do zasady rodzinnej, a drugiej strony stwarza przez to dla siebie samego tereny nowego zapotrzebowania i pole stosowania swej pracy. Tamże, s. 232, (§248).

Więcej o problematyczności  Marksa w kwestii jego stosunku do kolonizacji można przeczytać w tekście Michael Löwy – Zachodni imperializm przeciwko pierwotnemu komunizmowi do którego odsyłam.

[ABR] Przeciwnie, moje doświadczenie – doświadczenie kobiety z kraju peryferyjnego, zatopionego w swojej lokalnej, dogłębnie nieemancypacyjnej narracji wspólnotowej – w ogóle nie koresponduje z niczym, co mogę wyczytać w namiętnie samobiczujących się filipikach campusowych dekolonizatorów, którzy kajają się przed światem, biorąc na siebie winy całego imperialnego Zachodu. Jako kobieta, która na dodatek chciała zostać jednostką (a nie tylko egzemplarzem gatunku, jakim na zawsze pozostanie „matka Polka”), mam tu, w Polsce, zdecydowany niedosyt zachodniego imperializmu.

Nie chcę się patriarchalnie wymądrzać, ale jedno z nazwisk noszonych przez Agatę Bielik Robson oraz jej losy edukacyjne, sugerują, że jej autousytuowanie jest niezbyt uczciwe. Po pierwsze Polska jest krajem półperyferyjnym, zawieszonym pomiędzy centrum a peryferiami tego świata. Po drugie bycie dobrze wykształconą osobą z Warszawy lokuje ABR w centrum a nie na peryferiach. Nie pomoże tu „wynaleziona tradycja”, której przedstawicielką chce się ona obwołać. Relacja centrum – peryferie to nie tylko geografia fizyczna, jest ona także ucieleśniona w konkretnych pozycjach społecznych, ciałach, habitusach (Derluguian). Elity kompradorskie, liberalni intelektualiści z Warszawy są raczej postaciami z centrum. To raczej „szeregowi” słuchacze i słuchaczki Radia Maryja, a także zmęczone prekariuszki o których pisała Iza Desperak są przedstawicielkami peryferii .

ABR ze swadą przekręca pojęcia, tak jak Janusz Korwin Mikke zainfekował całe pokolenia idiotycznym równaniem Hitler=socjalista, tak ABR odczuwa „niedosyt zachodniego imperializmu” i chce nas przekonać, ze imperializm=emancypacja (wiem, wiem Godwin). Nie wiem czy to cynizm, czy brak lektur? Czy Bielik-Robson chce zamykać szpitale dla kobiet, bo to robili koloniści w Egipcie, czy może chce sterylizować ubogie kobiety w Appalachach, co było specjalnością amerykańskich liberałów?  Gdyby ABR chciała się czegoś dowiedzieć o dwuznacznej roli jaką dla losów kobiet zgotował kapitalizm, może warto spojrzeć na prace Wilmy A. Dunnaway (np. tutaj).

 Liberalizm, to nie tylko opowieść emancypacyjna, włączenie w obieg gospodarki kapitalistycznej było związane z pogorszeniem pozycji kobiet. Najwidoczniej paternalistycznie zatroskana o los kobiet w Trzecim świecie warszawsko-anglosaska prowincjuszka nie musi tego wiedzieć, choć możemy to przeczytać w dawno już wydanym „Społeczeństwie ryzyka” U. Becka (cytat za tym tekstem):

„Społeczeństwo industrialne nigdy nie było i nie jest możliwe wyłącznie jako takie, lecz zawsze miało charakter półindustrialny, półstanowy. Jego część stanowa nie jest reliktem przeszłości, lecz produktem społeczeństwa industrialnego i jego fundamentem wbudowanym w instytucjonalny schemat pracy i życia” (Beck 2002: 167)

Kolejny smakowity cytat z ABR:

Jak już kiedyś tu pisałam: nie mam wiele zrozumienia dla dyskursów antykolonizacyjnych, które w krajach „nowych peryferiów” doskonale służą zwykle prawicy (vide polskie użycie Ewy Thompson, Zdzisława Krasnodębskiego i Andrzeja Zybertowicza).

Odpowiem krótko i dosadnie, jeżeli ktoś czerpie swoją wiedzę na temat dyskursów postkolonialnych, teorii nowoczesnego systemu-świata z prac polskiej prawicy to wynik nie dziwi. Nie będę polemizował z tym co ABR wyczytała z Thomson i Krasnodębskiego. Szkoda wysiłku, może najpierw zacznijmy czytać książki „z pierwszej ręki”. Podejrzewam, że nasza wspólnotowa prowincjuszka włada dobrze językiem imperialnego centrum. Pomijam już fakt, że ukazało się sporo przekładów a prace Małowista i Kuli są „od zawsze” obecne. Mniej złośliwe powiem tyle, że diagnozy polskiej prawicy, mimo ich przekłamań często są trafniejsze od tych formułowanych przez liberałów. Oczywiście konsekwentne użycie języka teorii zależności, czy teorii nowoczesnego systemu-światowego spowodowałoby na przykład to, że musielibyśmy na serio przemyśleć pańszczyznę. W tej perspektywie jest jasne to, że przez większość historii szlachta kolonizowała resztę mieszkańców tzw. Rzeczpospolitej. Błąd prawicy polega na tym, że przekłamując, stosują metaforę kolonizacyjną tylko do sytuacji zaborów. Paradoksalnie dla większości mieszkańców dawnej Polski był to okres wyzwalania od Pańskiego (Polskiego) kolonizatora. Wallerstein i spółka pozwala zrozumieć naszą sytuację jako efekt wielu setek lat uzależniania się od zachodniego, kapitalistycznego centrum. Rozumiem jednak, że to perspektywa dla ABR egzotyczna, w końcu dla niej kapitalizm w tym regionie zaczął się po 1989 roku.

Podsumowując: to, że ktoś naczytał się Levinasa nie czyni jeszcze moralnym.
Reklamy

10 Comments Add yours

  1. Mises van der Rohe pisze:

    Całe szczęście czytałem Wallersteina i w dalszym ciągu pozostaję pod jego dużym wpływem, jednak wg mnie jeżeli nowa lewica dalej będzie jeśli nie otwarcie twierdzić, to przynajmniej sugerować, że przejście od feudalizmu do kapitalizmu było błędem, to dalej pozostanie niszą dla garstki frustratów. Cóż, trzeba być ‚nienowoczesnym’ w Latourowskim sensie. Podczas gdy ABR chciałaby modernizacji na siłę, co wiemy jak się kończy, wielu antynowoczesnych, tak z prawa, jak i z lewa, zamknęłoby ludzi głębokich peryferii w swoich tradycyjnych wspólnotach i w tradycyjnych, rolniczo-hodowlanych zajęciach, czego przykład stanowi popularność memu o ‚wodzu Indian płaczącym po ogłoszeniu decyzji o wybudowaniu elektrowni Belo Monte’, dość niedawno debunkowanego. Mając do wyboru taką alternatywę, wolę już chyba industrializację Afryki, która choć krwawa i bolesna, powinna się dokonać w ciągu najbliższych 50 lat i ostatecznie zakończyć kapitalizm.

  2. fronesis pisze:

    @Mises van der Rohe
    Ale przecież nie chodzi o mówienie, że „przejście od feudalizmu do kapitalizmu było błędem”. To o inne jednostki analityczne tu idzie. Stało się, jak się stało. Polihistoria przez ostatnie od 5000 do 500 lat stawała się monohistorią. Z wielu różnych światów wyłonił się jeden napędzany kapitalistyczną logiką. Wisły kijem nie zawrócimy. Pożytki z Wallersteina są takie, że wiemy, że świat jest systemem naczyń połączonych. Demokracja liberalna w Anglii była ściśle związana z niewolnictwem w innych obszarach świata. To wiem, to banał. O niemożliwości gospodarek autarkicznych napisał kiedyś dobrą pracę Jelonek (o Kambodży). Industrializacja Afryki, która się teraz ma szansę odbyć może spowodować faktycznie przemagnesowanie biegunów nowoczesnego systemu-świata. Pytanie jak zmienić napędzającą go logikę. A ta musi się zmienić, wystarczy pomyśleć o tym, że „zatarciu” ulegnie mechanizm deruralizacji świata, po prostu wieś nam się skończy.
    Idąc tropem Latoura, płodzimy zbyt dużo kapitalistycznych hybryd, żeby udało się nam dalej utrzymać modernizacyjną fikcję (służącą pracy oczyszczania/puryfikacji) a która ma ukryć pracę kolonizacji i neokolonizacji (praca hybrydyzacji, translacji). Co będzie dalej, może jakiś nowy pomysł opary na przykład o porządki religijne, wypracowujące równowagę pomiędzy kapitałem a innymi sferami. Nie jest to moje marzenie, ale kto wie?

  3. Mises van der Rohe pisze:

    Styczność z lekturą miałem dobre 3 lata temu, więc niech Autor mnie poprawi jeśli się mylę, ale coś mi świta, że w ‚Końcu świata…’ było o umiarkowanym postępie, jaki daje kapitalizm i że dopiero kiedy pokolenie dzieci będzie miało gorzej od pokolenia rodziców, są poważniejsze szanse na przewrót. Dlatego kiedy Wallerstein krytykuje kapitalizm, czyni to w kategoriach moralnych, nie materialistyczno-dialektycznych. Zdaję sobie sprawę, że podobno w epoce przedkolonialnej nie zdarzały się klęski głodu w Afryce, jednak w żadnym wypadku nie kupuję odpowiedzi, że nie doszło dotąd do rewolucji, bo masy mają fałszywą świadomość, tak jak i wszystkich innych prób wytłumaczenia braku sukcesów lewicowego projektu.

  4. fronesis pisze:

    @Mises van der Rohe
    Kilka wątków na raz.
    1. „Koniec świata….” to zbiór tekstów, Wallerstein nabiera „blasku” w swym już 4 tomowym dziele głównym.
    2. Wallerstein, kiedyś powiedział, że najbardziej egalitarnie to było u zarania ludzkości, później się popsuło. Tak na poważnie to w przednowoczesnej Afryce (jak i na całym świecie) rozwarstwienie ekonomiczne było mniejsze niż teraz. W samej Afryce, obszar Mali i Ghany przez cale średniowiecze był eksporterem złota i innych dóbr do Europy. Słynna jest anegdotyczna wyprawa Mansa Musy, króla Mali do Mekki, gdzie z powodu ilości przywiezionego kruszcu zdestabilizował lokalną ekonomię na kilkadziesiąt lat. Z innych ciekawostek Timbuktu średniowieczne (przed kolonialne) miało ok. 100 tysięcy mieszkańców i kwitnące uniwersytety. Teraz to mała mieścina. Ważne jest aby a) oduczyć się myślenia linearno-postępowego, b) nauczyć myślenia systemowego, traktować cały świat jak system naczyń połączonych.
    3. Rewolucji nie ma z różnych powodów, także z tego, że po 1989 w wyniku, między innymi, kompromitacji pewnych prób projektów, które się lewicowymi mieniły nie ma na razie nowy projektów napędzających ludzi (ostatnią ważną rewolucją socjalistyczną była ta zrobiona przez Tomasa Sankarę w Burkina Faso, polecam film: Upright Man, dostęny na youtubie.)
    4. Rewolucja może przyjść poza dzisiejszymi ramami jej ujmowania, nie wiemy np. co się wyłoni po „arabskiej wiośnie”.
    p.s. polecam swój tekst: http://www.academia.edu/2240059/Europejska_tozsamosc_i_jej_wyparte_zewnetrze_

  5. Mises van der Rohe pisze:

    Nie mam wątpliwości co do tego, że wraz z postępami akumulacji kapitału postępuje rozwarstwienie. Pozytywną odpowiedzią na zbrodnie kolonializmu byłoby spłacenie długu wdzięczności, oczywiście zaciągniętego bez woli samych ‚kredytujących’ i redystrybucję zdobyczy cywilizacji, jakie dzięki globalnemu podziałowi pracy centrum-peryferia udało się tym pierwszym osiągnąć. Zwłaszcza jeśli stać nas już chyba na to, żebyśmy znieśli ten i inne podziały pracy, nawet za cenę wyhamowania postępu.
    Ja po Wallersteinie owszem oduczyłem się myślenia linearno-postępowego, ale teraz świadomie do niego wracam. Co więcej, twierdzę, że taki ‚pesymizm historiozoficzny’ ma charakter klasowy i tak długo, jak nowa lewica będzie opanowana przez tę klasę (zubożałą średnią), tak długo będzie tam, gdzie jest teraz. Dla mnie osobiście ważne było to, co Wallerstein powtórzył za Marksem, czyli nadrzędność państwa wobec kapitału, z której wynika, że etatyzm to (prawie) taki sam kapitalizm jak neoliberalizm i co wytłumaczyło mi moją instynktowną niechęć do socjaldemokracji, jaką czułem odkąd pamiętam.
    PS. Na 4-tomowe dzieła trzeba mieć dużo zakumulowanego kapitału symbolicznego, ja tyle nie mam, ale staram się nadrobić jednotomowymi ;)

  6. fronesis pisze:

    @Mises van der Rohe
    Dla Wallersteina państwa faktycznie są dość podejrzanymi tworami, są przecież instytucjami nowoczesnego systemu-świata. Stąd jego niechęć do realnego socjalizmu.
    A propos długów, przeczytałem u Jeana Zieglera, że przed gdyby kryzysem 2010 roku bogata Północ anulowała wszystkie długi Trzeciego Świata, to i tak byłaby to mniejsza suma, niż ta jaką stracono później w kryzysie, to nieźle pokazuje skalę rozwarstwienia świata.

  7. ramone.alcin pisze:

    @fronesis

    „W perspektywie 500 lat kapitalizm w Europie Wschodniej to pańszczyzna i folwarczny wyzysk.”

    500 lat temu w Europie Wschodniej nie bylo kapitalizmu. Wydaje mi sie wrecz, ze to kapitalizm zniosl panszczyzne zeby uwolnic sile robocza dla fabryk.

    1. fronesis pisze:

      Jak jesteś tradycyjnym marksistą to tak, ale w wersji Luksemburg/Wallerstein różne typy pracy mogą koegzystować w ramach nierównej wymiany towarowej i akumulacji kapitalistycznej. W tym samym sensie co pańszczyzna kapitalistyczne było też niewolnictwo w USA. Linkuję zresztą w tekst J. Urbańskiego o niewolnictwie. Miałem też taki cytat w którejś z „chłopskich” notek, kasa z folwarku szła do centrum, szlachcic wraz z pogłębianiem się związków z kapitalistycznym centrum „przykręcał” śrubę.

  8. ramone.alcin pisze:

    To ja w takim razie poprosze o wyjasnienie, co nazywasz kapitalizmem, bo chyba nie „wszystkie krapiaste aspekty danego systemu ekonomicznego”?

    Jeszcze jedno: piszesz, ze Chiny i Indie „przywracaja rownowage”. Nie wiem jak Indie, ale Chiny w Afryce robia po prostu Scramble for Africe 2.0

  9. Bardzo fajna notka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s