on

Struktury wiedzy

Rozpocznę od cytatu z blogu Marcina Zaroda:

Mam wrażenie, że o przewadze technicznej Niemiec, USA lub Japonii decyduje przede wszystkim fakt, że tam się takie rzeczy bada naukowo i poważnie o nich dyskutuje. U nas dyskusje o kształceniu technicznym nigdy nie wychodzą poza ogólniki lub bieżące mody. Mało kto patrzy na to jak na proces historyczny. Mało która uczelnia prowadzi np. badania nad tym jaka laborka pasuje do danego przedmiotu lub o tym jak projekty studenckie ewoluują w czasie. Chcę być jednym z tych, którzy to zmienią.

Cytat pochodzi z wpisu omawiającego plany czytelnicze autora bloga na najbliższy czas. Większość pozycji pochodzi z serii wydawniczej „Inside Technology” (miałem skromny udział w jej poleceniu). Brak analiz dotyczących splatania się zagadnień technicznych, społecznych, politycznych oraz kulturowych to wciąż wielka „dziura” w polskim systemie kształcenia (zarówno na poziomie uniwersyteckim, jak i na wcześniejszych etapach edukacji).

Zacznę od anegdoty. W ubiegłym tygodniu miałem wątpliwą przyjemność…

View original post 2 139 słów więcej

Reklamy

23 Comments Add yours

  1. ramone.alcin pisze:

    Kiedy ja studiowalem to USOS jeszcze nie bylo, ale pamietam ze oprocz indeksow byly rowniez karty egzaminacyjne ktore zbieral dziekanat, i w razie konfliktu pomiedzy indeksem a karta oczywiscie wiarygodna dla uczelni byla karta. Tak wiec pozycja studenta nie byla az tak silna. Edycja danych w USOS jest przynajmniej gdzies rejestrowana, wiec teoretycznie uczelnia moze skontrolowac profesora manipulujacego ocenami.

    1. fronesis pisze:

      Tyle, tylko, że opuszczając egzamin wychodzą studenci/tki bez żadnego potwierdzenia, oprócz zapewnienia na gębę. Nie wszyscy na pewno odwracają monitor/laptop.

      1. ramone.alcin pisze:

        Szczerze mowiac, mialem roznych wykladowcow, niektorzy z nich byli naprawde dosc wredni, ale nigdy nie przyszlo mi do glowy posadzac ich o klamstwo w sprawie oceny jaka chca mi wystawic.

      2. pwilkin pisze:

        No ale jakie to ma znaczenie? Przecież egzamin nie jest rejestrowany, więc równie dobrze egzaminator może do indeksu studentowi wpisać od czapy 2 – co więcej, spotkałem się z licznymi historiami nadużyć tego rodzaju. Jak wspomina ramone.alcin, zmiany w USOSie są przynajmniej rejestrowane, więc nie ma możliwości, żeby prowadzący zmienił ocenę, a potem wypierał się, że nic takiego nie miało miejsca.

  2. Krzysztof pisze:

    Raczej pomyłkę niż kłamstwo z premedytacją. Ocenę w usosie wpisuje się z menu wyboru. Wystarczy omyłkowo wcisnąć strzałkę lub „page down” i jeśli wcześniej nie kliknęło się myszką na tle strony, to zostanie to odczytane jako ingerencja w menu. Ocena przeskoczy, a przy dużej ich liczbie wpisujący nie zauważy. Miałem taki przypadek, łatwo wychwycony – wpisywałem zalki i nzalka się odznaczała. Teraz sprawdzam wszystko ze trzy razy i niezależnie od tego zachęcam studentów do przychodzenia i oglądania prac (przy egzaminach pisemnych), zwłaszcza jeśli mają wątpliwości co do oceny. Ale, niepewność pozostaje…

  3. pwilkin pisze:

    To ja ze swoich doświadczeń jako wieloletni student wydziału, z którego USOS pochodzi (MIMUW), uczelni, na której go wdrażano z różnym skutkiem (UW), a przez pół roku także „USOSman”, czyli lokalny pełnomocnik ds. USOS.

    Primo, zgoda, że wiara w autonomiczny i magiczny charakter USOSa jako nowoczesnego narzędzia jest fikcyjna. Zresztą w inżynierii oprogramowania nie od dziś jako bardzo istotne etapy rozwoju oprogramowania uznaje się (a) analizę i zaprojektowanie systemu w taki sposób, aby uwzględniał realne potrzeby i możliwości użytkowników oraz potencjalne trudności oraz (b) fazę wdrożenia, która jest często bardzo długa, rozległa i nie sprowadza się do samego zainstalowania systemu, ale też do szkoleń, stworzenia odpowiednich instytucji przejściowych etc.

    Dalej: USOS oczywiście jest czymś więcej, niż tylko narzędziem, właśnie dlatego, że w pewien sposób organizuje i przez to ogranicza pewne procedury na uczelni. W spór na temat tego, czy to dobrze, czy źle, nie chce mi się tu wdawać, bo to spór mocno ideologiczny, a poza tym bardzo rozległy, więc nie chcę rozmywać notki; dość powiedzieć, że faktycznie system wymusza pewne procedury w sposób ścisły. Z drugiej strony, tezy o sztywności USOSa są bardzo często wygodną wymówką dla pracowników administracyjnych, związaną z tym, że „szczególne przypadki” wymagają większego nakładu pracy, więc często łatwiej się wykpić tym, że „USOS nie pozwala” (a czasem faktycznie do tego dochodzi złe przeszkolenie i w związku z tym brak świadomości, że pozwala).

    Interesująca wydaje mi się obserwacja związana z porównaniem USOSa na wydziale macierzystym, gdzie był tworzony (MIMUW) i na wydziale filozofii – uzmysłowiła mi to, że USOS to naprawdę w niewielkim stopniu sam system informatyczny, w dużo większym – zaplecze instytucjonalne, czyli przede wszystkim grupa osób, która (a) jest w stanie reagować w przypadkach szczególnych, których jest relatywnie dużo (b) potrafi poinstruować w zakresie „USOSowej magii”, czyli robienia w nim rzeczy niestandardowych, nie przewidzianych podstawowym szkoleniem. Na MIMUWie USOS po prostu działał, na filozofii – przez długi czas po prostu nie działał, a przecież system informatyczny był ten sam – tyle tylko, że na MIMie była cały czas „na sieci” osoba, która znała wszystkie niuanse systemu i potrafiła je obsłużyć.

    Wreszcie – dla studentów, jak już się przyzwyczaili, USOS był w większości błogosławieństwem – ujednolicona lista ocen, własnoręczne podpinanie zaliczeń, wyniki kartkówek dostępne indywidualnie w USOSie (brak konieczności latania na wydział + możliwość oglądania własnych wyników bez wiedzy reszty kolegów i koleżanek z roku), statystyki zaliczeń, no a przede wszystkim brak indeksów, które, pomijając względy kulturowe, naprawdę miały niewiele zalet, za to liczne wady (konieczność pamiętania o wszystkich rozliczeniach, ganianie za pracownikami w celu zbierania wpisów, podwójne wpisywanie zaliczeń do kart egzaminacyjnych i indeksów itp. itd.). No, ale tu mowa o USOSie, który działał (w sensie opisanym w akapicie powyżej, czyli nie tylko jako system informatyczny).

    1. ramone.alcin pisze:

      @“USOS nie pozwala”

    2. Poznaniak pisze:

      @pwilkin
      Dziękuję Panu za wnikliwy i pozbawiony akcentów ideologicznych komentarz, cenny przede wszystkim jako brakująca w toczącej się tu dyskusji opinia „USOSmana”.

      @fronesis
      Chociaż przekonuje mnie w dużej mierze Pańska krytyka USOSa jako systemu obarczonego licznymi mankamentami, jednak zupełnie nie pojmuję obecności w Pana notce punktu nr 7 traktującego o „kulturowym statusie indeksu papierowego”. O ile dla mnie, czytelnika nie legitymującego się wyższym wykształceniem w dziedzinie nauk społecznych i humanistycznych, reszta notki jest całkiem jasna i zrozumiała, o tyle ten akapit naszpikowany specjalistycznymi pojęciami („konstrukcja tożsamości”, „korozja charakteru”, „rytuały społeczne”) sprawia wrażenie, że próbując podeprzeć się naukowymi teoriami kamufluje Pan własny, osobisty ckliwy sentyment do wymazanego atramentem pożółkłego dzienniczka, którego zdjęcie wkleił Pan w swoją wypowiedź. Przeczytałem zalinkowaną notkę do recenzji książki Sennetta, ale dla mnie ma się ona do zmierzchu epoki indeksów jak piernik do wiatraka, tak samo jak i analogia do obowiązkowego poboru. Czy stosujący powszechnie będące wytworem kapitalizmu telefony komórkowe ludzie, także ci o lewicowych poglądach, uważają że przyczyniają się one do „korozji charakteru”? Czy zadaje sobie Pan pytanie o kulturowe i tożsamościowe koszty odchodzenia w niepamięć budek telefonicznych? Czy rwał Pan szaty gdy poczta obwieściła zakończenie świadczenia usługi telegramu 4 lata temu, ponieważ wyparła go powszechna dostępność do telefonu i e-maila? Czy mamy płakać po zapomnianych już dzisiaj telegrafach i teleksach, oraz faksach które na naszych oczach odchodzą do lamusa? Wypieranie indeksów przez USOS to po prostu naturalny proces technologicznego postępu. Niekoniecznie szkodliwego, jak chcieliby niektórzy – wielu moich znajomych pasjami czyta książki na czytnikach e-booków chwaląc sobie wygodę i prostotę tego rozwiązania, oraz niewielkie gabaryty w porównaniu z książkami, na które często nie ma miejsca w ciasnych mieszkaniach. Można mieć oczywiście sentyment do pergaminu z koźlej skóry, gęsiego pióra i inkaustu – ale to tylko zwykłe ludzkie uczucie przywiązania.

      Co do punktu nr 8 – sądzę, że w przyszłości potrzebę legitymowania studentów zastąpi podpis elektroniczny.

  4. ramone.alcin pisze:

    @Czy zadaje sobie Pan pytanie o kulturowe i tożsamościowe koszty odchodzenia w niepamięć budek telefonicznych?

    Koszty spoleczne sa takie, ze brak budek telefonicznych wyklucza z komunikacji osoby ktorych nie stac na telefon komorkowy.

    @Niekoniecznie szkodliwego, jak chcieliby niektórzy – wielu moich znajomych pasjami czyta książki na czytnikach e-booków chwaląc sobie wygodę i prostotę tego rozwiązania.

    Nie dziala jak ksiazka ma wzory matematyczne.

    1. Poznaniak pisze:

      @telefony
      Na allegro najtańsze używane telefony komórkowe (stare modele, ale całkiem sprawne) można kupić za kilkanaście złotych. Sądzę, że podobnie jest w komisach. Różnice w cenach połączeń między sieciami są w tej chwili takie, że bardziej opłaca się kupić kartę pre-paid niż korzystać ze zmonopolizowanych przez tpsa budek. Poza tym publiczne telefony są jeszcze zazwyczaj na pocztach. Sądzę, że pieniądze przeznaczone na utrzymywanie publicznych aparatów na ulicy można jednak lepiej spożytkować.

      @czytniki e-booków
      To zależy od software i od rodzaju czytnika – o ile mi wiadomo najnowszy amazon kindle wyświetla poprawnie zarówno wzory (łącznie z tymi zapisanymi w formacie pdf) jak i grafikę. Rozpowszechnienie elastycznego e-papieru przyspieszy tylko odwrót od drukowanej książki i gazety. Już teraz wiele czasopism zamyka swoje papierowe wydania. Na konferencjach w których uczestniczę też widzę zmiany: książkę abstraktów w drukowanej wersji trzeba zamawiać za dodatkową (zwykle dość wygórowaną) opłatą, standardem stała się wersja elektroniczna.

    2. Boni pisze:

      @ramone
      „Koszty spoleczne sa takie, ze brak budek telefonicznych wyklucza z komunikacji osoby ktorych nie stac na telefon komorkowy.”

      Odkąd ze dwa lata temu, w odpowiednim punkcie usługowym, osobą przede mną w kolejce był ewidentny nurek śmietnikowy, który życzył sobie ściągnięcia simloka, bo chciał przejść z tmobila do orange czy tam odwrotnie, i zapłacił za usługę plus starter nowej sieci cenę flaszki gorzały, twój argument znajduję wadliwym. Skądinąd, ściągał locka z którejś pancernej nokii serii 3000.

  5. bantus pisze:

    Ciekawy wpis, a dyskusja jeszcze ciekawsza.

    @indeks
    Myślę, że studenci (sory, ale studenci/tki czytamisię jako studenciki i nie mogę), będą mieli jakiś inny symbol tożsamości, może większego znaczenia nabierze np legitymacja studencka może pojawi się jakiś specyficzny element ubioru.

    Jednak indeks był uznawany nie tylko przez studentów, ale przez wykładowców i administrację oraz świat poza (rodzinę, znajomych, media) za coś ważnego. Tej zewnętrznej rozpoznawalności zabraknie.

    @technoluddyzm
    Przyszła mi rodzima analogia z mechanizacją rolnictwa do głowy. Zastąpienie konia maszyną mogło być problematyczne. Koniem na polu można ciaśniej wziąć zakręt, nie trzeba wycinać drzew owocowych na polu, można precyzyjniej orać, bo pług idzie wolno, kontroluje go gospodarz własnymi rękami itp. Maszyna jest problematyczna, trzeba wyregulować kąty, żeby wszystko działało poprawnie, czyli posiąść nową wiedzę, to wymaga dodatkowej pracy, zmiany nawyków.

    Tutaj zgodzę się z janekr, że nie można zwalać na maszynę winy na to, że zbyt narowista i ma własną wolę, robi co chce, a nie to czego my chcemy. Mechanik musi coś wyregulować, użytkownik nauczyć się obsługi i radzić sobie z nowym narzędziem.

    Badania nad tym jak zamiana konia na ciągnik i maszyny rolnicze wpłynęły na wiejską kulturę, styl życia rolników, relacje społeczne, to rzecz bardzo potrzebna i ciekawa. To jest jednak inna perspektywa i trochę nie widzę związku z trudnościami w implementacji na konkretnych gospodarstwach rolnych (tu wydziałach/uczelniach).

  6. bantus pisze:

    Niech to, przykomciowałem nie pod tą dyskusją co trzeba. lol

  7. ramone.alcin pisze:

    @bantus

    „, może większego znaczenia nabierze np legitymacja studencka może pojawi się jakiś specyficzny element ubioru. ”

    Bluza z kapturem.

  8. Stop technofobom pisze:

    Ciekawe, czy jak wprowadzano oświetlenie elektryczne, to też tak marudzili. Już sobie wyobrażam:
    „Kiedyś jak świeczka zgasła, to wyciągałem nową i odpalałem, teraz cholera te żarówki wysoko, bez drabiny ani rusz. I po co ten prund?”

  9. ramone.alcin pisze:

    @Stop technofobom

    To nie chodzi o zmiane technologii, tylko o to, ze dawniej studenci mieli nieusuwalne kwity na to jakie dostali oceny (wpisy w indeksach), a teraz nie.

  10. Poznaniak pisze:

    „Myślę, że wątpię” w nieusuwalne kwity. Znaczenie ma zaufanie do powiernika i dytrybutora informacji – tak jak ufamy, że nikt nie wykradnie ani nie usunie naszych prywatnych e-maili (chociaż czasem i to się zdarza, np. ostatni skandal z ujawnieniem korespondencji G. W. Busha i ogólnie sprawa wikileaks), tak jak wierzymy, że wskutek pomyłki w systemie bankowym nie zabraknie pieniędzy na naszym koncie, tak samo powinniśmy wypracować sprawny system elektoniczny zarządzania tokiem studiów. Nie twierdzę, że zaawansowane technologicznie systemy nie mają wad, ale mimo to nie wyobrażam sobie zniknięcia poczty elektronicznej czy wprowadzenia rezerw złota w każdym banku zamiast elektronicznego pieniądza.

  11. ramone.alcin pisze:

    @Poznaniak

    „tak samo powinniśmy wypracować sprawny system elektoniczny zarządzania tokiem studiów”

    To czemu tego nie zrobiono?

  12. Poznaniak pisze:

    @ramone.alcin
    Poczytaj sobie co pisze o tym w swoim komentarzu pwilkin. Rozwój oprogramowania ma charakter ewolucyjny, a następująca po koncepcji, analizie i zaprojektowaniu systemu faza wdrożenia bywa długa i wyboista. Na tym etapie oczekuje się też informacji zwrotnej (niestety nie znam lepszego tłumaczenia słowa feedback w tym znaczeniu) od użytkowników, która pomaga wprowadzać kolejne ulepszenia i usuwać błędy w następnej wersji. Gdyby tak nie było, czytałbyś te słowa na monochromatycznym monitorze w trybie tekstowym.

  13. ramone.alcin pisze:

    @Poznaniak

    „Na tym etapie oczekuje się też informacji zwrotnej (niestety nie znam lepszego tłumaczenia słowa feedback w tym znaczeniu) od użytkowników, która pomaga wprowadzać kolejne ulepszenia i usuwać błędy w następnej wersji.”

    Tzn. ktos gdzies pyta studentow o ich feedback, zbiera go i reaguje na niego? Nie wierze. Za dobrze znam polskie uniwersytety ;-)

  14. Poznaniak pisze:

    @ramone.alcin
    Nie wiem jak jest ze zbieraniem opinii wśród użytkowników systemu, wiem jak być powinno. A skoro mowa o polskich uniwersytetach: proszę bardzo, weźcie się za krytykę kadr zamiast ronić łzy nad końcem ery wymazanego atramentem dzienniczka. Typowe zachowanie technofoba – kopnąć w złości komputer, bo nie działa; ale zwrócić się z pretensjami (słusznymi!) do autora/autorki programu – to już nie, bo po co?

  15. janekr pisze:

    @ramone

    „To czemu tego nie zrobiono?”

    Bo nikt nie zgłaszał takich problemów. Niewykluczone, że problemów z wpisywaniem do USOS innej oceny, niż podano na gębę zwyczajnie nie ma.

    „Tzn. ktos gdzies pyta studentow o ich feedback, zbiera go i reaguje na niego? Nie wierze”

    To nie wierz.

  16. ramone.alcin pisze:

    Przypominaja mi sie dyskusje nad „paper trail voting” z czasow wyborow prezydenckich w USA.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s