Homo nyama

Znów chciałbym popełnić notkę autopromocyjną. Tym razem zareklamuję pojęcie, którego od pewnego czasu używam.

Chciałbym zaproponować pojęcie homo nyama na określenie człowieka jako ciała, którego los jest wynikiem przemian kapitalistycznych. Homo nyama to ukryty warunek leninowskiego imperialnego stadium kapitalizmu, ofiara nagiej przemocy, śmierć bezimienna, z głodu, w wyniku powodzi, to śmierć tak „nieważna”, że nawet niedostrzegalna przez biopolityczną aparaturę  władzy demograficznej. Homo nyama umiera, często nawet niepoddany formalnej przemocy, opresji państwa. Homo nyama to właściwie efekt, ukryty warunek rozwijającej się nowoczesności, to  dramat nagiego życia, mięsa, poddanego władzy głodu, zimna, chorób, niewolniczej pracy na plantacji, opresji w „cienistym wnętrzu” gospodarstwa domowego, bycie sprowadzonym do roli wyzyskiwanego, bitego, gwałconego mięsa.[1]


[1] Cytat pochodzi z mojego tekstu: Europejska nowoczesność i jej wyparte konstytuujące „zewnętrze, „Nowa Krytyka” 26-27/2011, s/ 279.”

Homo-nyama (człowiek-mięso) to polemika z tymi, którzy tylko w państwowej przemocy widzą źródło opresji. Homo-nyama to Ci, których nie widać w oficjalnej, państwowej historii. Homo-nyama to ciało niewolnika, ciało robotnika w kapitalizmie, to ciało kobiety poddane opresji struktur patriarchalnych (szerzej tutaj).

(edit) Tym co wspólnego mają zarówno niewolnictwo i homo sacer jest produkcja nagiego życia pozbawionego swojej historycznie określonej formy życia.Tym co jednak je dzieli jest różnica pomiędzy suwerennym wyrzuceniem a marginalnym włączeniem zniewolonego życia. Jeśli suwerenna decyzja o stanie wyjątkowym chwyta nagie życie po to by je wykluczyć, to biopolityka niewolnictwa mierzy się z przynoszącym zyski włączeniem martwych społecznie istot.

/Ewa Płonowska Ziarek – Strajkujące nagie życie: Uwagi o biopolityce rasy i gender/

Homo-nyama, to przede wszystkim ciało pracujące, ciało-trybik w machinie wytwarzania dóbr i zysków:

Każda wioska musi dostarczyć rządowi 20 koszy kauczuku tygodniowo […] Zebranie 20 koszy zajmuje 10 dni. Spędzaliśmy cały czas w lesie, bez jedzenia, bo nasze kobiety musiały porzucić uprawianie pól i zbierać kauczuk. Błagaliśmy białych ludzi, żeby zostawili nas w spokoju. Mówiliśmy, że nie jesteśmy w stanie zebrać więcej kauczuku. Oni odpowiedzieli: „Pracujcie. Jesteście tylko zwierzętami. Jesteście tylko nyama [mięsem]” (źródło)

Warto pamiętać, że pojęcie to odnosi się do całego, 500 letniego okresu powolnego rozwoju światowego systemu kapitalistycznego. W takim ujęciu homo-nyama obejmuje ofiary także kolonializmu czy niewolników w Stanach Zjednoczonych. Homo-nyama to nieme, okaleczane ciało, które napędzało szatańskie młyny kapitalizmu i nowoczesności. Na dwuznaczność związków państwa i kapitalizmu, zwróciła uwagę w swym komentarzu o homo-nyama, blogerka o pseudonmie „Socjobloger„.

W naszym, polskim przypadku homo-nyama to, przede wszystkim, miliony chłopów pańszczyźnianych. Ich niedola, wyzysk, zniknęły, ukryte były przecież w „cienistych” wnętrzach” folwarków. Historia widzialna nie interesowała się wewnętrzną sprawą prywatnych gospodarstw. Homo-nyama to Ci, których nie obejmuje nawet prawo, czy państwo. Polscy chłopi w trakcie „rozwoju” państwa polskiego, byli „uwalniani” od przemocy aparatu państwowego i coraz silnie wtłaczani w przedpolityczne stosunki oparte na bezpośredniej władzy i przemocy szlacheckiego panka. Chłop pańszczyźniany stawał się tylko elementem gospodarstwa i jako taki był utowarowiony, podlegał transakcjom kupna i sprzedaży. Poniżej cytat z książki, „Handel chłopami w dawnej Rzeczpospolitej” Janusza Deresiewicza, (link):

Wojciech Lipski w roku 1786 dał następujące zobowiązanie: „…daję ten na siebie osobny skrypt rescysyjny (odstąpienie), a pod moc kontraktu sprzedaży dóbr Lewkowa (pow. ostrowski) z przyległościami podpadający wnemu jmp. Józefowi Krzyżanowskiemu, skarbnikowi poznańskiemu, iż do niżej wypisanych z tychże dóbr Lewkowa poddanych z żonami, dziećmi i ich majątkiem, tak dziś w Radlinie (pow. jarociński) przy boku jegoż, jako i na folwarkach zostających, tudzież i we wsiach Słupiach w woj. kaliskim a pow. pyzdrskim zostających osadzonych i w służbie na gruncie tamże znajdujących się, żadnego prawa i moi sukcesorowie rościć, formować, pretekstować nigdy nie będą, ale ich podług umowy punktów wyłączonymi spod mojej i moich sukcesorów władzy, mocy i posłuszeństwa perpetuis temporibus (wiecznymi czasami) mieć chcę i tychże samych za właściwie poddanych tylko tegoż wnego jmp. Józefa Krzyżanowskiego, skarbnika poznańskiego, i sukcesorów jego, gdzie się z nimi obracać będzie, uznawać będę, a tych to ekscypowanych tym porządkiem podpisać obliguję się, jako to Bartłomieja Barteckiego lokaja, Mikołaja Lewkowskiego lokaja, Józefa z Sosnówki forszpana (stangret) i Rocha forysia (pomocnik furmana), Jędrzeja Marczaka włodarza gręblewskiego, Antoniego, Pawła i Jakuba chłopców, Wiktoryi i Katarzyny dziewczyn, Agnieszki i Franciszki dziewek, Wawrzyńca i Sebastyjana

Ohudzików, Chryzostoma chałupnika w Słupi, Marcina komornika tamże, Jana Cichorskiego komornika tamże, Daniela komornika tamże, Józefa, Grzegorza, Mateusza parobków tamże, Józefa Bieńezaka średniaka tamże, tych wszystkich specifice (szczegółowo) wyrażonych z żonami, dziećmi i ich majątkiem, pod jak najsolenniejszym warunkiem do ważności sprzedaży dóbr Lewkowa zawisłym i regulującym się, w księgach grodzkich poznańskich roborując (zatwierdzać) ten skrypt, jako z tych dóbr ekscypowanych i. do mnie już żadnym prawem nie należących, uznaję być i podpisuję. Działo się w Poznaniu 26 VI 1786. Pracowity zaś Urban, poddany ze Słupi, na zawsze z żoną i dziećmi dziś zostający w Lewkowie, Lewkowanowemu dziedzicowi w poddaństwo ustępuje się”.

Dla homo-nyama objęcie przemocą państwa, to wyzwolenie od codziennej przemocy stosunków pozapaństwowej ekonomii, w ogólnym rozrachunku bywa zbawienne. Tak jak na przykład wtedy gdy Aleksander II car Rosji oraz król Polski, który na terenie zaboru rosyjskiego zniósł pańszczyznę. O wyzwalającym aspekcie państwowej przemocy świadczy choćby to, że wdzięczny lud wznosił na jego cześć  kapliczki dziękczynne.

2009.04.02_TK666a_Godzielin.fig.MB_1 (2)

Na koniec, tym, którzy chcieliby się czegoś dowiedzieć o  pamięć o kulturze wiejskiej, niedoli chłopskiej i pańszczyźnie polecam rozmowę, która odbyła się w audycji „Kultura głupcze”. Jednym z rozmówców był Andrzej Bieńkowski, niestrudzony w swej misji przywracania nam pamięci o muzyce wiejskiej. Sam Bieńkowski o muzyce wiejskiej i pańszczyźnie, powiedział niegdyś w ten sposób:

Pokazać świat kultury wiejskiej dziś. Kiedy tradycyjne obrzędy nie mają już pierwotnego znaczenia, to jak funkcjonują? Świat odchodzącej muzyki i pieśni. Nie tylko w Polsce, ale i na Ukrainie. Czy są podobieństwa, czy jest pamięć wspólnej historii? Czy granica polityczna jest granicą kultur? (…) To mój hołd dla Oskara Kolberga i jego nowoczesnej techniki badawczej. Przypomnę, że pisał o chłopach pańszczyźnianych, czyli niewolnikach. Status chłopów w jego czasach był podobny do statusu czarnych niewolników w Ameryce Północnej. To musiało mieć wpływ na pieśni i muzykę, na obyczaje. Trudno uwierzyć, że mazurki – tak, tak, te Chopinowskie mazurki – to melodie i tańce niewolników, tak jak bluesy w Ameryce.

Reklamy

39 Comments Add yours

  1. Ezechiel pisze:

    Literacko świat wiejskich muzykantów bardzo dobrze oddaje Wit Szostak w „Oberkach do końca świata”.

    1. fronesis pisze:

      Dziękuję za rekomendację, tej pozycji akurat nie mam.

  2. Ezechiel pisze:

    Podrzucam recenzję mojego autorstwa z zamierzchłych czasów, gdy byłem młodym erpegowcem:
    http://ksiazki.polter.pl/Oberki-do-konca-swiata-Wit-Szostak-c12833

  3. Ignacy Hryniewiecki pisze:

    Paradne! Aleksander II nie był żadnym królem Polski… A pańszczyznę w zaborze rosyjskim najpierw zniósł Tymczasowy Rząd Narodowy 22 stycznia 1863 roku. Dopiero wtedy ojczulek-car przypomniał sobie o polskich chłopach, bo jakoś nie objęła ich reforma z 1861 r. (którą wielu rosyjskich chopów przyjęła zamieszkami, a nie budowaniem kapliczek).

    1. fronesis pisze:

      @Ignacy Hryniewiecki
      Niby nazwisko Twojego bohatera kończy się na -cki, ale Ty sam do szkół nie chodziłeś i historii Polski nie znasz:
      1. Aleksander drugi był królem Polski: „Aleksander II Nikołajewicz, ros. Александр II Николаевич (ur. 29 kwietnia 1818 w Moskwie, zm. 13 marca 1881 w Sankt Petersburgu) – cesarz Wszechrusi, król Polski i wielki książę Finlandii oraz wielki książę Litwy w latach 1855-1881,” wie to nawet wikipedia: http://pl.wikipedia.org/wiki/Aleksander_II_Romanow, rosyjska wiki też: Алекса́ндр II Никола́евич Освободитель (17 [29] апреля 1818, Москва — 1 [13] марта 1881, Санкт-Петербург) — император Всероссийский, царь польский и великий князь финляндский (1855—1881), zauważ, że Rosjanie dają mu przydomek: Oswobodziciel.
      2. Tymczasowy Rząd Narodowy „zniósł” pańszczyznę później niż Aleksander II na terenie Rosji (19 luty 1861), polscy powstańcy nie mieli innego wyjścia, musieli niż zrobić dla chłopów choć tyle co Car. W roku 1864 zniesiono pańszczyzny na terenie Królestwa Kongresowego dlatego, że przyłączoną je w pełni do Rosji, gdzie pańszczyznę zniesiono trzy lata wcześniej (1861). Czy jesteś pewien, że na to, ze zniesiono w Polsce pańszczyznę w Polsce później nie miała wpływu postawa polskiej szlachty?

      1. Ignacy Hryniewiecki pisze:

        1. Aleksander II był tak samo królem Polski jak królowie Anglii byli królami Francji od 1369 do 1802. Pomijając to, że tzw. „Królestwo Polskie” to był tylko malutki kawałek przedrozbiorowej Rzeczpospolitej to i tak ojciec Aleksandra II (Mikołaj I) został zdetronizowany przez Sejm Królestwa Polskiego 25 stycznia 1831 r.: http://pl.wikisource.org/wiki/Uchwa%C5%82a_sejmu_o_detronizacji_Miko%C5%82aja_I. Tak więc Aleksander II nie był żadnym królem Polski tylko uzurpatorem noszącym (bezprawnie) tytuł króla Polski. Poza tym, z punktu widzenia polskiego, w czasie powstania styczniowego legalną władzę na terenie zaboru rosyjskiego (a więc nie tylko w tzw. Królestwie Kongresowym, ale również na Ziemiach Zabranych) sprawował podziemny Rząd Narodowy, a nie uzurpator Aleksander II.

        2. Sam sobie Pan zaprzecza. Najpierw Pan pisze, że: „Tymczasowy Rząd Narodowy “zniósł” pańszczyznę później niż Aleksander II na terenie Rosji (19 luty 1861)” a chwile później, że: „W roku 1864 zniesiono pańszczyzny na terenie Królestwa Kongresowego”. Tak więc na terenie tzw. Królestwa Kongresowego car zniósł pańszczyznę, aby odciągnąc chłopów polskich od udziału w powstaniu, do którego zaczęli się już przyłączać w czasie dyktatury Traugutta. Można również powiedzieć, że car specjalnie czekał z uwłaszczeniem chłopów w Kongresówce, żeby wykorzystać to jako kartę przetargową w czasie kolejnego powstania. Tak samo było ze zniesieniem pańszczyzny w Galciji przez gubernatora Franza Stadiona w 1848 roku. Poodbnie Prusacy dokończyli uwłaszczenie wszystkich chłopów w Wielkopolsce dopiero po Wiośnie Ludów.

        1. fronesis pisze:

          @Ignacy Hryniewiecki
          Do czego zmierzasz? Przecież, ja wcalę nie lubię cara, podobnie jak idei monarchii w ogóle. Ale fakty są takie, że pańszczyznę znieśli w Polsce obcy władcy, przy niezadowoleniu szlachty. Brak w Polsce monarchii absolutnej (ani szans na takową przed rozbiorami), nie wróżył dobrze chłopom. Monarchia absolutna jako „zrównywacz” paradoksalnie utorował drogę europejskim demokracjom.
          Ale to wszystko dygresja.
          Proszę odnieść się do meritum notki: dwóch rodzajów władzy: państwowej i pozapolitycznej, oraz tego, że bywa dla wykluczonych, że przemoc państwa jest dla nich i tak lepsza niż przedpaństwowy wyzysk.
          p.s. mnie nie obchodzą intencje cara, ale fakty. Moi chłopscy przodkowie, pewnie nie specjalnie identyfikowali się z jakąś wydumaną ideą narodową, wtedy się przecież dopiero ona rodziła. Wcześniejszy „naród szlachecki” więcej miał wspólnego ze starożytną demokracją niż z nacjonalizmem. A te są takie, że dla moich przodków to się okazał dobry władca. Uprzedzam, za niznajmość Gellnera, Hobsbawma i Andersona banuje.

          1. Ignacy Hryniewiecki pisze:

            „Do czego zmierzasz? Przecież, ja wcalę nie lubię cara, podobnie jak idei monarchii w ogóle.”

            Zmierzam do tego, że Aleksader II i późniejsi carowie nie byli królami Polski, a tylko używali (bezprawnie) tytułu króla Polski. Tak jak wielu innych monarchów europejskich używało wydumanych tytułów, które miały nie wiele wspólnego z rzeczywistością. Tak samo Aleksander I i Mikołaj I też nie byli królami Polski, a co najwyżej królami tzw. Królestwa Polskiego. Ostatni królem CAŁEJ Polski był Stanisław August Poniatowski. Z tym się chyba Pan zgodzi?

            „Ale fakty są takie, że pańszczyznę znieśli w Polsce obcy władcy, przy niezadowoleniu szlachty”.

            To jest pańska interpretacja faktów. Bezpośrednio po zaborach sytuacja chłopów i innych warstw ludności w Polsce generalnie uległa pogorszeniu. Pisze o tym na przykład prof. Kieniewicz. W późniejszych latach obcy władcy owszem znieśli pańszczyznę, ale bynajmniej nie po to, żeby ulżyć doli ciemiężonym chłopom, ale żeby spacyfikować polskie powstania narodowe. Przywódcy wszystkich powstań narodowych od czasu Kościuszki opowiadali się za zniesieniem pańszczyzny. Gdyby Polacy odzyskali niepodległość w XIX wieku pańszczyzna najprawdopodobniej byłaby zniesiona i to na lepszych warunkach dla chłopów.

            Po drugie, stosunek szlachty do uwłaszczenia chłopów też nie był taki jednoznaczny jak Pan to przedstawia. Przywódcy powstań w Polsce i demokraci na emigracji, którzy pochodzili w większości ze szlachty i arystokracji, opowiadali się za zniesieniem pańszczyzny i wprowadzeniem demokracj. Poza tym, zniesienie pańszczyzny i cześciowe uwłaszczenie chłopów za wykupem po prostu opłacało się wielu posiadaczom ziemskim. Dlaczego chłopi rosyjscy wszczynali bunty po ogłoszeniu Manifestu Emancypacyjnego w 1861 roku? To właśnie dzięki powstaniu styczniowemu warunki uwłaszczenia w Królestwie Polskim były korzystniejsze dla chłopów niż w innych prowincjach rosyjskich.

            „Brak w Polsce monarchii absolutnej (ani szans na takową przed rozbiorami), nie wróżył dobrze chłopom. Monarchia absolutna jako “zrównywacz” paradoksalnie utorował drogę europejskim demokracją”.

            Ciekawa teza, ale jak w takim razie wytłumaczyłby Pan istnienie demokracji w Szwajcarii i brak takowej w Rosji? Drogę do demokracji utorowały rewolucje przeciw monarchom abolsuntym. W Polsce rolę takich rewolucji odgrywały właśnie powstania narodowe.

            „Proszę odnieść się do meritum notki: dwóch rodzajów władzy: państwowej i pozapolitycznej, oraz tego, że bywa dla wykluczonych, że przemoc państwa jest dla nich i tak lepsza niż przedpaństwowy wyzysk.”

            Na krótką metę przemoc państwa rzeczywiście bywała często lepsza. Nie chcę używać tu argumentum ad Stalinum, więc może zgodzimy się, że wybieranie pomiędzy wyzyskiem prywatnym, a państwowym jest jak wybieranie między dżumą i cholerą. Poprawę doli chłopów, na dłuższą metę, zapewniały tylko reformy społeczne i demokratyczne. W przeciwieństwie do demokratycznje szlachty i intelginecji, żaden Car ani Kaiser nie był nigdy zainteresowany przeprowadzeniem takich reform do końca.

            „p.s. mnie nie obchodzą intencje cara, ale fakty. Moi chłopscy przodkowie, pewnie nie specjalnie identyfikowali się z jakąś wydumaną ideą narodową, wtedy się przecież dopiero ona rodziła. Wcześniejszy “naród szlachecki” więcej miał wspólnego ze starożytną demokracją niż z nacjonalizmem. A te są takie, że dla moich przodków to się okazał dobry władca.”

            Moi przodkowie też byli chłopami i robotnikami w Wielkopolsce. Mimo to bardziej utożsamiam się z powstańcami styczniowymi niż z chłopami, którzy zdzierali buty z ich trupów.

            Generalnie zmierzam do tego, że dziwi mnie, że współczesna lewica w imię swoich wydumanych idei antynarodowych wychwala XIX-wiecznych autokratów i neguje powstania narodowe. Powstania narodowe, które organizwwali radykalni demokraci i z którymi sympatyzowała cała ówczesna postępowa Europa z Karolem Marskem i Karolem Dickensem na czele. Dla mnie bohaterami są Jan Kiliński, Berek Joselewicz, Wojciech Głowacki, Karol Libelt, i Maciej Palacz. Pańskimi bohaterami są najwyraźniej Aleksander II i Jakub Szela. Cóż, jak mawia klasyk: „każdemu jego porno”.

            „Uprzedzam, za niznajmość Gellnera, Hobsbawma i Andersona banuje”.

            W tym temacie polecam również Anthony’ego D. Smitha i Adriana Hastingsa.

            Pozdrawiam!

  4. Boni pisze:

    Bez intencji polemicznej, raczej jako rozwinięcie na nieco innym poziomie rzeczywistości:
    http://bs-blog.clouds-forge.eu/index.php?post=2013_01_18_00_Mocniej__dalej__teraz

  5. ausir pisze:

    „Aleksander II był tak samo królem Polski jak królowie Anglii byli królami Francji od 1369 do 1802. ”

    Bzdura, przecież w przeciwieństwie do królów Anglii sprawował rzeczywistą władzę na terenie Królestwa Polskiego.

    „ojciec Aleksandra II (Mikołaj I) został zdetronizowany przez Sejm Królestwa Polskiego 25 stycznia 1831 r.”

    Se mogli detronizować, Sejm nie miał takiej władzy.

    „Poza tym, z punktu widzenia polskiego, w czasie powstania styczniowego legalną władzę na terenie zaboru rosyjskiego (a więc nie tylko w tzw. Królestwie Kongresowym, ale również na Ziemiach Zabranych) sprawował podziemny Rząd Narodowy”

    Legalną? Wedle jakiego prawa? Przecież też sobie tę „władzę” po prostu uzurpowali.

    „Pomijając to, że tzw. “Królestwo Polskie” to był tylko malutki kawałek przedrozbiorowej Rzeczpospolitej”

    Znaczy się obecne władze Polski to też uzurpatorzy, skoro obecna Polska jest ułamkiem przedrozbiorowej?

    1. Ignacy Hryniewiecki pisze:

      „Bzdura, przecież w przeciwieństwie do królów Anglii sprawował rzeczywistą władzę na terenie Królestwa Polskiego.”

      Tzw. Królestwo Polskie to nie była CAŁA Polska. Królowie Anglii też sprawowali rzeczywistą władzę nad cześcią Francji. Stąd moje porównanie. Poza tym, królowie Anglii mieli przynajmniej wątpliwe dynastyczne prestensje do tronu Francji. Car Rosji nie miał żadnych praw do korony polskiej. Przypominam, że zgodnie z Konstytucją 3-go Maja dynastyczne prawa do tronu polskiego miała dynastia Wettynów.

      „Se mogli detronizować, Sejm nie miał takiej władzy.”

      Czyżby kolejny lewicowiec-legitymista? A Francuzi mieli taką władzę w 1792, 1848 i 1870? Anglicy mieli taka władzę w 1649? Belgowie mieli taką władzę w 1830? Rosjanie mieli taka władzę w 1917? Niemcy mieli taka władzę w 1918? Czy tylko Polacy nie mieli władzy podnieść ręki na króla z Bożej łaski?

      „Legalną? Wedle jakiego prawa? Przecież też sobie tę “władzę” po prostu uzurpowali”

      Przypominam, że rozbiory Polski były nielegalne. Od 1795 Polska znajdowała się pod rosyjską, pruską i austracką okupacją. Nie było legalnych władz polskich. Suwerenem w Polsce był naród, a nie (obcy) monarchowie. W czasie pwostania styczniowego Rząd Narodowy nie był demokratycznie wybrany, ale w przeciwnieństwie do cara reprezentował naród, również chłopów i Żydów. Dlatego też stwierdziłem, że Rząd Narodowy sprawował legalną władzę z punktu widzenia polskiego, wedle prawa samostanowienia narodów. Podobnie można zapytać kto sprawował legalną władzę w Polsce w latach 1939-1945? Hitler czy Rząd Polski na Uchodźstwie?

      „Znaczy się obecne władze Polski to też uzurpatorzy, skoro obecna Polska jest ułamkiem przedrozbiorowej?”

      Posla zrezygnowała z granic z przed roku 1772 w czasie Paryskiej Konferencji Pokojowej w 1919 roku. Poza tym nie chodzi tylko o terytorium, ale też o sposób sprawowania władzy. Car Rosji nie miał prawa do władzy w Polsce i dlatego był uzurpatorem.

      1. ramone.alcin pisze:

        „Przypominam, że rozbiory Polski były nielegalne.”

        Byly tak samo legalne jak umowy na mocy ktorych Polska dostala w 1945 roku Slask, Pomorze.i Mazury.

        1. Ignacy Hryniewiecki pisze:

          Demokratycznie wybrany rząd Republiki Federalnej Niemiec uznał granicę polsko-niemiecką na Odrze i Nysie w 1970 roku. Powojenna granica została jeszcze raz potiwerdzona przez zjednoczone Niemcy w 1990 roku. Tak samo niepodległa Polska ostatecznie zrzekła się granic z 1772 roku w traktatach wersalskim i ryskim. Co nie zmienia faktu, że traktaty rozbiorowe zostały Polsce narzucone bezprawnie z pogwałceniem wcześniejszych traktatów międzynarodowych.

          1. ramone.alcin pisze:

            Czyli przed 1970 rokiem polska granica zachodnia byla bezprawna, a PRL byl bezprawnym okupantem Slaska?

            1. Ignacy Hryniewiecki pisze:

              Z punktu widzenia Niemców być może tak, ale należy pamiętać, że to Niemcy rozpętały wojnę i po jej przegraniu podpisały bezwarunkową kapitulację. W ramach uzgodnień powojennych Polska uzyskała tzw. Ziemie Odzyskane jako rekompensatę za niemiecką napaść i barbarzyńską okupację. Takie rozwiązanie proponował już zresztą Rząd na Uchodźstwie na długo przed konferencją poczdamską. Co to ma wspólnego z rozbiorami Polski w XVIII wieku?

              1. ramone.alcin pisze:

                „W ramach uzgodnień powojennych Polska uzyskała tzw. Ziemie Odzyskane jako rekompensatę za niemiecką napaść i barbarzyńską okupację.”

                OIDP to czesc ziem zachodnich polscy komunisci zdobyli dla Polski tzw. „prawem kaduka”, po prostu sie instalujac w danej okolicy.

              2. Ignacy Hryniewiecki pisze:

                Niemcy utraciły te ziemie na skutek przegranej wojny napastniczej, a zmiana granic została usankcjonowana nie tylko przez Konferencję Poczdamską (gdzie ani NIemcy, ani Polska nie były reprezentowane), ale przede wszytkim przez wspomniane już przeze mnie suwerenne umowy pomiędzy Polską, a RFN. Dalej nie widzę związku z rozbiorami Polski.

              3. ramone.alcin pisze:

                A rozbiory zostaly zatwierdzone przez polski Sejm.

              4. Ignacy Hryniewiecki pisze:

                Sejmy rozbiorowe, które „zatwierdziły” I i II rozbiór obradowały pod naciskiem zaborców i w obecności wojsk okupacyjnych. Część posłów była przekupiona, a reszta zastraszona. Przywódcy opozycji sejmowej byli aresztowani, wywożeni na Syberię, itp.W podobny sposób przecież parlamenty państw bałtyckich „zatwierdziły” swoje przyłączenie do Związku Radzieckiego w 1940 roku. Uważa Pan, że postanowienia tych sejmów były ważne?

                Poza tym, III rozbiór nigdy nie został „zatwierdzony” nawet w taki sposób.

                Zupełnie inaczej za to wyglądała sytuacja z powojenną zmianą granicy polsko-niemieckiej. Jeszcze raz przypominam, że to Niemcy napadły na Polskę bez wypowiedzenia wojny, a ostatecznie przegrawając wojnę, złożyły bezwarunkową kapitualcję przed Aliantami, którzy narzucili Niemcom zmianę granicy z Polską na Konferencji Poczdamskiej. Ostatecznie zmiana tej granicy i wszystkie powojenne układy polsko-niemieckie zostały jeszcze raz zatwierdzone po obaleniu komunizmu i po zjednoczeniu Niemiec przez suwerenne rządy RP i RFN i przez demokratycznie wybrane parlamenty obu państw.

                Uprzedzając ewentualne pytania – Tak, uważam, że granica polsko-niemiecka nie była w pełni, legalnie i ostatecznie potwierdzona aż do 1990 roku, a tzw. Ziemie Odzyskane, z punktu widzenia Niemiec, znajdowały się pod tymczasową administracją (ale nie okupacją!) polską. Czy możemy na tym zakończyć naszą bezcelową dyskusję?

  6. Marcin Zaród pisze:

    @ Ignacy

    „Dlatego też stwierdziłem, że Rząd Narodowy sprawował legalną władzę z punktu widzenia polskiego, wedle prawa samostanowienia narodów. Podobnie można zapytać kto sprawował legalną władzę w Polsce w latach 1939-1945? Hitler czy Rząd Polski na Uchodźstwie?”

    Zasada samostanowienia nie działa wstecz. Więc przykład nieadekwatny.

    Analizowanie sytuacji w XIX wieku z perspektywy XX wiecznych koncepcji prawnych (samostanowienie narodów) grozi anachronizmem. Nawet koncepcja narodu jako suwerena wydaje się dyskusyjna, bo pochodzi z okresów, gdzie tożsamości narodowe wykształciły się wyraźniej. Niespecjalnie sądzę, aby szlachta XIX wieczna widziała w chłopach współdecydujących o roli kraju.

    1. Ignacy Hryniewiecki pisze:

      „Zasada samostanowienia nie działa wstecz. Więc przykład nieadekwatny. Analizowanie sytuacji w XIX wieku z perspektywy XX wiecznych koncepcji prawnych (samostanowienie narodów) grozi anachronizmem”

      Zgadza się, zasada samostanowienia narodów została skodyfikowana w prawie międzynarodowym XX wieku. Ale to nie znaczy, że taka idea nie była znana już dużo wcześniej! Za pierwszy nowożytny przejaw tej idei można uznać Amerykańską Deklarację Niepodległości. Na tzw. zasadę narodowości powoływali się XIX-wieczni rewolucjoniści tacy jak Mazzini, Garibaldi, Kossuth. Na tej zasadzie opierała się cała Wiosna Ludów i Narodów w 1848-1849. Nawet komuniści, tacy jak Marks i Engels, uznawali historyczne prawa narodu polskiego. Zasada samostaniowienia narodów była więc już powszczechnie znana w czasach Powstania Styczniowego.

      „Nawet koncepcja narodu jako suwerena wydaje się dyskusyjna, bo pochodzi z okresów, gdzie tożsamości narodowe wykształciły się wyraźniej”.

      Nowoczesna koncepcja narodu w Polsce wykształciła się już conajmniej w latach 30-tych XIX wieku, a więc o 30 lat przed wybuchem Powstania Styczniowego. Podobnie, szlacheccy emigranci już w latach

      „Niespecjalnie sądzę, aby szlachta XIX wieczna widziała w chłopach współdecydujących o roli kraju.”

      Proponuję przeczytać Manifest 22 Stycznia, Manifest Towarzsytwa Demokratycznego Polskiego, pisma Jarosława Dąbrowskiego, Romualda Traugutta, itp.

  7. Ezechiel pisze:

    @ Ignacy

    „Proponuję przeczytać Manifest 22 Stycznia, Manifest Towarzsytwa Demokratycznego Polskiego, pisma Jarosława Dąbrowskiego, Romualda Traugutta, itp”

    Polacy są za małżeństwami homoseksualistów i feminizmem. Proponuję poczytać Graff, Dunin i Długołęcką.

    1. Ignacy Hryniewiecki pisze:

      @Ezechiel

      Nigdzie nie pisałem, że w XIX wieku wszyscy Polacy uważali naród za suwerena. Ja od początku pisałem tylko, że przywódcy powstań narodowych (w tym styczniowego) opowiadali się za zniesieniem pańszczyzny, uwłaszczeniem chłopów i ustanowieniem demokratycznej republiki. Podane przeze mne źródła są reprezetatywne dla myśli społeczno-politycznej tej grupy XIX-wiecznej szalchty i intelginecji, a nie wszystkich Polaków.

      1. fronesis pisze:

        Podobnie jak dla mnie i moich znajomych intelektualistów jest reprezentatywna krytyczna ocena pańszczyzny.

        1. Ignacy Hryniewiecki pisze:

          Tutaj nie ma żadnego sporu. Ja tylko chciałem cały czas podkreślić, że bardzo krytyczna ocena pańszczyzny była także reprezentatywna dla większości XIX-wiecznych polskich intelektualistów w kraju i na emigracji (Lelewel, Mickiewicz, Mochnacki, Krępowiecki, Worcell, Mierosławski, Szwarce, Kraszewski itp.).

  8. ramone.alcin pisze:

    „Dla homo-nyama objęcie przemocą państwa, to wyzwolenie od codziennej przemocy stosunków pozapaństwowej ekonomii, w ogólnym rozrachunku bywa zbawienne.”

    Czasami tak, a czasami konczy sie jak w latach 30-tych na Ukrainie (Holodomor) albo w Chinach czasach „Wielkiego skoku”.

    1. fronesis pisze:

      Zgadnij dlaczego użyłem tajemniczego słowa „czasami”.

      1. ramone.alcin pisze:

        No wlasnie nie uzyles, ja uzylem.

        1. fronesis pisze:

          „Czasami”, ok, dziękuję za korektę, wydawało mi się to tak oczywiste w kontekście, że nawet nie zauważyłem. Dzięki za komentarz, ładnie prostuje interpretacyjnie notkę.

  9. kacmoralny pisze:

    @fronesis
    No właśnie nie użyłeś. Ale ja w innej sprawie. Takie pytanie mam, czy przypisując pojęciu charakteryzującemu człowieka zniewolonego nazwę z języka swahili nie utrwalasz takiego najprostszego skojarzenia czarny człowiek=niewolnik? Tak się tylko zastanawiam, nie mam zdania i proszę o słówko komentarza jeśli można.

    1. fronesis pisze:

      Homo-nyama faktycznie wprowadziłem w tekście o ludobójstwie w Kongu. Skojarzenie choć niebezpieczne, chciałem celowo wywołać. To był zabieg przywracania pamięci o kolonializmie i niewolnictwie jako konstytutywnych elementach nowoczesności europejskiej. Masz rację, to termin naznaczony pewną niezręczną dwuznacznością, jestem jej świadom.

      1. ramone.alcin pisze:

        Patrz dyskusja n/t slowa „nigger” w ostatnim filmie Tarantino.

  10. Poznaniak pisze:

    Wspomina Pan (słowami Bieńkowskiego) o Oskarze Kolbergu, warto też wspomnieć o niesłusznie dzisiaj zapomnianym Ottonie Knoppie, niemieckim etnografie i folkloryście, którego spuścizna dotycząca Wielkopolski jest jeszcze bogatsza niż Kolberga, a niestety do tej pory słabo opracowana i pozostaje nieprzetłumaczona na język polski, wciąż czekając na krytyczne wydanie z naukowym komentarzem:
    http://www.cyfrowaetnografia.pl/Content/1901/Strony+od+LUD1992_t75-10.pdf

    1. fronesis pisze:

      Dziękuję za namiar, skorzystam.

    1. fronesis pisze:

      Dziękuję, nie znałem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s