Nie ceniłeś ty krwi chłopskiej

To nie topól w niebo strzela,

to nie pohuk sowi

Odpowiada Jakub Szela Panu Jezusowi

Dobrze snadź kto komu krzyw gdzie,
wiedzą pańskie posły,
kiedy słuchy o ich krzywdzie
już do nieba doszły.

A i wielki musi wiater
z tego w niebie pnie gnie,
kiej aż sam Pan Jezus światem
im na pomoc biegnie.

Nie biegałeś jak się naszych
krzywd przelała kwarta!
Widać garnca pańskiej kaszy
Chłopska krew nie warta.

Unieś suknie po kolana,
stąpaj pomalutku,
bo tu naszą krwią polana
każdziuteńka grudka.

Nie ceniłeś ty krwi chłopskiej
za złamanych szeląg!
Czemużeś się, Panie Jezu,
tak o pańską przeląkł?

Co się stać ma, to się stanie,
przyszły raz te dni choć!
Ale ty, Prześwięty Panie,
Dziś tam lepiej nie chodź.

Po co ci to z chłopską nędzą
w twarz się spotkać twarzą?
Dziś tam z krwi tej, co ją pędzą,
tęgie piwo warzą.

Nam ta swego raju nie raj
z łzyś do zlepił naszej!
Idźże lepiej je pozbieraj
i na kubrak naszyj.

Białe rączkiś przykrył komżą,
nie splamił ich pracą.
Dzisiaj chłopcy takich wiążą
tylko gzie zobaczą

Wnet tu spełzną się jak glist rój
skarżyć ci na kij mój.
Idźże, bramę dla nich przystrój
i w swój raj ich przyjmuj.

Lepiej gwiazdę za nich zawieść,
być się o nich nie bał

I zawrócił Szela na wieś,
a Jezus do nieba.

Cytat powyższy jest zainspirowany świetnym wykładem Naród Polski – naród chłopski, wygłoszonym wczoraj przez Jana Wasiewicza (informacja i nagranie).  Wykładu nie będę streszczał, był zbyt bogaty treściowo.

Z wykładu wynikało jedno przesłanie, przemyślenie naszych chłopskich korzeni wciąż jeszcze przed nami. Co więcej konsekwentne przepracowanie „kwestii chłopskiej” wymagałoby rewizji wszystkich elementów polskiej historii i rozliczenia się z tym jak budujemy naszą tożsamość. Obejmuje taka rewizja zarówno stosunek do katolicyzmu (cytat otwierający notkę), zaborów (przecież to zaborcy znoszą pańszczyznę – dlatego na polskich wsiach szerzył się kult dobrych Cesarzy), dziedzictwa II RP (tzw. wielki strajk chłopski z 1937 roku – 44 zabitych przez policję) czy wreszcie tradycyjnych ról płciowych. Przesadzam? Spójrzmy na dwa cytaty.

Pierwszy cytat, który zawdzięczam J. Wasiewiczowi, koresponduje w sposób niezwykle aktualny z dzisiejszym stosunkiem polskich polityków i przedsiębiorców do kwestii macierzyństwa i porodu.

Sama idąc na żniwo

Porodzi dziecko żywo,

Porodziwszy, pańskiego

Dorabia, a swojego

Synka snopkiem okryje

Cytat ten pochodzi z utworu Jana Smolika (ok. 1555-ok. 1613), opisana sytuacja to poród na polu, kobieta wiejska rodzi dziecko, owija je snopkiem i wraca odrabiać pańszczyznę. Coś Wam to przypomina? Może „rozrodczy” stosunek do kobiet, obecny tak powszechnie w polskiej przestrzeni publicznej.

Drugi cytat, też zawdzięczam wspomnianemu wykładowi. Cytat ten dobrze wyjaśnia, oto słowa Oświeceniowego myśliciela, który z wyżyn swojego cywilizowania pochyla się nad ludem.

Piąć części narodu polskiego stoi mi przed oczyma. Widzę miliony stworzeń, z których jedne wpół nago chodzą, drugie skórą albo ostrą siermięgą okryte, wszystkie wyschłe, znędzniałe, obrosłe, zakopciałe. Oczy głęboko w głowie zapadłe. Dychawicznymi piersiami bezustawnie robią. Posępne, zadurzałe i głupie, mało czują i mało myślą, to ich największą szczęśliwością.

     Ledwie w nich dostrzec można duszę rozumną. Ich zwierzchnia postać z pierwszego wejrzenia więcej podobieństwa okazuje do zwierza niżeli do człowieka. Chłop — ostatniej wzgardy nazwisko mają. Tych żywnością jest chleb z śrutu, a przez ćwierć roku samo zielsko, napojem woda i paląca wnętrzności wódka. Tych pomieszkaniem są lochy, czyli trochę nad ziemię wyniesione szałasze, słońce tam nie ma przystępu, są tylko zapchane smrodem i tym dobrotliwym dymem, który, aby podobno mniej na swoją nędzę patrzali, zbawia ich światła, aby mniej cierpieli, i w dzień, i w nocy dusząc ukraca ich życie mizerne, a najwięcej w niemowlęcym wieku zabija. W tej smrodu i dymu ciemnicy dzienną pracą strudzony gospodarz na zgniłym spoczywa barłogu, obok niego śpi mała a naga dziatwa na tym samym legowisku, na którym krowa z cielęciem stoi i świnia z prosiętami leży. Dobrzy Polacy! Oto rozkosz tej części ludzi, od których los waszej Rzeczypospolitej zawisł! Oto człowiek, który was żywi! Oto stan rolnika w Polsce!  (St. Staszic, Przestrogi dla Polski, 1790)

Przy okazji warto pamiętać, że potomkowie chłopów nie powinni specjalnie obchodzić rocznicy Konstytucji III Maja, z punktu widzenia stanu chłopskiego nie była ona specjalnie postępowa.

Nie chciałem w tej notce wiele, może tylko tyle, że  gdy następny raz użyjemy określenia „słoik„, może ugryźmy się w język. Byłoby też miło zastanowić się odrobinę głębiej nad tym kim był Andrzej Lepper. Oczywiście nie ten realny człowiek z krwi i kości, z jego wszystkimi słabościami. Andrzej Lepper jest interesujący  jako figura retoryczna, jako część języka, którym opisywaliśmy naszą transformację. Warto pamiętać o nieprzepracowaniu naszego chłopskiego dziedzictwa gdy będziemy dyskutować na książką Lepperiada Marcina Kąckiego.

Może warto pamiętać o perspektywie historycznej tzw. długiego trwania, pamiętać o tym, że większa część mieszkańców Polski to potomkowie pół-niewolników ukształtowani przez pańszczyznę.

W nas pokutuje dusza bardzo starej brzydkiej pani, która zmarła w roku pańskim 1848, a zwała się pańszczyzną. Pani ta trzymała w niewoli strasznej przeszło 400 lat całe chłopskie  plemię i zabiła w chłopie człowieka, a zrobiła zeń po prostu grat, maszynę, z którą można było zrobić, co ta pani chciała. A gdyby, broń Boże, chłop zechciał się coś lekutko sprzeciwić, ta pani miała nań sposób, aby tę chęć jemu, jego dzieciom i wnukom wybić z głowy na sto lat […]. Ale dał Bóg, że ta pani straszna zachorowała i zmarła raz na zawsze. Nie godzi się mówić o ludziach po śmierci źle, tak powiadają  trzymając się przysłowia, że o umarłym mów dobrze. I my tej strasznej pani darowali wszystkie jej wybryki, jako że ta baba czarownica tak robiła na całym świecie. To jedno. A drugie, że tak ona, jak i ci, których gnębiła, pomarli i nie masz z nich ani proszku. Ale całkiem o niej zapomnieć mimo woli nie można. Bo cóż, że ona skąpała jak ten śnieg od południowego wietrzyka, skoro dusza jej tak się wpiła w chłopski kadłub, że ani się jej śni go opuścić […]. Ta groza pańszczyzny tak weszła w krew ludu, że się to po dziś dzień odbija na nim w rażący sposób; i to nie tylko na prostym ludzie, ale nawet i na tych jego synach, którzy dzięki szkołom zajęli wysokie stanowiska. Duch pańszczyźniany, duch niewolniczy, tkwi w nas wszystkich.

/Cytat za wykładem J. Wasiewicza, pochdzi z: Jakub Bojko, Dwie dusze, Wydawnictwo Ludowe, Warszawa 1949, s. 16-18, frapuje gra odniesieniami płciowymi w tym cytacie, ale to temat na osobną notkę)/

 

 

p.s. (edit) Jeszcze jeden cytat, tym razem z prof. Wasilewskiego:

Młody chłopak pisze do matuli, jak w tej Nowej Hucie jest super: „Wyleguję się w łóżku do 5, później dają jeść i dopiero o 6 zaczynam robotę”. Jeszcze jedna rzecz, z czego my sobie nie zdajemy sprawy. Pierwsze pokolenie synów polskich chłopów miało stały dochód w gotówce. Gdzie na wsi przed wojną zarabiało się pieniądze? Jak pan sprzedał swoje plony, to tak, ale żeby co tydzień dawali pieniądze?

Reklamy

42 Comments Add yours

  1. widocznie pisze:

    Nawoływanie do rewizjii historii jest nieustannie modne, co zresztą zrozumiałe, bo to kondycja rozwoju historiografii. „Rewizja” jest jednak terminem radykalnym, zakłada że wszystko to, co powstało przed – było do jakiegoś stopnia zakłamane. Ale może warto się zastanowić, czy takie „rewizje” nie zostały już kiedyś dokonane? I co z nich wynikło? Dlaczego w ogóle tak łatwo kupujemy hasło kolejnej rewizji historii? Czy dlatego, że takiej „rewizji” potrzeba, czy może dlatego, że nie wiemy, nie zauważamy rewizji w historii? A jeśli nie zauważamy to dlaczego?

    Nie chodzi oczywiście o to, żeby argumentować, że „wszystko już było”. Chodzi raczej o zakwestionowanie praktyk badawczych mających na celu zaistnienie badacza jako „instant classic” przez to, że ukazuje „swój” temat badawczy jako dotychczas nieobecny. Polskie „rewizje” w historiografii, czy w ogólniej w studiach humanistycznych polegają na „wypełnianiu białych plam”. Te „białe plamy” to tematy, a nie problemy. Jeśli autor wykładu postuluje rewizję historii polski z punktu widzenia tzw. „kwestii chłopskiej”, to nie mówi nic nowego. Jeśli odkrywa prawdę o tym, że Konstytucja 3 Maja nie dała chłopom właściwie nic, to taką tezę nie tylko przedstawiono dużo wcześniej, ale wymalował ją nawet Matejko w „Konstytucji 3 Maja”. Za moich czasów to w szkole średniej uczono o rozczarowaniu chłopów (jeśli tak można mówić) Konstytucją używając Matejki jako ilustracji .. Wykłam musiał być na pewno bardzo interesujący i inspirujący, ale chciałabym usłyszeć jakie *tezy* z historii chłopów polskich autor poddał rewizji? Jak się odniósł do rewizjonistycznych skądinąd tez Daniela Beauvois czy Keely Stauter-Halsted? Czy poddał ich tezy – z pewnym już stażem – krytyce w swoich propozycjach? Pytam o to patrząc na tomy historii chłopów polskich na mojej półce od Bujaka po Łuczewskiego.

    1. fronesis pisze:

      @Widoczne
      Oczywiście napisano mnóstwo o historii chłopów, wydawano pamiętniki chłopskie. Jacek Kochanowicz i inni socjolodzy historyczni, historycy pokazywali funkcjonowanie pańszczyzny i folwarku. Ale moim zdaniem, oraz zdaniem wykładowcy to jest dziś raczej wiedza ekspercka. Przed Jedwabnem też wiele osób wiedziało, ze Polacy bywali szmalcownikami, że mordowali swych żydowskich sąsiadów ale nie było to przepracowane (pewnie wciąż do końca nie jest). Po 89 roku cały dyskurs chłopski został pogrzebany, wyparty z naszej nowej wersji historii. Nie chodzi o historię chłopów ale o robotę z zakresu pytań raczej z zakresu filozofii kultury. Co z tego, że lubiany jest Myśliwski, takie ładne mistycyzujące trochę pisanie, nie zmienia to przecież wydźwięku „słoika” czy „wieśniaka” z pogardliwego na jakieś przynajmniej neutralne. Przecież polski katolicyzm biskupów przemyślany od strony historii związków chłopów z kościołem musiałby się rozpaść, co by powstało nie wiem.

      1. ramone.alcin pisze:

        „Przed Jedwabnem też wiele osób wiedziało, ze Polacy bywali szmalcownikami, że mordowali swych żydowskich sąsiadów ale nie było to przepracowane ”

        Zwlaszcza ludzie z tamtych okolic (obecna Polska polnocno-wschodnia) wiedzieli to bardzo dobrze, i nie byli zaskoczeni publikacjami Grossa. Podobnie jak ludzie pochodzenia chlopskiego maja lepsza pamiec warunkow zycia na wsi przed przyjsciem komunizmu (bo to byl najwazniejszy punk zwroty w tej kwestii, IMHO) niz ludzie „z miasta”.

        1. widocznie pisze:

          Zgadzam się z ramone.alcin . Ludzie, którzy mają rodziny na wsiach, a sama do takich należę, wiedzą jak skomplikowany jest stosunek rolników do Kościoła, do własnych proboszczów, jaka jest ich nieufność do państwa i do elit. Media raportują przypadki „krycia” kleru w sprawach kryminalnych (przede wszystkim molestowanie seksualne), ale nie raportują konfliktów pomiędzy ludnością wiejską a klerem, jeśli nie ma afery do raportu. To oczywiście normalne, ale warto o tym pamiętać, gdy się sięga po stereotypozację. Co my w istocie wiemy o współczesnych konfliktach pomiędzy klerem a rolnikami, lub takich konfliktach z czasów PRL-u?

          Przykład z Grossem: Czy to znaczy, że zdaniem Fronesis polskiej historii chłopów potrzebny jest Jan Tomasz Gross (ze wsparciem medialnym)? Daniel Beauvois miał swego czasu medialne wsparcie, a tezy miał wstrząsające… Czy to znaczy, że Jan Wasiewicz aspiruje do „roli Grossa” w historii chłopskiej?

          Rozumiem i popieram reinterpretację historii chłopskiej – czy precyzyjniej – historii stosunków chłopsko-szlacheckich, chłopsko-państwowych, chłopsko-narodowych etc. – przez dziedziny nie-historyczne! Przeszliśmy już fazę interdyscyplinarności, która wprowadziła ekonomię, socjologię, antropologię, literaturoznawstwo do *polskich* badań nad historią chłopską (nie będę wymieniać tytułów, bo każdy badacz je sobie znajdzie). Teraz jesteśmy na etapie transdyscyplinarności. Czy to jednak zwalnia badacza reinterpretującego pewien obszar badawczy z obowiązku rekapitulacji stanu badań? I o co właściwie chodzi z tą re-interpretacją? Jeśli nie chodzi o to, żeby powiedzieć o tym „ekspertom” (a także setkom wypuszczanych rocznie studentów ekspertów z wszelkich szkół wyższych, którzy w ciągu swoich studiów – jak mniemam – przeczytali chociaż jedną książkę z historii polskiego ruchu ludowego albo z historii chłopów polskich), bo oni to wiedzą, to czy chodzi o to, żeby tę wiedzę zrobić medialną?

          Proszę nie traktować tego jako czepialstwa i pytań dla pytań. Podoba mi się ten wpis, żałuję, żenie mogłam być na wykładzie, cieszę się, że taki temat został poruszony. Interesuje mnie jednak jak ten temat funkcjonuje w „infrastrukturze naukowej” – jakim celom służy taka rewizja? Co ma osiągnąć, poza dość problematycznym ‚zwróceniem uwagi na problem’? Innymi słowy: jakie są tezy autora?

  2. widocznie pisze:

    A usłyszeć nie mogę, bo wykład nie jest dostępny. :)

    1. fronesis pisze:

      Jeśli jeszcze nie ma, będzie wkrótce. Instrukcja logowania na górze linkowanej strony.

      1. ramone.alcin pisze:

        #wykluczenieautoryzacyjne

        1. fronesis pisze:

          Sprawdzę zaraz co z tym nagraniem, a jeśli chodzi o tezy moje, to są one proste, chciałbym takiej rewizji, żeby wstydem było w Polsce przyznawać się do posiadania szlacheckich przodków.

          1. widocznie pisze:

            Tezy bardzo postępowe. Ja pytałam o tezy Wasiewicza, ale… ufam, że je niebawem odsłucham. :)

          2. ramone.alcin pisze:

            „chciałbym takiej rewizji, żeby wstydem było w Polsce przyznawać się do posiadania szlacheckich przodków.”

            Czyli nie chodzi o rownosc, tylko o odegranie sie jednych na drugich. Warto wiedziec.

            1. fronesis pisze:

              @ramone.alcin
              Oczywiście, że chodzi o sprawiedliwość, dlatego wstydliwe jest bycie po stronie silniejszych i wyzyskujących.

              1. ramone.alcin pisze:

                No ale na litosc Cthulu, bycie potomkiem jakiegos szlachciury to bardzo daleko od „bycia po stronie” wyzysku panszczyznianego…

              2. fronesis pisze:

                Ale spójrz na tą tytułomanię w gazetach, „hr. Lubomirski”, te dworki z plastiku i regipsu, książki w stylu „co jadano na dworach” to jednak jest robota do zrobienia.

              3. ramone.alcin pisze:

                „te dworki z plastiku i regipsu”

                Kopiuje sie tez architekture chlopska (domy goralskie). A ze strzech sie nie kopiuje? Domysl sie dlaczego.

                „książki w stylu “co jadano na dworach” to jednak jest robota do zrobienia.”

                No bo kuchnia szlachecka jest bardziej roznorodna niz kuchnia klasy ktora co roku wymierala czesciowo z glodu, nie sadzisz? Tak samo nie sprzeda sie ksiazka „co jadano w Auschwitz”.

              4. Poznaniak pisze:

                @tytułomania
                Popełnia Pan kardynalny błąd myląc szlachtę z arystokracją. Tytuły arystokratyczne w Polsce (książę, hrabia, baron; czasem także margrabia i wicehrabia) zniosła konstytucja marcowa z 1921 roku. Nigdy zresztą nie były przyjęte z entuzjazmem przez ogół polskiej szlachty. Nieliczna w stosunku do całej polskiej szlachty grupa, którą była arystokracja faktycznie wywierała decydujący wpływ na losy Rzeczypospolitej i skupiała w swym ręku ważniejsze urzędy publiczne, ostentacyjnie nieraz odcinając się od reszty „braci szlacheckiej”, przy czym kryterium był cenzus majątkowy, a nie pochodzenie. W kraju gdzie miłowano szlachecką równość „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie” tytuły nigdy nie zyskały aprobaty. Ich stosowanie w gazetach tłumaczyć może jedynie głupota i bezmózgowie 99,9% pismaków, pardon: dziennikarzy, ludzi którzy bez względu na poglądy i tytuły gazet które reprezentują wywołują u mnie wyjątkowo negatywne emocje. Idiotyczna tytułomania jest tylko jednym z dziesiątek tysięcy przejawów dziennikarskiego kretyństwa.

                @dworki z plastiku i regipsu
                Też mi się wyjątkowo nie podobają, tak jak nie podoba mi się odbudowa Zamku Królewskiego w Poznaniu zwanego też Zamkiem Gargamela. Problem jednak nie w „modzie na szlacheckość” tylko w gustach architektonicznych naszych rodaków. A te się tak prędko nie zmienią, bo nawet zakładając upadek dworkowego szału, to jak znam życie zamiast dworków pojawią się inne potworki.

                @książki kucharskie
                Pozostaje jedynie zmienić tytuł z „co jadano na dworach” na „kuchnia staropolska” i problem z głowy.

                Rewizja do której Pan dąży to ciekawa sprawa, choć nie do końca się z nią zgadzam. Ale to jest właściwie temat na dłuższą dyskusję; rozmowę na którą brak tu zwyczajnie miejsca.

                Pozdrawiam Pana serdecznie!

              5. fronesis pisze:

                Kuchnia staropolska to w przypadku mojej rodziny zupa z kamosy (w wersji hochpolnisch: komosa albo lebioda) na przednówku.
                Nie mylę szlachty z arystokracją, ma Pan rację robią to wspomniane tygodniki, z pozycji potomka chłopów to i tak obojętne. Ważne jest która wersja historii jest w ten sposób wspierana

  3. m.bied pisze:

    1. Ściągnięcie wykładu jest takim, powiedzmy, mini-questem (wylecieć na braku logowania, znaleźć w drobnym druku login i hasło, zalogować się, na innej stronie doczytać datę wykładu, znaleźć plik po dacie [nie po nazwisku wykładowcy czy temacie, nie nie, takie pytanie nie byłoby dość graniczne]), ale od biedy daje się pochytać. Jeszcze nie miałem czasu odsłuchać, więc do meritum się nie odniosę, tylko daję tzw. świadectwo, że się da.
    2. Re. polski katolicyzm: któryś z socjologów określił polski kler z biskupami włącznie jako „ruch kulturowy chłopskich synów” (albo podobnie, cytuję z pamięci i niestety nie pamiętam, kogo). Myślę, że jest w tym sporo racji. Wydaje mi się, że to w tej chwili jedyna żywotna ekspresja kulturowa w Polsce, która nie goni za wąsatym fantazmatem „wszyscyśmy z małego dworku, mocium panie, najlepiej pod Drohoranowiczotłuskiem”. Poddaję pod rozwagę.
    3. Wstydzenie się: rozumiem emocje, ale jakby zliczyć potomków szlachty łącznie z tą gołodupowiczowską (czy jak się to fachowo nazywa), to uzbierałby się spory procent polskiego społeczeństwa. Wysyłanie ich (nas, jak się spojrzę na swoje „-cki”) wszystkich jak leci do „siadł i wstydził się”, wydaje mi się antyproduktywne. Po prostu miałem wśród wstępnych, oprócz chamów, żydów, rumunów i jugoli, również jakiegoś wyzyskiwacza na „-cki” – nie zamierzam płakać z tego powodu.

    1. Poznaniak pisze:

      A dziadka w Wehrmachcie czasem nie miał Pan? ;)
      Autor bloga powinien jednak dla przyzwoitości wspomnieć jak wyglądała krwawa galicyjska rabacja Szeli. Cytuję za:
      http://histmag.org/Jakub-Szela.-Chlopski-wodz-czy-Kain-i-pospolity-zbrodniarz-2783

      „Chłop Jan Słomka w swoim pamiętniku zanotował, że „czerniawa (gromada chłopska) należąca do rabacji szła od wsi do wsi i wszędzie zabierała chłopów ze sobą i w ten sposób tworzyła się coraz większa banda, a jakby nie chciał kto z nimi iść, to bili i zabijali. Ale w każdej wsi było dosyć takich, co chętnie do nich przystawali: jedni dla rabunku, inni chowali różne zemsty za pańszczyznę, a z resztą zrobiła swoje wódka, bo gdzie zdybali karczmę, to pili co się dało, a czego nie wypili, to po pijanemu rozbijali, wylewali”. Podczas rzezi jako jedni z pierwszych położyli głowy Bogusze (…) Zaczęło się 20 lutego od mordu Wiktoryna Bogusza, który pochwycony został przez chłopów na gościńcu i uwięziony w karczmie w Kamienicy. Tam dopadł go Szela i, mimo próby ratunku ze strony Żyda Herscha Titenfassa, ugodził pierwszy w głowę szyną żelazną, wskutek czego „inni przypadli i zabili na śmierć” zachęceni okrzykiem mordercy, aby bili i zabijali, „bo mi go na funty zapłacą”. (…) Potem Szela wyruszył do Siedlisk mordując po drodze w Gorzejowej Feliksa Gumińskiego (chorego „dodusili w łóżku”) i Henryka Roskosznego. (…) Stanisław Bogusz, 86-letni starzec, usiłował wykupić życie bliskich rozdając pieniądze, ale pochwycono go i doprowadzono przed oblicze Szeli. Ten oświadczył, że więcej do aresztu go Stanisław nie wsadzi, bo „przyszła [jego] godzina”. Zrabowanym pałaszem ugodzono starca w głowę i konał kilka godzin w strasznych mękach. Oprawcy dopadli też 18-letniego Włodzimierza Bogusza, którego „zabili cepami”. Wydała go jedna z dziewek dworskich. Kolejna doniosła zabójcom, że Tytus Bogusz ukrywa się na strychu pod płótnem sufitowym. „Kłując widłami, przebili mu wnętrzności, rozdarli płótno, a przez ten otwór zleciał nieborak na kamienną posadzkę, połamał nogi i tam go dobili”. Chłopi zrabowali także plebanię w Siedliskach i próbowali zabić miejscowego proboszcza, którego z trudem ocaliła Apolonia Bogusz argumentując, że „jak księdza zabiją, to nie będzie komu odprawiać nabożeństwa”. [Szela] Powtarzał też, że w cyrkule płacili Austriacy po 10 florenów za zabitego, 8 za pokaleczonego i 5 za zdrowego oraz darowywali chłopom zrabowane rzeczy na własność.”

      Z góry przepraszam za przydługi fragment, ale chciałbym żeby wszyscy dobrze zrozumieli jak to Szela i jego kamraci „odwdzięczali się” za doznane krzywdy. Nie wiem czy ich potomkowie mają się czym chlubić.

      Aha, jeszcze jedno. Pogromu w Jedwabnem dokonali chłopi, nie szlachta. Powinienem się więc wstydzić, że jestem potomkiem antysemickiego polskiego chłopstwa.

      1. fronesis pisze:

        @Poznaniak
        Daruj sobie trollowanie rabacją. Jej obraz wcale nie jest oczywisty, widzę, że ty znasz tylko „czarną legendę”. Patrz o Rabacji choćby tutaj: http://www.przekroj.pl/artykul/863762.html, oraz tutaj: http://lewica.pl/index.php?id=26675&tytul=Kuro%F1:-My%B6l-musi-by%E6-wolna.
        Jedwabne jest dobrym przykładem, dobrze, że wspominasz. Po pierwsze było to miasteczko, po drugie okoliczni mieszkańcy byli często schłopiałą, zubożałą szlachtą, po trzecie zrzucanie winy na „ciemne chłopstwo” to sposób na wybielanie się inteligencji i kleru. To kler i na przykład Maksymilian Kolbe w swoim „Rycerzu niepokalanej” rozpowszechniali antysemckie brednie. Podobnie to inteligencja poprzez edukację szkolną rozpowszechniała tzw. „nowoczesny antysemityzm”. http://niniwa2.cba.pl/wsp.htm.

        1. Poznaniak pisze:

          Specjalnie przytoczyłem fragment w którym znalazł się cytat z pamiętnika chłopa Jana Słomki, by nie być posądzonym o stronniczość ale i tak uznał Pan, że znam tylko „czarną legendę”. Nawet w cytowanym przez Pana artykule z „Przekroju” autor użył słowa „okrucieństwo”. „Okrucieństwo precyzyjnie skoncentrowano na panach i ich pomagierach” – ale jednak okrucieństwo. Widzę, że w Pańskich oczach jest to jednak usprawiedliwione i hołduje Pan poglądom prawnika z Harvardu prof. Alana Dershowitza który po 9/11 w wyjątkowych przypadkach zalecał „alternatywne techniki przesłuchań” polegające m.in. na wbijaniu wysterylizowanych igieł pod paznokcie przesłuchiwanej osoby.

          Pozwolę sobie jeszcze na potrollowanie i trzy fragmenty z książki Grossa „Sąsiedzi”:

          – – –
          Pozostała część żydowskich mieszkańców opuściła miasteczko udając się na pola i do wiosek, aby ominąć to pierwsze spotkanie z krwiożerczym wrogiem, którego zbrodnicze zamiary w stosunku do Żydów były bardzo dobrze znane. Stosunek chłopów do Żydów był bardzo zły. Chłopi nie pozwolili Żydom nawet wejść do swoich zagród. Tego samego dnia gdy Niemcy weszli chłopi wygonili Żydów przeklinając ich i grożąc im. Żydzi nie mając innego wyjścia musieli wrócić się do swoich domostw. Okoliczni Polacy szydząc patrzyli na przelęknionych Żydów i wskazując na szyję mówili „Teraz będzie rżnij Jude”.

          Oskarżeni, którzy chyba wszyscy mieszkali w czasie okupacji w Jedwabnem, nie rozpoznają licznych uczestników pogromu również i dlatego, że byli wśród nich chłopi, o których wiemy, że schodzili się do miasteczka od samego rana z okolicy. „I wielu także było chłopów ze wsiów których nie znałem” – znowu cytuję słowa Władysława Misiury.

          Wszelako mord jedwabieńskich Żydów ujawnia jeszcze inny, głęboki, jeżeli tak można powiedzieć, przednowoczesny, archaiczny, wymiar całego przedsięwzięcia. I nie tylko motywacje bezpośrednich morderców mam na myśli – bo przecież chłopi z łomżyńskiego, nawet jeśli byliby na nią podatni, nie mieli czasu ulec propagandzie nazistowskiej – ale także prymitywne, odwiecznie te same, metody i narzędzia zbrodni: a więc kamienie, kije, „żelazo”, ogień i wodę; jak również swoisty brak organizacji.
          – – –

          Sądzę, że po tych słowach powinien Pan teraz oskarżyć Grossa o propagowanie negatywnego obrazu polskiego chłopa. A może twierdzi Pan, że Gross pisał nieprawdę?

          Argument o „schłopiałej, zubożałej szlachcie” przypomina mi znane dobrze szukanie żydowskich przodków przez nazistów. No pewnie, jak morderca Żydów miał szlacheckiego prapraprapradziadka, który ciemiężył pańszczyźnianych chłopów to wszystko już jasne, okrucieństwo i nienawiść musiał odziedziczyć w tych szlacheckich genach.

          Pozwolę sobie jeszcze na osobistą i politycznie niepoprawną uwagę: nie sądzę by ulubioną lekturą polskich chłopów był „Rycerz Niepokalanej”, by z niecierpliwością czekali na kolejny numer ulubionego czasopisma i zaczytywali się nim z wypiekami na twarzy. „Ksiądz pana wini, pan księdza,/A nam prostym zewsząd nędza” – pisał Mikołaj Rej w „Krótkiej rozprawie między trzema osobami, Panem, Wójtem a Plebanem” wydanej po raz pierwszy w 1543. Wydaje się, że niewiele od tamtego czasu się zmieniło w chłopskim światopoglądzie. Chłopi byli nie tylko ze zrozumiałych względów antyszlacheccy ale i antysemiccy (wcale nie ze powodów religijnych i poprzez edukację „nowoczesnym antysemityzmem”; Żydzi kojarzyli się z „lichwą” – pożyczaniem pieniędzy na procent, handlem obwoźnym i operacjami pieniężnymi; proszę sobie przypomnieć jak w „Chłopach” Reymont opisuje Żyda karczmarza który oszukiwał pijanego Kubę), antyklerykalni (rabacja kleru też nie oszczędzała; „To któż moich groszy złodzij, cy Żyd jucha, cy dobrodzij!?”; przytoczony przez Pana na początku notki wiersz), antyromscy (stereotyp Cygana-złodzieja) i antyindywidualistyczni (znów wspomnienie chłopa Słomki z rabacji: „jakby nie chciał kto z nimi iść, to bili i zabijali”; los Jagny z „Chłopów”). Była to warstwa upośledzona dziejowo, zniewolona, zmuszana do nieludzkiej, niewolniczej pracy i zaprzątnięta głównie walką o przeżycie. Nie dziwi mnie więc ich wrogość w stosunku do całego otoczenia, nie podoba mi się jednak „wybielanie historii” i robienie rewizji przez karykaturalne zestawienie „dobrego”, niewinnego, zniewolonego i uciemiężonego chłopa i „złego”, okrutnego, sadystycznego szlachcica, jak pokazano to na tym plakacie z czasu wojny polsko-bolszewickiej próbującym podburzyć polskich chłopów przeciwko dopiero co odrodzonemu państwu: http://www.redavantgarde.com/i/content/269/1/big_3291.jpg

          1. fronesis pisze:

            Tak Gross w dużej mierze także w późniejszej książce wpisuje się w nieszczęsną tradycję „Malowanego Ptaka”, w szczytnym celu pokazania Zagłady Żydów bije w inną grupę ludnościową bez pokazania mechanizmów. Chłopi i życie na wsi generalne było okrutne, złe i krótkie. Do dziś zresztą okrucieństwo to widać na przykład w traktowaniu zwierzą na wsi. Z faktu, że chłopi bywali antysemiccy, okrutni nie wynika, że nie trzeba przepisać historii, tak, żeby polska-szkolna wykładnia historyczna nie dotyczyła tylo wersji szlachecko-inteligenckiej. Podsumowując w byciu niewolnikiem, ofiarą nie ma nic szlachetnego, uwznioślającego, po doświadczeniu niewolniczym obie strony wychodzą zmienione, ofiary i kaci, chłopi i ich właściciele. Proszę tylko, żeby Pani nie używał słowa „niewinny” w tym kontekście w jakim Pan go użył, to bardzo kiepski sposób argumentacji, czy próbuje Pan stwierdzić, że szlachta w karała pańszczyzną jakieś „winy” chłopów? Pewnie podobnie jak w przypadku Afroamerykanów byli winni bo podobnie jak Ci ostatni pochodzili jakoby od biblijnego Chama.

            1. fronesis pisze:

              @wojna bolszewicka
              Pamiętam gdy czytałem księdza J. Bocheńskiego, filozofia, logika, sowietologa, to opowiadał on, że w 1920 gdy zbliżał się front wojska radzieckich, chłopi w ich majątku (Kielecczyzna) mówili: „nas biją Poloków”. Bocheńskiego nie sposób posądzić o brak patriotyzmu.

              1. Poznaniak pisze:

                OK, wycofuję się ze słowa niewinny użytego w tym przypadku. Co do propagandowego plakatu: chciałem pokazać w jaki sposób Sowieci żerując na chłopskiej krzywdzie starali się wśród chłopów wywołać antypolskie nastroje. Nieudanie zresztą, co potwierdzają słowa księdza Bocheńskiego. Z drugiej strony w nielubianym przez Pana, a zacytowanym przeze mnie obrazie rabacji znajdują się takie słowa: >>Na przykład pradziadek chłopskiego działacza ludowego Teofila Kurczaka miał jeszcze wiele lat później [po rabacji] mawiać: „Dzieci, prośta Boga, ażebyśta Polski nie doczekały, bo nam w Polsce źle było”.<< Natomiast w wikipedii (z góry przepraszam, że nie odnalazłem na razie lepszego źródła, ale sądzę że fakty w tym przypadku są prawdziwe) pod hasłem "Powstanie styczniowe" czytam: "Po początkowych sukcesach organizacyjnych, także wojskowych, powstańcy zaczęli jednak ulegać przeważającym siłom rosyjskim. Traugutt starał się wciągnąć do walk ludność chłopską, głosząc hasło działania „z ludem i przez lud”. Faktycznie udział chłopów w oddziałach partyzanckich znacznie wtedy wzrósł. Lecz opuścili je oni, po ogłoszeniu 2 marca 1864 r. dekretu carskiego o uwłaszczeniu i przyznaniu chłopom na własność użytkowaną przez nich ziemię." Więc i w kwestii narodowej nie było zawsze tak, jak widział to Bocheński.

                Jeszcze jedna sprawa: pogardliwa i warszawska (sic! w Poznaniu nigdy się z tym określeniem wobec studentów pochodzących ze wsi nie spotkałem) inwektywa „słoik” śmieszy mnie o tyle, że w Polsce Ludowej, w czasach głębokiego kryzysu lat 1980. błogosławieństwem było mieć rodzinę na wsi i korzystać z bezkartkowej aprowizacji. I w żadnym wypadku nie porównywałbym dzisiejszych mieszkańców wsi (i Leppera) z chłopami pańszczyźnianymi. Tyle mam ja, współczesny mieszczuch AD 2013 wspólnego z moimi przodkami wywodzącymi się z chłopstwa, co z tymi z nich których nazwisko kończyło się na -ski jak i z tymi którzy jako Tatarzy ganiali niegdyś po Dzikich Polach. Było, minęło. Pamiętajmy o pańszczyźnie i nie dopuśćmy by wróciło niewolnictwo. Pamiętajmy o antysemityzmie i nie dopuśćmy do kolejnej Zagłady. Ale nie rozpamiętujmy wytykając palcem kto ma się wstydzić za "herbowych" przodków, a kto za dziadka w Wehrmachcie.

            2. ramone.alcin pisze:

              „Tak Gross w dużej mierze także w późniejszej książce wpisuje się w nieszczęsną tradycję “Malowanego Ptaka”, w szczytnym celu pokazania Zagłady Żydów bije w inną grupę ludnościową bez pokazania mechanizmów”

              Tak jak Ty bijesz w szlachte?

              1. fronesis pisze:

                O symetryzm revisited. Płacz mi wierną rzekę.

              2. ramone.alcin pisze:

                O, jakbym WO slyszal ;-)

                A poza tym zaden symetryzm, tylko hipokryzja albo jej brak.

              3. fronesis pisze:

                Bicie w szlachtę to nie to samo co bicie w chłopów. Tu nie ma symetrii przecież. Oczywiście nie mówię o zasadzie odpowiedzialności zbiorowej i wieszaniu potomków szlachty. Przecież chodzi o przepracowanie powszechnej świadomości historii. Ja staram się podobnie jak Fernand Braudel być za „Ludźmi bez historii”.

              4. widocznie pisze:

                Obawiam się jednak, że Fernand Braudel nie byłby za naukowcem, który pomija badania bazowe i literaturę przedmiotu… Oddajmy więc strukturaliście honor za to, czego post-strukturalista (nawet neo-marksista) już mieć nie musi: erudycji w dziedzinie, w jakiej teoretyzuje lub popularyzuje (niepotrzebne skreślić).

              5. fronesis pisze:

                W notce? Pomija literaturę przedmiotu?

              6. ramone.alcin pisze:

                Ale nie mowimy o „biciu w szlachte”, bo szlachty juz nie ma, tylko o biciu w potomkow szlachty. Polska ma mala kontynuacje podzialow klasowych z czasow przedwojennych, bo najwazniejsza rzecz – zresetowanie stosunkow wlasnosciowych – zrobila za nas wojna i PRL. Zostal tylko nierowny podzial kapitalu kulturowego, co dosc latwo wyrownac systemem edukacji.

    2. fronesis pisze:

      @m.bied
      ad.1. za mini-quest przepraszam, ale cieszę się z sukcesu.
      ad.2. „Ruch kulturowy chłopskich synów” to może od czasów PRL, wcześniej to było bardziej złożone, kler raczej powiązany był z warstwą szlachecką i jej interesom służył.
      ad.3. Nawet z gołodupacami to jednak mniejszość. Nie chodzi o emocje ale o pamięć historyczną. Ja chcę abyśmy obchodzili dni wolności w kolejne rocznice (różne w różnych zaborach) zniesienia pańszczyzny, żebyśmy pamiętali o Wielkim Strajku Chłopskim z 1937. Historia jest pisana i naucza w szkołach tylko ze szlacheckiej perspektywy, ta chłopska jest wstydliwie przemilczana, znana może jedynie historykom ale nie powszechnie.

  4. m.bied pisze:

    @fronesis
    „Nie chodzi o emocje ale o pamięć historyczną […] byśmy obchodzili dni wolności […] żebyśmy pamiętali o Wielkim Strajku Chłopskim”.

    Z tym się zgadzam i popieram. Ale to jednak co innego niż „siadł i wstydził się” do ogółu -skich/-ckich/-iczów.

    1. nameste pisze:

      Co najmniej: „siadł i nie puszył się” (bo nie ma czym).

      1. ramone.alcin pisze:

        „Co najmniej: “siadł i nie puszył się” (bo nie ma czym).”

        Serio, znasz ludzi ktorzy sie pusza pochodzeniem szlacheckim, poza jakimis prawicowymi dewiantami?

        1. nameste pisze:

          W Polsce prawicowa dewiacja jest normą.

          1. ramone.alcin pisze:

            To chyba mieszkalismy w roznych krajach.

            1. nameste pisze:

              Ja nadal mieszkam w tym kraju.

              1. ramone.alcin pisze:

                I co, tyle sie zmienilo przez pare lat? Przybylo facetow przebierajacych sie w kontusze?

  5. Poznaniak pisze:

    Jeszcze kilka słów o tytułomanii (aha, na zupełnym marginesie: Lubomirscy to ród książecy, nie hrabiowski). Otóż Janusz Tazbir w artykule „Rzeczpospolita rozmaitych cyców” w: Polityka, 2008, Nr 33, str. 72-74, pisze:
    >>Osmoza kulturowa, tak często w Rzeczpospolitej występująca, sprawiła, że i w innych warstwach społecznych, chłopów nie wyłączając, chętnie słuchano pochlebnego dla siebie tytułowania. Jerzy Lichtfuss, poseł księcia szczecińskiego Bogusława X, przebywający wraz z orszakiem w 1633 r. w Wielkopolsce, podaje, że tamtejsi chłopi chcieli im kark skręcić jako domniemanym Szwedom. Wybawiło ich jedynie to, że niedoszłych napastników nazywali wielokrotnie „waszmościowie” i „mościpanowie”, „bo to w ich mowie taki jest obyczaj”.<>Najliczniejsza w XVIII wieku grupa szlachty w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Składała się ze zbiedniałych członków stanu szlacheckiego posiadających ziemię na prawie pańskim, lecz nie posiadających poddanych chłopów, która uprawiała ziemię „samodzielnie lub pospołu z czeladzią swoją”<<. Szlachta zaściankowa (zagrodowa) i gołota nie pasują więc do Pańskiego modelu szlachcica-wyzyskiwacza, ciemiężyciela chłopów. A jest to najliczniejsza grupa szlachty! Jeżeli dodam do tego, że w Polsce nobilitowani stanowili około 10% populacji, to wyłania się prawdziwy obraz polskiej szlachty. 10%!!!! Był to, o ile dobrze wiem, odsetek najwyższy w Europie (może porównywalny jedynie z Hiszpanią). Przy czym oblicza się, że magnateria i średnia szlachta – właściciele wsi, którzy nie musieli samodzielnie uprawiać ziemi – stanowiły niecałe 20% całego stanu. Z drugiej strony w niektórych częściach Rzeczypospolitej, przede wszystkim w Prusach Królewskich, istniała wcale liczna grupa nieszlacheckich właścicieli ziemskich, obejmująca również chłopów. Pan wrzuca wszystkich do jednego wora, bo tak Panu wygodnie pisząc "z pozycji potomka chłopów to i tak obojętne". Gratuluję dobrego samopoczucia.

    Jak miło, że pisze Pan "oczywiście nie mówię o zasadzie odpowiedzialności zbiorowej i wieszaniu potomków szlachty." Zważywszy na to, że szlachta szczególnie w późniejszych czasach wchodziła w koligacje z mieszczaństwem i chłopami, to gdyby zmienił Pan jednak zdanie należałoby powiesić miliony ludzi. Już Irlandczyk Bernard O’Connor fizyk, przyrodnik i historyk, nadworny medyk Jana III Sobieskiego w swoim dziele "The History of Poland in several letters to persons of quality" wydanym w Londynie w 1698 r. pisał: "w Polsce nic nie jest obecnie bardziej powszechne niż małżeństwa szlachty z pospólstwem, szczególnie jeśli to ostatnie ma pieniądze". Na wzór ustaw norymberskich tropi Pan nie-chłopskie pochodzenie i ocenia kto jest czystej krwi chłopem, a kto ma zbrodnicze szlacheckie geny. Ja jako typowy mischling, kundel i hybryda mam oczywiście najgorzej. Część rodziny była średnio-drobną szlachtą i miała posiadłości ziemskie (obecnie poza granicami Polski) odebrane im przez władze carskie za udział w Powstaniu Styczniowym. Co więcej, po odzyskaniu niepodległości w 1918 nowe polskie władzy nie zgodziły się dać rekompensaty za utracone dobra, argumentując że skoro nie zabrała ich Polska, to Polska nie jest nic winna (proszę porównać postawę opluwanych często dzisiaj jako niedemokratyczne władz II RP i dzisiejsze masowe rewindykacje). Tak jak wspomniałem, już konstytucja marcowa odbiera szlachcie wszelkie przywileje; w artykule 96. zapisano: „Rzeczpospolita Polska nie uznaje przywilejów rodowych ani stanowych, jak również żadnych herbów, tytułów rodowych i innych z wyjątkiem naukowych, urzędowych i zawodowych. Obywatelowi Rzeczypospolitej nie wolno przyjmować bez zezwolenia Prezydenta Rzeczypospolitej tytułów ani orderów cudzoziemskich." Druga część mojej rodziny to pańszczyźniani chłopi z terenów dawnego zaboru rosyjskiego, niepiśmienni co można wnioskować z trzech krzyżyków stawianych w dziewiętnastowiecznych księgach parafialnych. No i jeszcze przyplątali się wśród moich antenatów Tatarzy. Mam więc przerąbane u Pana, u dzisiejszych "herbowych" i "błękitnokrwistych" szpanerów i u "prawdziwych Polaków". Gdyby jednak okazało się, że w Pana żyłach płynie jakaś domieszka szlacheckiej krwi, to przypłaciłby to Pan pewnie takim samym szokiem jak antysemicki narodowiec, który się właśnie dowiedział o swoim żydowskim pochodzeniu.

    1. ramone.alcin pisze:

      „Co więcej, po odzyskaniu niepodległości w 1918 nowe polskie władzy nie zgodziły się dać rekompensaty za utracone dobra, argumentując że skoro nie zabrała ich Polska, to Polska nie jest nic winna”

      Przede wszystkim, nie mieli kasy na rekompensaty.

      1. Poznaniak pisze:

        Ale rewindykacji jakoś wtedy nie było. Teraz są.

        1. ramone.alcin pisze:

          Teraz jest troche inna sytuacja niz w 1918 roku, z wielu powodow.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s