Anglosasko-warszawski prowincjonalizm cz. II.

Pianola Kurta Vonneguta zawierała trafniejszą prognozę.

W tej książce fordyzm – za sprawą automatyzacji – doprowadził do powstania świata, w którym ludzie są niepotrzebni.

Wszystko same robią maszyny. Wizja Vonneguta zaczyna się spełniać.

Potwierdzą to mieszkańcy Detroit w USA i mieszkańcy Tychów w Polsce.

Tyle tylko, że w roli maszyn wystąpili Chińczycy.

Powyższa wypowiedź pochodzi z krótkiego felietonu napisanego przez warszawskiego dziennikarza. W sumie nie jest ważne kto to. Ważniejsze jest to, że nie jest to przedstawiciel środowisk skrajnych, ksenofobicznych. To przedstawiciel miłego, liberalnego środka. Czasami w chwilach nostalgii, autor ten lubi definiować się jako marksista.

Co  jest nie tak z tym cytatem? No cóż, jest on zły na wielu poziomach. Główny problem to zgrabnie podany liberalny rasizm. To nie ten wstrętny rasizm ze stadionu. Taki rasizm można, będąc liberalnym felietonistą.  łatwo skrytykować, wyśmiać, przy okazji psychiatryzując, stygmatyzując samych rasistów, wicie-rozumicie, tych rodem z Psychiatryka 24.

Rasizm zaprezentowany w cytacie jest dużo bardziej subtelny. Mamy tu do czynienia z tym samym anglosasko-warszawskim prowincjonalizmem jak opisany niedawno na tym blogu już wcześniej.

Przeczytajmy to jeszcze raz: W tej książce fordyzm – za sprawą automatyzacji – doprowadził do powstania świata, w którym ludzie są niepotrzebni. Co dzieje się już za moment? Mamy o to diagnozę, że zastąpiły ludzi maszyny. Na razie jest bezpiecznie choć, jak wiemy socjologicznie mało trafnie. Wszystko same robią maszyny. Wizja Vonneguta zaczyna się spełniać. Potwierdzą to mieszkańcy Detroit w USA i mieszkańcy Tychów w Polsce. Ale już za momencik, bum:  Tyle tylko, że w roli maszyn wystąpili Chińczycy.

/stąd/

Pięknie, domyślnymi ludźmi dla naszego felietonisty są Anglosasi i Polacy. Chińczycy zastąpili jedynie maszyny, które zastąpiły ludzi. Zgrabne prawda. Dzieje się tu jeszcze  coś ciekawego. Nie wiem czy to duma narodowa, czy entuzjazm wywołany oglądaniem krainy miodem i autostradami płynącej, kazał naszemu dziennikarzowi do owych domyślnych ludzi zaliczyć także Polaków(lki). Nie wiem czy nasz warszawiak zauważył, że my tu w Polsce (a także  na emigracji „za chlebem”) raczej jesteśmy tymi rasowo innymi nie-ludźmi, którzy okazali się tańsi od maszyn.

Warto jeszcze spojrzeć tutaj: http://blip.tv/szumtv/pracownicy-specjalnych-stref-ekonomicznych-6220166

Felieton naszego warszawskiego dziennikarza jest świetnym przykładem pewnego typu myślenia. Smutno mi, że podpada pod nie także Vonnegut, mój niegdyś ulubiony autor. Tak na marginesie, nasz felietonista nie zauważył. że jeśli ludzi zastąpili Chińczycy a nie maszyny, to chyba jednak wizja Vonneguta nie zaczęła się spełniać. Cóż nie każdy musi zdać egzamin  z pisania (a wcześniej czytania) ze zrozumieniem.

Myślenie, które jest charakterystyczne dla naszego dziennikarza jest mieszanką anglosaskiego prowincjonalizmu z państwocentryzmem. Co to oznacza? Prowincjonalizm to tyle,  że domyślnymi ludźmi są Anglosasi i ich problemy, domyślnym model społeczeństwa jest USA, w jego obrębie zaś domyślną klasą jest klasa średnia. A państwocentryzm gdzie zapytacie? To takie myślenie, które nie zauważa, że przynajmniej od 500 lat (I. Wallerstein) a może nawet od 5000 (Andre Gunder Frank) świat stanowi system naczyń połączonych. W tym naszym świecie nie ma już od dawna izolowanych procesów, dziejących się wewnątrz „jednego” społeczeństwa. Filiżanka herbaty pijana w serialu „Co ludzie powiedzą„, odsyła w oczywisty sposób do historii kolonializmu.

Pod moją poprzednią notką kilku komentatorów korygowało moją ocenę PKB w późnym PRLu. Jeden z nich zakończył swój komentarz słowami: Jak bardzo byśmy nie lubili wolnego rynku, jedno trzeba mu przyznać – nie da się z nim konkurować. Tak, to prawda PRL przegrała walkę z „wolnym rynkiem”, m.in. dlatego, że ani ZSRR ani Blokowi Wschodniemu nie udało się zredefiniować reguł gry w gospodarce światowej. PRL po krótkim okresie względnej niezależności od Zachodu (lata 50-te) szybko wrócił do dawnego modelu gospodarki zależnej. Szczególnie dobrze widoczne było to „za Gierka”. Wbrew głosom z dzisiejszej prawej strony sceny politycznej, mam na myśli zależność od gospodarki kapitalistycznej (a nie tylko od ZSRR). PRLowski kapitalizm państwowy pracował zgrabnie w ramach globalnego systemu.

Aby móc jednak prowadzić taką analizę, trzeba myśleć na poziomie powiązań globalnych i w horyzoncie tzw. długiego trwania. To nie jest łatwe. Tym, którzy chcieliby się jednak w takim myśleniu powprawiać polecam świetny tekst Jarosława Urbańskiego Globalne i historyczne uwarunkowania nierówności społecznych w Europie Środkowo-Wschodniej (tutaj od strony 67). Ci mechaniczni Chińczycy z cytowanego felietonu, nie zaskakują gdy wiemy, że  nigdy nie było „złotego wieku” Fordyzmu czyli cywilizowanego kapitalizmu. Zawsze, jak powie nam to Róża Luksemburg, kapitalizm musiał być zasilany przez coś zewnętrznego.

Nasza pozycja, półperyferii dostarczającej sił roboczej nie jest także niczym nowym. Spójrzmy na mały cytat (za tekstem J. Urbańskiego)

Wielki posiadacz ziemski [polski szlachcic – Fronesis] nie jest kapitalistą, ale służy kapitalizmowi z Amsterdamu, jest jego narzędziem i współpracownikiem. […] Zmuszał do pracy dla siebie chłopów oraz dużą część miast, zdominował rolnictwo, a nawet manufaktury – właściwie całą produkcję. I gdy mobilizuje owe siły, aby służyły cudzoziemskiemu kapitalizmowi, sam staje się aktorem tego systemu (Braudel 1992: 244-246).

Cóż wyobraźnia nie jest łatwa. Nie jest też łatwa dla pisarzy science-fiction. A są nimi, co oczywista Vonnegut jak i w pewnym stopniu nasz felietonista. Łatwiej pisać o światach możliwych, niż wyobrazić sobie, że poza USA i Europą istnieją ludzie. Ślepota naszego felietonisty zasmuca i żenuje, smuci też, że Vonnegut mimo obycia w science-fiction, łatwiej mógł wyobrazić sobie koniec człowieka („Kocia kołyska”) niż koniec kapitalizmu.

Zakończenie notki, jest bardziej niż oczywiste, nie da się uciec od cytatu z klasyka:

CZEPIEC

Cóż tam, panie, w polityce? Chińcyki trzymają się mocno!?

DZIENNIKARZ

A, mój miły gospodarzu, mam przez cały dzień dosyć Chińczyków.

CZEPIEC

Pan polityk!

DZIENNIKARZ

Otóż właśnie polityków mam dość, po uszy, dzień cały.

CZEPIEC

Kiedy to ciekawe sprawy.

DZIENNIKARZ

A to czytaj, kto ciekawy; wiecie choć, gdzie Chiny leżą?,

CZEPIEC

No daleko, kajsi gdzieś daleko; a panowie to nijak nie wiedzą, że chłop chłopskim rozumem trafi, choćby było i daleko. A i my tu cytomy gazety i syćko wiemy.

DZIENNIKARZ

A po co – ?

CZEPIEC

Sami się do światu garniemy.

DZIENNIKARZ

Ja myślę, że na waszej parafii świat dla was aż dosyć szeroki.

CZEPIEC

A tu ano i u nas bywają, co byli aże dwa roki w Japonii; jak była wojna.

DZIENNIKARZ

Ale tu wieś spokojna. – Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna.

CZEPIEC

Pon się boją we wsi ruchu. Pon nos obśmiwajom w duchu. – A jak my, to my się rwiemy ino do jakiej bijacki. Z takich, jak my, był Głowacki. A, jak myślę, ze panowie duza by juz mogli mieć, ino oni nie chcom chcieć!

Reklamy

8 Comments Add yours

  1. czescjacek pisze:

    Mam taką myśl, że może to było gorzko-ironiczne zadumanie nad smutnym losem chińskiego proletariusza i nawiązanie to tropu „kapitalizm sprowadza ludzi do roli maszyn”; nadzieję taką mam, że tak było. No ale nie wiem.

  2. AJ pisze:

    Mam taką nadzieję jak Cześćjacek.

    Chińczycy zastąpili jedynie maszyny, które zastąpiły ludzi.

    Nie, to kapitalizm zastąpił.

  3. fronesis pisze:

    @czescjacek
    Też miałem taką nadzieję, ale wyszło jak wyszło. Gdyby Vonnegut chciał napisać o doli chińskiego proletariusz to by napisał powieść „Chinola” cytowaną później przez WO. Vonnegut napisał o kresie robotnika, z powodu umaszynowienia, WO dopisał do tego kres fordyzmu. Ale przecież taśma się nie skończyła tylko się geograficznie przemieściła. Klasowe stosunki wewnątrz społeczeństw się rozkleiły geograficznie. Zresztą taki oswojony, mityczny kapitalizm „wewnątrzpaństwowy” raczej nigdy nie istniał.

  4. vauban pisze:

    Vonnegut chyba w ogóle nie kochał Chińczyków. W „Śniadaniu Mistrzów” pada określenie – co prawda w formie cytatu z fikcyjnej powieści SF Kilgore Trouta – o Chińczykach jako „żółtych robotach napędzanych ryżem”, zaś w „Slapsticku” Chińczycy walcząc z nadmiernym przyrostem populacji miniaturyzują się do rozmiarów bakterii i wywołują tym sposobem pandemię Zielonej Śmierci. Którą to pandemię Amerykanie nota bene przeżywają, wynajdując antidotum zabijające Chińczyków miliardami.

    1. fronesis pisze:

      Dziękuję za przypomnienie „Zielonej śmierci”, to chyba podkręca wymowę cytatu z WO.

  5. bantus pisze:

    „ludzi zastąpili Chińczycy a nie maszyny”

    To już jest jakaś psychoanaliza. Nie da się tego wywnioskować z tekstu nie zmieniając założeń. Nie chodzi przecież o wszystkich ludzi tylko o proletariuszy krajów najbardziej rozwiniętych, gdzie pracowników zastępują maszyny, roboty. Najlepszym przykładem zresztą Japończycy.

    Drugie przejście roboty -> Chińczycy też jest tylko hipotetyczne, bo to skręcanie długopisów czy obsługa infolinii i tak dotyczyłaby niewykwalifikowanych choć wyżej opłacanych pracowników, a nie robotów. Raczej ludzie zastępują ludzi.

    Można oczywiście wyrzucić do kosza implikatury konwersacyjne, ale to już nie jest dyskusja tylko okładanie.

    Poza tym depersonalizacja – „warszawski dziennikarz” ze szczyptą paternalizmu „nasz”, zamiast np Wojtek Orliński, ułatwia przyłożenie, ale nie prowadzenie dyskusji, intelektualnego sporu. Nie rozumiem tego.

    Mi coś zupełnie innego zgrzytało w tekście, choćby to że zestawienie Forda z Hitlerem i Stalinem wymaga jakiegoś mocniejszego uzasadnienia, bo inaczej jest mocno… forumowe, ale to inny temat.

    1. fronesis pisze:

      @Bantus
      Nie psychoanaliza, tylko myślenie szersze niż z perspektywy anglosasko-warszawskiego grajdołka. WO uważa, że spełniła się wizja z „Pianoli”, czyli, że fordyzm zniknie zastąpiony przez automatyzację. Potem stwierdza, że tak się stało, z małą różnicą, taką, że „ludzi” zastąpiły „maszyny”. Depersonalizacja jest z jednej strony faktycznie złośliwością, z drugiej, chciałem, że notka była bardziej o mechanizmie niż tylko o WO. On jest tu tylko pretekstem, można znaleźć innych.
      Ford/Stalin/Hitler takie zestawienie chętnie robił Heidegger nazywając amerykanizm/faszyzm/stalinizm „spotkaniem człowieka z planetarną techniką”, dla Heideggera, wszystkie te systemy były tym samym, zawłaszczeniem przez tzw. Zestaw. Ten zestaw to techniczny sposób artykulacji wszystkiego. Nie wiem czy WO lubi Heideggera ale teza wyszła mu podobna.

    2. ramone.alcin pisze:

      „Drugie przejście roboty -> Chińczycy też jest tylko hipotetyczne, bo to skręcanie długopisów czy obsługa infolinii i tak dotyczyłaby niewykwalifikowanych choć wyżej opłacanych pracowników, a nie robotów. Raczej ludzie zastępują ludzi.”

      Nie tylko, np. wiekszosc butow sprzedawanych na swiecie jest robiona teraz maszynowo a nie recznie. Calkowicie recznie szyte buty kosztuja sporo pieniedzy, a nawet „bench made” (robione przez wykwalifikowanych pracownikow wspierajacych sie maszynami) buty produkowane w UK kosztuja od £100 w gore, czyli duzo wiecej niz klejone maszynowo buty z Azji.

      „Mi coś zupełnie innego zgrzytało w tekście, choćby to że zestawienie Forda z Hitlerem i Stalinem wymaga jakiegoś mocniejszego uzasadnienia, bo inaczej jest mocno… forumowe, ale to inny temat.”

      Nazistowskie sympatie Forda (i wielu innych amerykanskich kapitalistow tego okresu) to przeciez znany fakt.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s