Wyznania anglosasko-warszawskiego prowincjusza

Na swoim blogu Wojciech Orliński podzielił się z nami refleksjami na temat indyjskiej kinematografii. Opowieść poprowadził w najlepszym stylu felietonów, które niegdyś na łamach „Polityki” pisywał Krzysztof Zanussi – „gdy leciałem samolotem…”. Notka jest zgrabnym przykładem anglosaskiego, etnocentrycznego zaścianka. Zaścianek ten, jest przefiltrowany dodatkowo przez półperyferyjne amerykofilskie okulary. Spójrzmy na pierwszy z cytatów:

Może do polubienia Bollywood potrzebny jest specyficzny stan umysłu bycia sardynką w ekonomicznej puszce.

Wice, rozumiecie, my tu na Zachodzie, to normalne filmy oglądamy. Tam w krainie dzikiego Orientu, (ale nie tego fajniackiego – japońskiego z sushi), takie oto Panie dziwactwa same. Nie zapominajmy też, że oni w tych Indiach to wszyscy noszą wąsy. Kolejny cytat:

Chyba właśnie to sprawiło, że przebrnąłem z kolei przez absolutnie idiotyczny, a jednak na swój sposób uroczy, musical „Tere Naal Love Ho Gaya

Cieszymy się o Panie, że doceniłeś nasz urok, wdzięczni jesteśmy niesłychanie.

Co miał WO pochwalić to pochwalił, ale (nudge, nudge,wink, wink) nie oszukujmy się, że to normalne filmy są:

Nie spojluję ich w imię etyki blogerskiej, ale prawdę mówiąc, to nie ma sensu, tak jak fabuła tego filmu. To w końcu bollywoodzki musical.

Przecież, to oczywiste, czego się spodziewać po ludziach, którzy w taki sposób urządzają zmianę warty:

Ale notka była nie tylko o kinie bollywoodzkim, jej ważną część stanowiło zadziwienie motywami cyberpunkowymi w obejrzanych filmach. Orliński podziela w tym momencie zadziwienie, które przeżywał jego kolega po SF-owym piórze – Rafał Kosik:

Jest to ten rodzaj powieści, w którą trzeba się wgryźć, choćby z powodu ilości terminów hinduskich. Czytanie ułatwia umieszczony na końcu słownik (niestety niekompletny), ale kartkowanie książki co minutę i tak psuje przyjemność czytania. Od połowy więc dałem sobie spokój i domyślałem się z kontekstu, co znaczą „Ćarpoj” czy „Garbagriha”. Ciężko napracował się również tłumacz, chociaż miał kilka drobnych wpadek – np. angielski tablet przetłumaczył jako „tabliczka”, co trochę irytowało przy czytaniu. To jednak drobiazg, który nie powinien przesłaniać obrazu całości.

Nie ma tu głównego bohatera. Bohaterów jest kilku, z różnych warstw społecznych, i o żadnym nie można powiedzieć, że jest ważniejszy od pozostałych. Ich losy przeplatają się, nieraz bardzo luźno, i są głównie pretextem do rozwijania fantastycznej wizji. Wiele razy postacie zachowywały się nieracjonalnie i nielogicznie. Zastanawiałem się „Facet, po co ty to robisz?”. No, robi to tak, bo jest Hindusem. Żadna w tym wina autora; raczej jego zasługa.

Wojciech Orliński również z gracją Kosika-Kiplinga reaguje na różnicę kulturową:

Fabuła tych filmów na logikę nie ma sensu. Zwroty akcji są zaskakujące przede wszystkim dlatego, że są tak idiotyczne, że zachodni scenarzysta by tego nie wymyślił.

Na koniec, jeszcze raz krótko o wątku cyberpunkowym. W samej notce WO jest o nim relatywnie mało. Zadziwienie jest o tyle sympatyczne, że jak celnie wskazał pod notką komentator Redezi:

Pominąwszy estetykę i kwestie społeczne, Indie są cyberpunkiem Bolandy, gdy spojrzy się na kwestie edukacyjne. Startując z gorszego niż my poziomu, rozwinęli kilka świetnych programów edukacji mat-tech-inf (MST). Delhi ma już fab-lab dostępny dla dzieci, jak w Amsterdamie lub Oslo. Wymiana kadr między USA a Indiami jest ogromna (Anant Agarwal – wykładowca wstępu do ETI/EECS na MIT pamięta o korzeniach w Indiach). Indie mają też fajny program kształcenia na odległość – nasze e-podręczniki to dopiero początek.
W Warszawie fab-lab to na razie marzenia ASP i Bendyka (bo nawet nie PW).

Kończąc dodam tylko, że sama idea porównania Indii i Polski jest przezabawna, tu mały kraik z niecałymi 40 mln mieszkańców a tam cały kontynent. Faktem jest, że takiego porównania wprost, WO w swojej notce nie robi. Jest to raczej pełne paternalizmu, równocześnie  prowincjonalne, anglosasko-warszawskie, zderzenie z Innością. Cóż nie trzeba oceanu z Solaris, żeby poczuć się odrobinę nieswojo – prawda?   Nie będę się bawił w egzegezę, szukał głębszych przyczyn tego prowincjonalizmu, może wystarczy uznać, że to wina siatki Mercatora? I tylko dlatego się komuś może wydawać, że Indie to kraj, oraz, że w ogóle istnieją?

(edit) Okazuje się, że nawet kiepskie notki mogą mieć dobry skutek, obejrzałem „Kaahani”, faktycznie lepiej nie spojlować, choć od pewnego momentu akcja zaczyna sugerować faktyczne zakończenie. Film polecam, naprawdę się rozerwałem. Co ważne, nikt nie zwisał z budynku, trzymany za nadgarstek, jak w co drugim amerykańskim filmie.
Reklamy

27 Comments Add yours

  1. Ezechiel pisze:

    Jasne, że porównywanie wprost tych dwóch regionów jest bez sensu, ze względu na skalę i kulturę etc.. Ale ja nie umiem zrezygnować z porównywania praktyki edukacji MST, bo uważam, że innych przykładów praktyki nie ma. I gdy czytam o laptopach w polskich szkołach, to casus Indii sam się nasuwa.

    Nie bardzo też kumam hejt. Bollywood to dla mnie konwencja. Jest równie kretyńska co europejskie opery czy amerykańskie pornosy. Określenie bollywoodzka odnoszę od konwencji, nie do pochodzenia etnicznego.

    Kosika w ogóle pominę milczeniem – nie zrozumiał McDonalda, bo myśli, że sf poleg ana tłumaczeniu wynalazków. W Małej bogini McDonald wyraźnie pokazał, że logika cyberpunkowa nie wyklucza kultury plemiennej czy religijnej. To postęp względem Gibsona czy Wattsa, gdzie bohaterowie wywodzą się zniknąd. U McDonalda technologia jest tym czym jest dzisiaj – tłem dla odwiecznych zabaw stadnych homo sapiens. Bohaterowie są nielogiczni, bo są ludźmi uwikłanymi w kulturę, społeczeństwo i emocje. Dałoby się to osadzić w innym kręgu kulturowym, ale Indie są lepsze ze względu na wektory postępu (jak neo-Tokio w cyberpunku i neo-Anglia u Wellsa).

    1. fronesis pisze:

      @Ezechiel
      Kosika czytałem z tak rosnącym zadziwieniem, szczególnie, że świat cyberpunkowych Indii McDonalda był dla mnie jednym z ciekawszych w SF ostatnich lat. Samo porównywanie Indii i Polskim pod względem edukacji jest oczywiście możliwe, ja w notce natrząsałem się z porównań naiwnych. Wracając do Bollywoodu, to oczywiste, ze jest on tak samo normalny jak western czy meksykańskie telenowele albo produkcje nollywodzkie. Mnie w notce WO rozbawiło jak blisko Kosika się on ulokował.

  2. Boni pisze:

    Jako facio, który od czasu do czasu buduje tego cyberpunka w Indiach, powiedziałbym co o tym myślę, ale w sumie to mi się nie chce, no i Wojtkowi i tak nie powiem, bo mam u niego bana, a nawet jakbym nie miał, to bym zaraz miał :) Zresztą, ten pochył białego człowieka z middleclass nad innymi kulturami wpisuje się w to, co już kiedyś opisałem:
    http://bs-blog.clouds-forge.eu/index.php?post=2012_03_07_0_interNational_Geografic
    A moje spojrzenie jest tu:
    http://bs-blog.clouds-forge.eu/index.php?post=2012_04_02_0_Pobocza_swiata

    1. fronesis pisze:

      @Boni
      Też mam u niego bana, rzadko się do WO odnoszę, ale to pochylanie się nad Bollywoodem w omawianej notce się domagało reakcji. Ty zawodowo bywasz w Indiach? P.S. Pewnie sam sobie odpowiem na to pytanie gdy przeczytam twoje notki.

      1. Boni pisze:

        Bywam zawodowo. Na reakcje do tych wszystkich małych polskich kiplingów, także w pracy, to czasem nie mam siły po prostu. A jak już jadę autoreklamą na maksa, to jeszcze jedną masz do poczytania, nawet z obrazkiem ;)
        http://bs-blog.clouds-forge.eu/index.php?post=2012_03_28_0_Glabalizacja

        1. fronesis pisze:

          Już trafiłem na tą notkę, zaczęło mnie czytanie Twoich notek odciągać od roboty, projekt/grant teraz właśnie opracowuję.

          1. Boni pisze:

            Grant może uciec, to lepiej pracuj, notki nie uciekną, masz czas ;) a naszych drogich lekkoksenofobicznych paternalistycznie oświeconych kolegów – „kulturystów”, którzy coś tam widzą, ale niewiele rozumieją, bo „swoje” wiedzą „lepiej”, też jeszcze starczy na długo, niestety.

    2. ramone.alcin pisze:

      @boni & fronesis

      A co powiecie na to: http://www.trust.org/trustlaw/news/poll-canada-best-g20-country-to-be-a-woman-india-worst/

      „Pochylanie sie bialego czlowieka” czy sluszna krytyka Indii?

  3. hellk pisze:

    Już prawie zapomniałem o autorze prześwietnej ‚Chagi’ a tu dowiaduję się, ulepił coś nowego. Dziękować!

    1. Krzysztof pisze:

      @hellk
      Jeszcze jest nieco później wydany „Dom derwiszy” (powieść) w wydaniu rozszerzonym o serię opowiadań ze świata „Rzeki bogów”. Warto!

      @ Fronesis
      Demontowanie oczywistości anglosaskiej orientacji w kulturze super na czasie. Już w tej chwili gdzie się człowiek nie ruszy poza własne mieszkanie, zderza się z intensywnie produkowaną atmosferą świąteczną przy pomocy różnych „aj łisz ju emery krismas” i „dżingobell”. W dodatku wyciągasz jeszcze interesujący element rasizmu rozgrywanego na (naszych) półperyferiach.
      A ostatnie zdanie to majstersztyk dla lubiących ontologię inaczej!

      @Boni
      Dziękuję (jako przygodny czytelnik) za linki. Wczoraj siedziałem do nocy i pisałem i zamiast kłaść się szybko spać utonąłem na blogu. Chyba poślę na niego moich studentów z etnologii. A swoją drogą muszę ich popytać o stosunek do wzmiankowanych programów telewizyjnych.

      1. fronesis pisze:

        @Krzysztof
        Dzięki, w ogóle mam wrażenie, że Indie robią w Polsce trochę za „Bałkany Orientu” już wschód ale jeszcze za mało żeby być Brucem Lee. Nie mieliśmy tak silnej fascynacji Indiami jak kontrkultura amerykańska, o młodopolskiej fascnacji nikt już nie pamięta. Wydaje mi się, tak na czuja, że Japonia (częściowo Chiny i Tybet) kradną Indiom pozytywną egzotykę zostawiając tylko cos niejasnego. Mieliśmy trochę krysznowców ale to się jakoś kulturowo rozcieńczyło. Może się mylę, ale chyba te „wąsate-bollywoodzkie” Indie to może być świetny test na stosunek do różnicy kulturowej. Jak będziesz miał zajęcia z etnologami to zrób na nich test z tej, zalinkowanej zmiany warty.

        1. Boni pisze:

          Mam od dawna nieprofesjonalną teorię, że ten efekt („rozpoznawalne” w PL Japonia, Chiny, może Tybet kontra „rozmyte” Indie) to wprost z tego, że jedne są more or less monoblokami kulturowymi, i każdy, od znawców po gimbusy, może przyłożyć do całej Japonii czy Chin swoje modele i memy (inna sprawa, na ile fałszywe i te kultury jednak nie są monoblokami) – a Indie są raczej ;) przeciwieństwem monobloku, na całkiem dowolnym poziomie rzeczywistości, kulturowej, językowej, klasowej, rasowej, itd itd, więc nie ma jakichkolwiek szans na jakieś ich wyraźne modele w PL czy gdziekolwiek. Nazywałem to kiedyś żartem zasadą kalejdoskopu kulturowego – dla „wyraźnych” obcych kultur mamy „wyraźne” stereotypy i modele, mniejsza, że fałszywe, dla „kalejdoskopów” nic nie mamy, bo każdy z nas widzi co innego, nie daje się tego intersubiektywnie uzgodnić.

          I wydaje mi się, że to dosyć niezależne od odległości i „odległości” dyskutowanych kultur – „kalejdoskop” może być „za miedzą” i jego efekt i tak przemożny, bo np. jeśli pomyśleć jak Chińczycy opisują i widzą Indie, to nie odbiega to wiele od obrazu z „odległości” PL (akurat ostatnio byliśmy w Chennai/Madrasie w grupie ja, Polka, Dunka, Chinka, plus miejscowi oczywiście, więc miałem „materiał do badań” ;) ).

  4. nameste pisze:

    Nie mieliśmy tak silnej fascynacji Indiami jak kontrkultura amerykańska

    Ja mam fascynację muzyczną, wydaje mi się, że w swoim czasie właśnie ta subfascynacja krążyła po (również) naszej części Europy, ale raczej w spadku po George’u Harrisonie [wink-emot*] niż po Amerykanach.

    *) no, niestety, nie wyłączyłeś żółtych mord

    1. Boni pisze:

      A ja mam fascynację wprost ;P (autopromo ciąg dalszy, i to sprzed hoho, półtora roku)
      http://bs-blog.clouds-forge.eu/index.php?post=2011_05_24_0_Muza_2
      a skądinąd, w duchu notki o poboczach świata anegdota muzyczna – jak byłem parę miesięcy temu to zawiesiłem Rajiva, jak chciał żeby taksówkarz ściszył podobną muzę, ja „ej, nie ściszać”, Rajiv z przekąsem „a co, słuchasz inidapopu?” ja „pewnie, Aap Kaa Suroor jak zaiwaniłem tutaj rok temu, to nadal słucham”, Radjiv i taksiarz zonk. Ale tym razem nic aż tak fajnego nie było, żeby wciągnęlo.

    2. fronesis pisze:

      Ja też otarłem się kilka razy w życiu o fascynację Indiami (w tym muzyczną), mój komentarz był tak na „czuja”. Pamiętam powszechność odwołań do Bruce’a Lee i kult karate (lata 80 ty PRLowska prowincja, później masz różne wersje japońszczyny, patrz: MRW), wydaje mi się, że Indie tak nie pracują w dzisiejszej kulturze polskiej. Ale to tylko przeczucia, bez żadnych badań.

      1. nameste pisze:

        Indie tak nie pracują w dzisiejszej kulturze polskiej

        Chyba masz rację, za to zaczęły mocno pracować kulinarnie.

  5. nameste pisze:

    @Boni: poptworne

    1. Boni pisze:

      @nameste

      Nie znasz się :P ;)

  6. fronesis pisze:

    @Boni, Nameste
    Ja chyba jestem konserwatywny bo moje sympatię lokują się m.in. w tych okolicach:

    1. nameste pisze:

      Miałem się już nie odzywać, ale „konserwatywny”? Really?

      1. Boni pisze:

        Ototo, ja tu się spodziewam jakiegoś wirtuoza na sitarze, a nasz stary dobry fronesis jak nie walnie… ;)

        1. fronesis pisze:

          Lubię ten kawałek bo przypomina też, dobre rzeczy muzyczne, które się działy w Nigerii w latach 70tych:

      2. fronesis pisze:

        Można też taki klasyk przypomnieć (widziałem cały film):

  7. hellk pisze:

    To ja zapodam swoją ulubioność, blisko Indii:

  8. Ale o co chodzi z tą zmianą warty? Dla mnie zachowują się w sposób jednoznacznie brytyjski. W każdym geście i okrzyku.

    1. fronesis pisze:

      Dla mnie też nie są problematyczni, ale to pułapka na tych, którzy łatwo egzotyzują.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s