W krainie Piękna i Wartości

Natknąłem się ostatnio na pewne pismo, które pragnie szerzyć na naszym ponurym globie, szlachetną wiedzę o Sztukach Pięknych. Pismo nosi nazwę „Arttak”, a jego redaktorem jest Maciej Mazurek, kojarzony z TVP Kultura i „Teologią Polityczną”. Pismo ma misję, chce przywracać wiarę w Akademię (wywiad z „Akademia jest wieczna rozmowa z Adamem Myjakiem”, metafizyczne uniesienia, które daje sztuka („Ogród skamieniałych przyjaciół rozmowa z Lechem Majewskim”), jest też rozmowa z Czesławem Bieleckim o architekturze, gdzie heroicznie egzorcyzmowany jest totalitarny duch modernizmu.

Wszystko pięknie, Hochkultur pełną gębą. Nie to, co płytki świat czytelników komiksów czy wielbicieli filmów o superbohaterach z pelerynkami i obcisłymi getrami. O graczach komputerowych, tym wrzodzie cywilizacji nikt nawet tam nie wspomni.

Byłoby świetnie gdyby nie kilka drobnych rys, dysonansów, drobiażdżków zaledwie. Oto w rozmowie z L. Majewskim mamy taki fragment:

Jest Pan w duchu monarchistą?

Nie sądzę, żeby monarchia była czymś gorszym od demokracji, która powoduje dykta- turę głupoty, motłochu, szmatłastwa i prymity- wizmu. Zawsze to kwestia jednostki. Są królowie, którzy byli wspaniali, wielcy, jak nasz król Kazimierz Wielki. To wybitna postać i wzór dla świata. Nie wiem, czy jestem monarchistą, jestem po prostu rozczarowany pseudodemokracją. Nie mówię tylko o Polsce, trochę mieszkam we Włoszech, widzę, że wszędzie demokracja jest fikcją.

Inny drobiazg spotykamy, gdy zawędrujemy do rozmowy o Akademii:

Leninowskie hasła „sztuka dla mas” czy „demokratyzacja geniuszu” to złudzenie?
To jest utopia, to jest niewykonalne. Sztuka musi docierać do ludzi, nie chcę powiedzieć mądrych, aby nikogo nie obrazić, ale wrażliwych, wyczulonych. Obserwując na przykład te kilkaset osób
przybyłych na mój wernisaż, miałem świadomość, że większość przyszła spełnić towarzyski rytuał, a nie doceniać czy kontemplować sztukę. Sztuka jest dla pojedynczego człowieka. Nie oczekuję komplementów w rodzaju poklepywania. Zresztą, to od razu widać, który komplement ma wartość. Warto malować i rzeźbić nawet dla dwóch czy trzech osób, które przyjdą i powiedzą, że chcą raz jeszcze obejrzeć rzeźby, że chciałyby je mieć.

W tym samym wywiadzie, nasze pismo wraca do tradycji Kiplinga i pochyla się nad Innym:

Można zaryzykować stwierdzenie, że geniusz sztuki ujawnił swoje istnienie na etiopskiej wsi.
Tak. W warunkach cywilizacyjnych, które nie zmieniły się przez stulecia, nagle widzę i natychmiast zachwycam się jakimiś dziwnymi drewnianymi rzeźbami, fantastycznie zrobionymi. Podobnie jak w rzeźbie egipskiej czy greckiej, jest w nich jakiś cudowny nieprawdopodobny przekaz tych
najważniejszych rzeczy, dotyczących naszej kondycji, które możemy odczuć, a których nie sposób wypowiedzieć słowami. Uświadomiłem sobie, że rzeźba jest czymś pierwotnym, potem zostaje pożeniona z architekturą i przestrzenią. Co inne- go wiedzieć, a co innego sobie coś uświadomić. W tych rzeźbach na etiopskiej wsi była jakaś archetypiczna elementarna siła. Nie wiem, czy można było by je nazwać pięknymi…

Pozwólcie, że przytoczę jeszcze fragment wywiadu z Czesławem Bieleckim:

To efekt braku poczucia stabilności istnienia, w świetle historii zrozumiały. To nie tylko polska przypadłość. Rosjanie też to mają. Oczywiście, że Polakom brakuje mentalności francuskiej burżuazji, ale elita została wyniszczona.
Myślę, że dramaty, w których uczestniczyliśmy w ostatnich latach, łącznie z katastrofą 10 kwietnia, to jest poniekąd dramat, który sami sobie układa- my. Ta łatwość wpisywania w dramaty przeszłości teraźniejszych tragedii zadziwia, szczególnie gdy okoliczności są odległe od wojennych. W historii cywilizacji utrata generałów bez wojny, jaka dokonała się w wyniku katastrofy w Mirosławcu i w Smoleńsku, wpisuje się w polski idiom brawury i nieodpowiedzialności. A już najtrudniej zna- leźć odpowiedzialnych za decyzje prowadzące do tragedii!

Mogłoby się wydawać, że mój nadkrytyczny temperament pobudził się niepotrzebnie. Powyższe fragmenty, kilka innych podobnych rozsianych w całym piśmie uwag,  to przecież, nic poważnego. W świecie zamętu, warto mimo wpadek, popierać tych, którzy krzewią heroicznie Prawdę, Piękno i Wartości. Jednak, coś mnie gryzło, postanowiłem, spojrzeć bliżej. Oto cytat z głosu „od redakcji”:

Demokracja zabija sztukę, jak zauważył Honoré de Balzac. Podobne obawy co do kondycji sztuki w demokracji żywił francuski arystokrata Alexis de Tocqueville, autor O demokracji w Ameryce, znakomitej analizy jasnych i ciemnych stron demokracji. Panuje przekonanie, że dzisiaj nie ma już jasnych kryteriów oceny, co dobre, a co złe.

Moje podejrzenie, że nie jesteśmy daleko od brunatnych chłopców, którym poświęciłem notkę poprzednią, niepokoiło mnie coraz bardziej. Sprawy rozjaśniły się znacznie gdy zawędrowałem na blog Macieja Mazurka. Dominują tam treści „okołosmoleńskie”, zostawiam je na boku, spójrzmy na wypowiedzi o Sztuce, Pięknie i Prawdzie. W tekście pod subtelnym tytułem „”Świat sztuk wizualnych jest straszliwie zideologizowany, wszak artyści to awangarda postępu” czytamy:

Sztuka współczesna jest przeważnie wehikułem lewicowej i lewackiej ideologii. Ten przekaz ideologiczny przez większość artystów, kuratorów, teoretyków w świecie sztuki jest traktowany jak sztuka właśnie w czystej postaci. Tylko sztuka, która jest zaangażowana w zmianę porządku społecznego, sztuka która walczy z „przemocą” patriarchalnej religijnej kultury, sztuka która walczy z „faszyzmem”, sztuka która zajmuje się dekonstrukcją narodowej tradycji jest wartościowa. Nie trzeba dodawać, że za tą „niewinnością” sztuki, bo kiedy jest to wygodne ideolodzy udają „niewinnych” artystów, kryje się antynarodowa polityka i antykapitalistyczne obsesje. Jeśli rozumiesz taką postępową nowoczesną awangardową sztukę jesteś cool, jeśli nie to obciach, moher, etc.

Odetchnąłem z ulgą, niepokojący dysonans wywołany lekturą pisma „Arttak” zniknął, podejrzenia to nie była tylko moja paranoja, Piękno i Wartości okazały się dobrym wehikułem promocyjnym, zasłoną dymną dla dobrze znanych motywów. Mazurek w tekście cytuje innego przedstawiciela formacji Piękna, Prawdy i Wartości, spójrzmy krótko na te cytaty:

Kapitalizm bowiem sam z siebie nie jest żadnym demonem, a jego zaciekła krytyka przypomina kopanie ze złością krzesła, o które potykamy się w ciemnym pokoju. Wystarczy zapalić światło, czyli wprowadzić i respektować wartości, etykę. Socjalizm tymczasem proponuje usunięcie niepokornego mebla. Ciemności powinny jednak pozostać. Odtąd wybrana grupa będzie decydować, o co się będziemy w owym pokoju potykać odpowiednio podsycając tylko naszą nienawiść. Dlatego właśnie na każdej większej wystawie sztuki współczesnej nie może zabraknąć odwołania do Holocaustu, jako skutku nazizmu i nacjonalizmu, który przedstawia się jako zwieńczenie myśli prawicowej i konserwatywnej (choć przecież nazizm więcej miał wspólnego z socjalizmem, niż myślą konserwatywną). O tym, że skutki socjalizmu i komunizmu były i są o wiele straszliwsze z takich wystaw się jednak nie dowiemy.

I dalej:

Związek sztuki i myślenia lewicowego wydaje się zatem tako oczywisty, że niemalże naturalny. Jak w takim razie rozumieć wystawę zorganizowaną w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, która zdaje się prezentować sztukę wyrażającej treści narodowe? Dobór prac na wystawę i sposób ich zestawienia komentarz przywodzi na myśl – zachowując wszystkie różnice – niemieckie wystawy sztuki zdegenerowanej. Niemieccy naziści zgromadzili sztukę awangardy w taki sposób, by pokazać jak jest ona bzdurna i godna wyśmiania. Mam wrażenie, że dziwaczne połączenie monumentalnych dłoni Chrystusa ze Świebodzina z projektem pomnika katastrofy smoleńskiej i okładkami brukowców opowiadających o cudzie eucharystycznym też zostało pokazane nie po to, by dostarczyć wiedzy i doznań estetycznych, ale wykreować obraz obciachowego katolika-narodowca i utwierdzić bywalca muzeum, że prawdziwa sztuka musi być lewicowa.

Autor powyższych cytatów, poznański krzewiciel Hochkultur nie ustaje w walce z wrogiem. Dziś w Poznaniu na Uniwersytecie Artystycznym odbyło się wręczenie doktoratu honoris causa Zygmuntowi Baumanowi. Nasz czujny kapitalista za państwowe pieniądze, wzgardziciel mas z publicznej uczelni nie przespał okazji. Wrzucę Wam tylko fragment dyskusji, toczonej przez świat Prawdy, Piękna, Sztuki (historycy sztuki, artyści, szefowie galerii):

I może jeszcze odrobinę wyższej kultury:

Wycieczkę powyższą polecam tym, którzy myślą, że bać się musimy tylko „silly bully boys” z poprzedniej notki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s