Fakty i tory

W społecznych studiach nad nauką (STS, 4S), teorii aktora-sieci (ANT) podkreśla się kontekstowe, relacyjne istnienie faktów. Dotyczy to także faktów z obszaru tzw. twardej nauki. To dość złożone zagadnienie świetnie można zilustrować poprzez dobrze zrobione studia przypadku. Tym zresztą z reguły zajmują się badacze ze wspomnianych obszarów badań.

Można rzecz ująć prosto: fakty są jak pociągi, wymagają torów aby mogły funkcjonować. Bez całej złożonej infrastruktury, wielu zazębiających kontekstów fakt „nie odpali”. Nie ma możliwości odkrycia pulsarów w XIX wieku, wysłania smsa w latach 20-tych XX wieku, czy wypowiadania się o oczywistości istnienia DNA w wieku XV.

Fakty wymagają całego krwiobiegu, który je podtrzyma przy życiu. Gracze w „Fallouta” albo czytelnicy „Kantyczki dla Leibowitza” dokładnie wiedzą w czym rzecz. W postapokaliptycznym świecie, bez elektryczności, komputerów, wiele z oczywistych  dziś faktów nie będzie istnieć. Polecam potencjalnym polemistom, udowodnienie, któregoś z praw współczesnej fizyki  po przeniesieniu się np. do średniowiecznej Europy.

Czemu o tym piszę? Powód jest prosty, byłem kilka dni w rowerowym raju – Kopenhadze. Dzięki uprzejmości znajomego miałem do dyspozycji rower, codziennie wstawałem o 7 rano i jeździłem po Kopenhadze, aż do rozpoczęcia obrad na konferencji. Po zakończeniu dziennej porcji konferencyjnych „posiadówek”, robiłem kolejne kilka godzin wycieczek. Doświadczyłem korka rowerowego na skrzyżowaniu, o mało nie zderzyłem się z innym rowerzystą, złapałem przeziębienie. W Kopenhadze przejażdżki rowerem nie są rekreacją, to regularny sposób komunikacji w mieście. To wymusza zupełnie inne podejście do stylu jazdy. Choćby ważne jest to, żeby trzymać się lewej strony (na ścieżce rowerowej) i starać trzymać równe tempo. Poruszanie się w grupie od kilku do kilkunastu rowerzystów, którzy jada przez miasto około 20 km na godzinę to doświadczenie specyficznej bliskości. Nie da się tego osiągnąć ani podczas jazdy samochodem, czy też podczas para-partyzanckiego, samotnego przemykania przez polskie miasta. Infrastruktura rowerowa w Kopenhadze jest rozbudowana: osobne światła uliczne, liczniki prędkości dla rowerzystów, stojaki (w tym piętrowe), zaczęto, podobnie jak w Holandii, rozważać pomysł ogrzewania ścieżek rowerowych zimą. Równolegle władze miasta robią wiele by utrudnić używanie aut. Wspomnijmy tylko, tak na marginesie, że Kopenhaga ma sprawne, rozbudowywane metro. Kiedy dołączycie do tego bardzo ograniczone użycie reklam, billboardów,  zrozumiecie jak smutno powitałem powrót do Poznania.

Zatłoczone samochodami ulice, wrzask przestrzeni, zbliżające się podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej, która jeździ coraz rzadziej (efekt długów) po Euro) to „tory”, po który jeżdżą fakty w Poznaniu.

Dziwię się wtedy mniej, że moi rodacy każdy problem próbują rozwiązać w totalnie sprywatyzowany sposób. Mniej mnie doprowadza do bezsilnej wściekłości, gdy widzę to polskie, nieustanne obwinianie ofiar („bo miała za krótką sukienkę”, „trzeba było tam nie chodzić”). Zaczynam ze znużeniem spoglądać na kolejne przejawy korwino-darwinizmu.

Przecież jak sam napisałem w tytule, gdzie są  tory – tam fakty. Skąd ma się brać solidarność społeczna, życzliwość, zrozumienie takich banałów jak pożyteczność podatków czy komunikacji publicznej. Dobro wspólne, bliski mi socjalistyczno-republikańsko-komunitariański duch nie pojedzie bez torów. Ścisk w korku samochodowym, dziesiątki bezprawnie ustawionych billboardów, walka o przetrwanie każdego dnia nie dają przestrzeni do pojawienia się bliskich mi faktów.

Dlaczego w ogóle mam te dzisiejsze zrzuty z wątroby? Z prostego powodu, jeżeli chcemy faktów budujmy tory, kształtujmy małe fragmenty rzeczywistości (tak, szczególnie tej banalnie materialnej). Rewolucja, która się nieraz pojawia w notkach na tym blogu, niech będzie straszakiem. Straszenie Leninem, niech pozwoli nam na więcej ścieżek rowerowych, przewijaków dla niemowląt w toaletach, plac zabaw obok kawiarni, małe przedszkola na poszczególnych wydziałach uniwersytetów. Fakty wymagają drobiazgowego, mozolnego budowania dla nich torów. Odkrycie naukowe nie jesteś efektem momentu olśnienia, eureki. Swoje dupogodziny trzeba odsiedzieć przed mikroskopem, nad książkami, trzeba zapisać wiele stron notatek. Podobnie z rewolucją, ileś dupogodzin musi zostać odsiedziane, ileś przewijakow w toaletach publicznych musi się pojawić, ileś kilometrów ścieżek zaistnieć. Tylko, że to trwa, rozumiem ludzi, którzy emigrują do miejsc, gdzie tory dla pożądanych przez nich faktów istnieją i działają. Co więcej,  rozumiem, czemu niektórzy z braku infrastruktury przesiadają się do SUVów – zarówno tych realnych jak i tych metaforycznych (chociażby takich jak prywatne szkoły dla dzieci).

Puenta będzie raczej gorzka, ostatnio złożyłem sobie rower (w sumie to kumpel mi go złożył). Rower zbudowany jest na bazie ramy On-One Inbred 29er, to taki odpowiednik landrowera w świecie rowerowym – twardy, stalowy (Cro-Mo), terenowy (koła 29 cali!). To, że rower jest właśnie taki, wynika częściowo z powodu irytacji. Nie bylem w stanie dłużej swoim dotychczasowym trekkingiem, jeździć spokojnie po polskich drogach. Kultura jazdy, ilość samochodów powodowały, że ciągle czułem się zagrożony. Nowy rower pozwala na zwiedzanie polski bezdrożami, lasami, ucieczkę od asfaltu o ile to możliwe. Jak widać, zamiast wysiłku żmudnego budowania torów wybrałem ucieczkę, poprzez inwestycję w kapsułę ratunkową.

p.s.  Poniżej: parking przed Kopenhaską Szkołą Biznesu, w której to szkole odbywała się moja konferencja.

A na zdjęciu poniżej, moja kapsuła ratunkowa.

Reklamy

3 Comments Add yours

  1. cyborgmonkey pisze:

    w zupełności podążając za tokiem twojego rozumowania, mam pewne wątpliwości co do metafory torów. wiem, że ANT lubuje się w tych plastycznych metaforach, jednak „tory”, których sobie jeszcze w Polsce nie zdołaliśmy zbudować, trochę niebezpiecznie sugerują logikę postępu, a co za tym idzie „zostawania w tyle” na beztorzu… zastrzegam też, że oczywiście podzielam twoje umiejscowienie faktów w rzeczywistości materialnej :)

    1. fronesis pisze:

      Podążając za Twoją uwagą, faktycznie można tak pól-peryferyjne to przeczytać. Ja bym raczej traktował to w duchu „zadania do wykonania”. Beztorze vs. torowisko nie musi mieć modernistycznego odchyłu. Ja to rozumiem raczej jako wezwanie do oddolnej, antowej teorii państwa czy społeczeństwa. Co za tym idzie do antowej, ontologicznej polityki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s