Ciężarne naczynia Arymana

W odniesieniu do natury partykularnej kobieta jest czymś niedoszłym i niewydarzonym. Czemu? Bo tkwiąca w nasieniu mężczyzny siła czynna zmierza do utworzenia czegoś doskonałego: podobnego do siebie co do płci męskiej. A że rodzi się kobieta, dzieje się to albo z powodu słabości nasienia, albo z powodu jakiejś niedyspozycji materii [która pochodzi od kobiety], albo też spowodowało to coś z zewnątrz, np. wiatry południowe, o których (filozof) pisze, że są wilgotne. Natomiast w odniesieniu do natury powszechnej kobieta nie jest czymś niewydarzonym, ale z zamierzenia natury przeznaczona jest do dzieła rodzenia. A to zamierzenie natury powszechnej zależy od Boga, który jest powszechnym twórcą natury. I dlatego, ustanawiając naturę, powołał do bytu nie tylko mężczyznę, ale i kobietę. /Tomasz z Akwinu Suma teologiczna, 1, zag. 92, art. 1/

Tyle klasyk. Nie myślcie jednak, że wspaniałe zdobycze myśli europejskiej, nasze dziedzictwo zaginęło. Religioznawca prof. Zbigniew Mikołejko w brawurowy sposób umożliwił nam, maluczkim dotknięcie Ducha. Profesor Mikołejko jak mało kto potrafił pokazać prawdziwy wymiar duchowego sposobu patrzenia na świat. Nasz religioznawca z wykrzywionymi bólem ustami spogląda na ten plugawy padół. Materia, ciała to wszytko odrzuca, napawa obrzydzeniem. Ludzie, jedzenie, kopulacja, prokreacja to obrzydlistwo, domena fałszywego demiurga.Prawdziwy filozof-religioznawca pasie się na wyżynach Ducha. Spoziera zmęczonym wzrokiem na ten nikczemny padół.

Czasem myślę, że żyjemy w czasach nowego hellenizmu. Bezbożnych i zarazem spragnionych Boga. Ale hellenizm dostał swoją szansę. Przybył doń Adonis, Dionizos, Mitra, w końcu Jezus. A tu nie widać tej ocalającej świat boskości.(…)

Bo oni potrafili zdefiniować potrzebne im bóstwo – bóg musiał być jeden, oczyszczający, daleki od materii brudnej i złej, wyzwalający z grzechu, przełamujący śmierć.

My zaś nie wiemy, czego potrzebujemy. Nie potrafimy zdefiniować tej rewolucji, która powinna wstrząsnąć naszym światem. A że musi wstrząsnąć, jestem tego pewien. Nie można ciągle uciekać.

Pytanie: A gdzie pan profesor ucieka?

W wewnętrzność albo w światy, które tę wewnętrzność opatulają. Ja znalazłem taki świat. Właśnie wyprowadzam się z centrum Warszawy. Do Brwinowa.

Znajoma, która tam już mieszka, powiedziała: „Super. Mamy taki piękny cmentarz”.

Nasz profesor cierpi, wymioty przyziemności zalewają mu gardło, obłuda, niskość splątują mu nogi, daremność kopulacji oglądana późną porą w telewizji przyprawia o migrenę. Brudna lepkość banknotów składająca się na marną pensję na Uniwersytecie Warszawskim spotęgowana jest mamoną z  Warszawskiej Wyższej Szkoły Humanistycznej im. Bolesława Prusa, Wyższej Szkole Informatyki Stosowanej i Zarządzania, oraz z Podyplomowego Studium Wiedzy o Kulturze przy Instytucie Badań Literackich PAN. Te podszepty złego podobnie jak nieustanne kontakty w plugawą materialnością mediów niweczą spokój filozofa. Myśl o unurzaniu w świecie podobna jest podchodzącemu do gardła odruchowi wymiotnemu.

Nic tak jednak nie boli jak ciężarne, rodzące, karmiące i brodzące w pieluchach, obnoszące się ze swoją cielesnością i materialnością młode matki:

Niby hiszpański inkwizytor notuję w pamięci ich grzechy i grzeszki. Ich winy najzupełniej oczywiste. Te nigdy niedomknięte furtki. Dzieciaki puszczone samopas, gdziekolwiek, a najlepiej na mój trawnik. To ich durne puszenie się świeżym macierzyństwem, które uczyniło z nich – przynajmniej we własnym mniemaniu – królowe balu. Patrzę więc, jak to idą i gdaczą, jak stroją fochy, uważając się za Bóg wie co. Jak pytlują nieprzytomnie, gdy tymczasem ich potomstwo obrzuca się piachem albo wyrywa sobie nawzajem włosy. Jak rozkoszują się własnym klekotem i wrzaskiem swych pociech. Jak turkoczą ohydnymi plastikowymi „jeździkami” – jak je powabnie nazywają – w które wyposażyły dzieci. Dzieci najwyraźniej potrzebne im do tego, aby coś znaczyć. Byś Kimś. Domagać się urojonych praw i zawieszenia społecznych reguł. Nie chodzi o młode matki. Te są najzupełniej w porządku. Chodzi o wózkowe – wojowniczy, dziki i ekspansywny segment polskiego macierzyństwa.

Taka ciężarna za nic ma świat Ducha, obawiam się, że i duszy takie coś wcale nie posiada. Gdzie jej hyliczce do psychików, czy głębi przeżyć naszego osamotnionego w XXI wieku pneumatyka. Idzie taka po chodniku, nadęty ciężarny brzuch wbija się w mózg wrażliwego filozofa, za naszą zaś hyliczką drepcze kolejny kawałek brudnej materii czepiając się jej spódnicy, gdzieś z wózka drze się kolejna materialno-cielesna ohyda. Ta bezwstydna erupcja życia napawa dreszczem obrzydzenia. Myślicie, że morloki, zanurzeni w materialno- cielesnej przyziemności to margines, nic podobnego.  Posłuchajmy filozofa:

znaczna część polskich kobiet swoją rolę społeczną widzi tylko w dwóch aspektach. Jednym jest, nazwijmy to, żeby nikogo nie urazić, płodzenie. Albo urządzanie sobie życia przy pomocy określonych organów, czy części ciała.

Myślicie, że uduchowiony filozof ma gdzie uciec? Niestety podludzie są wszędzie, ciężarne skaziły nawet szlachetną ziemię Albionu, żegnaj Merlinie, Galahadzie, Parsifalu. Żegnaj Rivendell -, „orkowie już mnożą się w górach”.

Zalecam pani doktor lekturę raportu Komisji Europejskiej sprzed trzech lat, w której stoi, że Polska jest jedynym krajem Europy, w którym występuje nieproporcjonalny wyjazd kobiet w wieku rozrodczym, co grozi katastrofą ludnościową. Znaczna część tych kobiet wyjeżdża do Szwecji lub Anglii, żeby się urządzić przy pomocy dziecka. Urządzić siebie, nie dziecko (…)
– Gdyby ludzie jechali z Polski za pracą, to proporcja kobiet i mężczyzn byłaby wyrównana. Proszę mi wyjaśnić, dlaczego jest tak gigantyczna przewaga? (…)
– Kariery polskich kobiet związane są bardzo często, powiem, miałem nie mówić, związane są z macicą. I koniec (…) I ta ideologia okołomaciczna, powiem to brutalnie, jest ideologią fałszywą i pasożytniczą. I tu, i w Anglii. Dlatego angielscy podatnicy protestują przeciwko płaceniu za masowo jadące tam Polki.

Ach gdzie te czasy, gdy hyliczki  i psychicy znali swoje miejsce, świat Ducha i jego wysłannicy oddzieleni byli od tych materialnych, cielesnych kobiet. Uduchowiony wybraniec nie musiał grzęznąć w doczesnej zmienności.

Tęsknię więc za hierarchicznym światem XIX wieku, w którym było wiadomo, co jest najistotniejsze, co mniej ważne, a czym nie warto się zajmować. To wtedy zresztą w Paryżu człowiek starający się nadążyć za modą uchodził za niemodnego. To wtedy Fryderyk Nietzsche napisał, że człowiek prawdziwie współczesny jest zawsze jakoś „nie na czasie” – zawsze zanurzony w tę albo inną przeszłość, aby móc zachować trzeźwy dystans wobec swej epoki. I nie dać się pochwycić wirowi zmienności. Dziś natomiast żyjemy w świecie rzeczywistości horyzontalnej, powiedziałbym nawet – płaskiej. Czasem coś się wynurzy, by za chwilę pogrążyć się w chaotycznej różnorodności. Ta feeria doznań, wirówka barw i smaków jest zachwycająca jak kalejdoskop. Ale jak długo można się bawić kalejdoskopem?

Jak w ogóle kobiety śmią rodzić bez wstydu, jak nie wstydzą się obnosić, że przynoszą na świat kolejne grudy materii tak boleśnie przy tym godząc we wrażliwego filozofa – pewnie ostatniego z pneumatyków co tak pięknie Ducha wodził.

Cielesne, pewnie różowe roszczeniowe macierzyństwo za nic ma to, że nasz filozof ciało ma za nic. Nie obchodzi nikogo, że w swym umartwianiu stara się osiągnąć doskonałość starożytnych filozofów.

Na zakończenie jednak coś pozytywnego, Zbigniew Mikołejko nie jest sam, nie jedyny wydał on wojnę bezwstydnym ciężarnym naczyniom Arymana. Na tym padole cielesności są jeszcze ci, którzy odważnie walczą z brzemienną w materię rozrodczo-macierzyńską cielesnością  ocalając czysty duchowo świat Rynku.

Spójrzcie choć na chwilę na ów padół cielesności i materialności z wyżyn filozofa.

p.s. (edit: 05.09.12) dzięki Bartowi i jego postowi na fb (autorzy tu):

Reklamy

22 Comments Add yours

  1. a. pisze:

    wiesz co, no więc ta notka jest doskonała.

    1. fronesis pisze:

      @a.
      Dzięki, pochwała od blogerki, której zazdroszczę tego jak pisze cieszy podwójnie. BTW co oni z tymi ciążami, przecież wojną z matkami nie da się chyba „przykryć” kryzysu, który na jesieni pewnie się rozkręci.

  2. naima_on_line pisze:

    Kapitalna notka. Jak niedobrze mi się zrobiło po przeczytaniu wymóżdżeń pana profesora, tak cieszę się, że ktoś je celnie podsumował.
    (Jam niegodna wszak, jako płeć niedoskonała i co gorsza, obarczona błędem reprodukcji, all that he hates)

  3. adoptadaptimprove pisze:

    Ehhh, usłyszeć echo własnych myśli(za które się potem potępiałem, żeby było jasne) z chwili frustracji, głoszone z duma z ust profesora filozofii to hmmm oczyszczające.
    Najwyraźniej mieć chwilę słabości na odcinku empatia to jedno, a przekuwać ją na ideologię z zestawem pojęć i opowiadać to tonem mentora, to drugie.
    Dziękuję za pojechanie po takim sposobie patrzenia na świat, poczułem małe atharsis.

    1. adoptadaptimprove pisze:

      powiem więcej – poczułem nawet Katharsis;)

  4. EwaD-S pisze:

    Duża klasa – ironia z poczuciem humoru!

  5. Gammon No.82 pisze:

    Sprawiał na mnie wrażenie nieszkodliwego szajbusa. Smutna sprawa.

  6. Boni pisze:

    Miałbym taką jedną drobną prośbę do całego TTDKN, który nagle dostał niepotrzebnej szajby na łatwą polemikę z głupim mizoginem, żeby tego zgorzkniałego dziadka zarażonego celebrytozą tabloidową może jednak przestać tytułować, bo to jednak tylko dr.hab. Mikołejko, prof.nadzw. PAN, a nie prof. Mikołejko. I skądinąd bardzo bardzo życzyłbym sobie, żeby tak pozostało, tzn. żeby Prezydent RP w uznaniu ostatnich (ale nie tylko) jego zasług, wpisał go sobie do kajecika „Buraki, którym tytułu nigdy nie nadam”. No co, wolno pomarzyć.

    1. fronesis pisze:

      pomijam Twoje rojenia o szajbie nieistniejącego TTDKNu ale zgoda masz racje analnie się czepiłeś jego lokalnego uczelnianego profesorstwa, brawo za czujność

  7. nameste pisze:

    @Boni

    No, rzeczywiście, potworna kara (dwa buraki, kajecik).

    1. Boni pisze:

      @nameste

      Może i potworna, ale wolałbym, żeby ten tytuł znaczył nieco więcej, póki w ogóle jeszcze coś tam znaczy. A tak, sami dajecie, ręka w rękę z tabloidami, mandat na opiniotwórczość takiego bucka jak Mikołejko, oczywiście w waszym postironicznym elitarnym świecie se możecie wink-wink, i och-ach, jaka ironia z poczuciem humoru, ale prości ludzie, ba, wręcz młodzież zaglądająca przez ramię, czyta i zapamiętuje, że to profesor wyraża opinie i polemizuje.

      1. nameste pisze:

        @Boni

        Nie jest tak, abym śledził profesorskość belwederską vs pseudoprofesorskość wszystkich aktorów dyskursu publicznego, ale dawno temu zauważyłem, że poza wąską dziedziną zawodową u wielu panów i pań sam tytuł psora, i to niezależnie od tego, czy z tombaku, czy ze złota, nie gwarantuje niczego. Twój odruch ma chyba charakter historyczny, w sensie że nie oczekiwanie niczego od tzw. docentów marcowych było statystycznie uprawnione. Sądzę jednak, że obecna belwederskość profesury od dawna nie wyznacza żadnej linii demarkacyjnej (powtórzę: nie mówię o wąskim poletku zawodowym).

        No a ten Twój odruch spotkał się, na domiar złego, z moim, takim oto: mamy nieszczęście mieć w III RP za panów-prezydentów postaci niekoniecznie budzące niekłamany i powszechny szacunek. Dokonania tego urzędu (już abstrahując od konkretnych osób) też nie są jakieś niewątpliwe, a nawet wręcz przeciwnie. No i mam odruch zdziwienia/niechęci, gdy się sięga w obronie nieistniejących przewag moralno-ludzkich (że niby u tych tru-psorów) po żadne-autorytety. Konstrukcja piętrowo wątpliwa.

        1. Boni pisze:

          @nameste

          Co do piętrowego faila prezydencko-profesorskiego, to widocznie za słaby sarkazm mi wyszedł, bo o tym napisałem „wolno pomarzyć”.
          Co do twojego doświadczenia środowisk i tutułów, to jest jasne, i przecież moje, acz nikłe, jest podobne, i ja tu nie tyle mam odruch poważki nad psorem, tylko mam odruch by nie nobilitować w polemice buca średnio należnym mu tytułem, kórym buc nobilituje swoje głupoty w mediach i oczach opinii publicznej, które jeszcze jakąś tam wagę do tytułu przykładają.

          1. nameste pisze:

            @Boni

            Ale serio, naprawdę przyłapano Mikołejkę na „ale ja jestem profesorem!!! więc mam rację!!!”? Czy to jednak tytułomańczy zabieg żurnalistów, co to w „demokratycznej” Agorze nie mogą się powstrzymać od przywoływania tytułów hrabioskich, a co dopiero profesorskich.

            Po prawdzie, nie chce mi się bronić Mikołejki, ale też nie chce mi się go atakować. Podoba mi się powyższa notka Fronesisa, bo zachowuje pewien umiar & dystans, choć nie jest przecież łagodna w ocenach.

  8. necro pisze:

    Ale o co to całe zamieszanie? Tylko i wyłącznie o dobór środkó językowych. Same obserwacje Mikołejki są zupełnie prawidłowe. Ale jakby nie patrzeć, bardzo trafna polemika.

  9. naima_on_line pisze:

    http://wyborcza.pl/1,75478,12438664,Prof__Mikolejko__Dlaczego_rozpetalem_wojne_z__dzikimi.html – czcigodny filozof brnie coraz głębiej. Najbardziej podoba mi się ten cytacik: …macierzyństwo nie uświęca środków. A w cieniu tego dyskursu zawłaszczonego przez dwie grupy, o których mówiliśmy, żyją tysiące żeńskich pasożytów, które bytują na koszt podatników, nie dając nic w zamian – postulat konkretnego przeliczania na złotówki wartości czyjegoś życia (przelicznik w kalkulatorze pana M., rzecz jasna) oraz jak domyslam się, szlachetny gest rezygnacji z emerytury mającej być wypłacaną ze składek dzieci tych bezwartościowych nosicielek macic.

  10. noname® pisze:

    @naima_on_line
    Coraz lepiej, coraz lepiej. Jak kobieta urodzi dziecko w kraju – to tylko po to, żeby nie pracować i się panoszyć. Jak ma dziecko za granicą – to po to, żeby nie pracować i żyć w luksusie. Jak wyjdzie za cudzoziemca – to dlatego że jest pazerną dziwką.

  11. Ursus_Americanus pisze:

    Wypowiedź pana profesora nie jest oczywiście odizolowanym przypadkiem. Jest znamiennym symptomem tego jak w Polsce mówi się o macierzyństwie. U nas temat ten omawiany za pomocą bełkotu. Starczy spojrzeć na narrację narodowo-katolicką, gdzie dzieci się nie rodzą, bo jest promocja homoseksualizmu, są złe feministki (które są złe bo po prostu są), no i masowe aborcje. Że już o micie hiperpłodnych muzułmanów i bzdurach cywilizacyjno- śmierciowych nie wspomnę. Prof. Mikołejko też wpisuje się w ten oderwany o społecznej praktyki trend.
    Nie dziwmy się zatem, ze jest jak jest, gdzie gadanie o „wartościach” lub korwinistyczne pierdoloty zastąpiły autentyczną debatę o tym jak poprawić warunki społecznej by założenie rodziny i posiadanie dzieci było uzalżznione tylko od preferencji ludzi a nie przymusu ekonomicznego.

  12. fronesis pisze:

    Zobaczcie co zrobili specjaliści/stki od „nam nie jest wszytko jedno” i „prawda leży po środku”:
    http://wyborcza.pl/1,75478,12446740,Spor_o_tozsamosc_polskiej_kobiecosci__Cos_ty_wozkowym.html
    p.s. zapamietajcie nazwisko Natalii Waloch

  13. naima pisze:

    Ja mam wrażenie, że polski dyskurs o macierzyństwie oscyluje między dziewiętnastowiecznym mitem Matki-Polki poświęcającej żylaki i życie w ogóle dzieciom a Ojczyźnie, a obecnym, kolorowoprasowym mitem matki-mistrzyni sukcesu, wielofunkcyjnego robota kuchenno-biurowo-towarzyskiego. W tę pułapkę wpadają ludzie pragnący mówić o macierzyństwie w kategorii usprawiedliwiania tej rzekomej dysfunkcji (bo wypada z rynku pracy, bo wypada z rynku matrymonialno-towarzyskiego, bo karmi na ulicy, bo się obnosi z brzuchem na L4). Między rodzeniem dzieci dla ojczyzny a rodzeniem ich dla zasiłku w prasie jest bardzo cienka granica.

  14. ramone.alcin pisze:

    Nie ma sie co dziwic nienawisci do macicy u faceta, ktory ewidentnie wagine ogladal tylko na obrazku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s