Finałowy dzień trzeci

Udało się z pogodą. Padało tylko 15 minut na początku pierwszego koncertu, który i tak był w namiocie. Ethno Port się domknął, zakończył. Niestety w tym roku nie było postaci, które olśniłyby mnie tak jednoznacznie jak w poprzednich latach edycji (na przykład Houria Aichi). Częściowo dlatego, że koncertów było mniej niż zwykle ( z powodu EURO 2012 festiwal miał obcięte fundusze). Sam festiwal poprzedzony był prologiem na którym wystąpili „Muzykanci” i gwiazdorski Bassekou Kouyate razem z Ngoni Ba (wszytko 21 lipca). Obydwa koncerty były świetne, gdyby były razem z innymi koncertami w czasie trwania festiwalu poważnie zmieniłyby jego charakter. Wspomnieniowy Bassekou Kouyate:

A tu przypomnienie „Muzykantów”:

Wróćmy do wczorajszego dnia. Muzycznie to był dzień nierówny. Ułożyło się tak, że koncerty w namiocie przyćmiły to co działo się na dużej scenie. Szczególnym wydarzeniem, zarówno dnia jak i pewnie całego festiwalu była bułgarska grupa śpiewu wysokiego „Na Visoko”. Zespół ten istnieje już od ponad 50 lat, składa się z mieszkanek sporej wsi Satowcze, ulokowanej na pograniczu Rodopów i Pirynu (Bułgaria).

Chodzenie na festiwale muzyki świata, słuchanie takiej muzyki wiąże się ze wstydliwym i trochę naiwnym poszukiwaniem autentyczności. Oczywiście to złudzenie, większość wykonawców, utworów, linii melodycznych nie jest „autentyczna”. To tradycje wyobrażone, skonstruowane, wynalezione. Nie wszyscy mają tego świadomość. Poszukiwanie autentyczności, mówienie o korzeniach to często poszukiwania w stylu  Heideggera i jego „filozofii źródeł. Takie zabiegi nie dość, że są egzaltowane to bywają politycznie dość podejrzane.

Wróćmy jednak do muzyki. Wczorajszy koncert śpiewaczek z Bułgarii pozwalał myśleć, że  rzadko ale jednak jest możliwe żeby słowo autentyczność wypowiadać bez zażenowania. W poniższym filmiku, muzyka zaczyna się od 5 minuty, polecam jednak odbyć krótką lekcję bułgarskiego i obejrzeć cały (razem z drugą częścią).

W wysokim bułgarskim śpiewie zaprezentowanym przez zespół z Satowczy czuć było przestrzeń. Perfekcyjne przygotowanie pozwalało wykonawczyniom na odrobinę szaleństwa, gry, zabawy ze śpiewem.

Niestety dokładnie tego zabrakło otwierającej wczorajszy dzień poznańskiej grupie Vidlunnia. Koncert nie był zły, pieśni pogranicza polsko-ukraińskiego uwodziły. Niestety czegoś zabrakło, miałem wrażenie, że zespół potrzebuje jeszcze ogrania. Brakło odwagi, odrobiny zabawy sobą i graną przez siebie muzyką. Koncert był zagrany „akademicko”, poprawnie, nie wytworzył jednak wspólnoty z publicznością.

Ostatnia z rekomendacji  to grupa Arifa. Jazzująca grupa z Holandii dobrze domknęła dzień. Nie tworzą oni muzyki, którą zapamiętam, będę szukał i śledził ich dalsze losy. Koncert z trzema bisami był jednak przykładem rzetelnej, dobrej roboty. Moje marudzenie wynika tylko z wysokich oczekiwań.

Koncertów na dużej scenie nie skomentuję, na pierwszym byłem na kilku utworach z drugiego wyszedłem po pierwszym utworze. Umięśnieni polscy muzycy z KlezmaFour  oraz szczególnie klubowy Balkan Beat Box zbyt blisko byli anglosaskiego zaścianka muzycznego, którego mam dość na co dzień. Ethnoport to dla mnie, szansa na koncerty, które przynajmniej częściowo oczyszczą moje uszy z panoszącego się wszędzie anglosaskiego prowincjonalizmu, hegemonicznie prezentującego się jako muzyka całego świata.

Moje zmęczenie anglosaską nudą (i nie ważne czy w wersji rockowej, punkowej, klubowej jazzowej) nie wynika z tajemnego poszukiwani autentyczności, „nietkniętych” kultur, odkrywania skarbnic muzycznych innych „ludów”. Nie jestem Kydryńskim, by robić takie muzyczne opisanie świata. Nuda moja wynika z prostego faktu – nie lubię zglajchszaltowania.

Reklamy

4 Comments Add yours

  1. mn pisze:

    Jeszcze zdefiniuj, co rozumiesz pod pojęciem zglajszachtowania. Zarówno Jazz, jak rock są muzyką z nizin, z wyraźnymi naleciałościami „etnicznymi”. A Bułgarzy, którymi jesteś zafascynowany to tamtejsza Cepelia. Choć niewątpliwie oryginalna i taka, co nie straszy na półce.

    1. fronesis pisze:

      @mn
      Już tłumaczę, znudziłem się tą kapitalistyczną urawniłowką w której możesz mieć 1000 rowerów ale każdy na osprzęcie shimano, możesz mieć 1000 telefonów a każdy i tak z fabryki Foxconnu. Cepelia owszem, wiem o tym dlatego zalinkowałem ten właśnie filmik gdzie widać i Panią z jakiegoś domu kultury pewnie i lekko znudzoną spędzoną na „event” publikę. Nie ma złudzeń co do autentyczności, „korzeni” – ne jestem naiwny. Nudzi mnie słuchanie wyznań dojrzewających do 60 facetów wraz z kolegami w składzie: perkusja, bas, gitara elektryczną i wokal. Nieraz z drobnymi wariacjami. Oczywiście generalizuję tendencyjnie i niesprawiedliwe, ale mam nadzieję, że domyśliłeś/aś się, ze to chwyt retoryczny a nie diagnoza. Cepelia mi nie przeszkadza tak długo jak długo będę miał w uszach coś nowego. Albo przynajmniej mój dźwiękowy ekosystem będzie bardziej urozmaicony. Mi chodzi o różnorodność a nie „korzenie” .

  2. juliaf7 pisze:

    @fronesis
    Mam tak samo jeśli chodzi o muzykę. Nawet cepelia jest lepsza bo jest czymś innym niż to co już zostało przesłuchane wiele razy, bo pochodzi do kultury tradycyjnej trochę inaczej niż przywykłam.

  3. ramone.alcin pisze:

    W Warszawie odslania sie brzydsza strona „polskiego multi-kulti”: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,12373400,Wlochy_nie_chca_meczetu___Trzeba_zatrzymac_te_budowe_.html

    Otchlan w komentarzach, az milo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s