Deszczowy dzień drugi

Drugi dzień Ethno Portu to przede wszystkim zimno i deszcz. Muzycznie było dużo bardziej równy poziom niż w pierwszym dniu. Łatwiej powiedzieć o słabszym momencie – był nim polski zespół Ye She – niż wybrać zdecydowanego faworyta.

Zaczęło się relaksacyjnie. Amit Carmeli z Izraela początkowo mnie zaniepokoił, obawiałem się, że będzie zbytnio newageowy. Ten terapeuta muzyczny jednak okazał się na bardzo dowcipny,  łatwo też nawiązał kontakt z publicznością, tak że uniknęliśmy godzinnego „plumkania” o Matce Ziemi.  Choć trzeba uczciwie przyznać, że widać jak mało różni świetny koncerty o czegoś nieudanego i nudnego.  Gdyby się wkradły drobne niedopracowania, element znużenia ze strony wykonawców i było by po koncercie. Tak na marginesie, to słuchając tego, co mówił Amit Carmeli czuję, że stoi tam gdzie głębocy ekolodzy z ich tendencjami do „mabo jambo”. Dobrze, że muzyki słucham, bawię się, skaczę i mogę wyłączyć tryb „zrzutów z wątroby”.

Polskie Yeshe miało pecha. W tak dużym deszczu ich niepokojący chillout nie mógł się chyba dobrze przyjąć. To co zaprezentowali skacząc gdzieś pomiędzy klubem a odrobiną psychodeli nie było złe. Niestety widać było, że sample, przeładowanie elektroniką pozbawia muzyków możliwości gry z publicznością. Mechaniczny rytm tła, zapętlone fragmenty i niby świetnie ale cały czas miał odczucie, że jest dość solipsystyczne. Gubiło się koncertowe współbycie.

Po małej zmianie programu, deszcz starali się pokonać koreańczycy z grupy Noreum Machi. Udało im się lepiej niż poprzednikom. Byli bardzo „koreańscy” i „etnograficzni”, koncert rozpoczął się dość tradycyjnym pieśniami inspirowanymi obrzędami wiejskimi. Choreografia pewnie trochę cepeliowa ale umówmy się, odrobina auto-egzotyki to jeszcze  nie koniec świata.  Tym bardziej, że wraz z kolejnymi utworami, nie dość, że zmienili się klimat muzyczny to i muzycy zmienili ubrania. Koreańska grupa przyjęła śmiałą dość decyzję, utwory, które mogły schlebiać bardziej popowym gustom zostawił dla cierpliwych,pod koniec koncertu. Najpierw prowadząc nas przez swoją opowieść. Generalnie jeden ze ciekawszych zespołów dnia.

Ostatni zespól w składzie specjalnie powołanym na tegoroczny Ethno Port to występ trójki muzyków: Maallem Mokhtag Gania, Michael Zerang, Wacław Zimpel – kolejno Maroko, USA, Polska. Na mnie szczególne wrażenie zrobiło to co na gimbri potrafił zrobić  Maallem Mokhtag Gania. Mając tylko trzy basowe struny pokazał, że można być solistą. Gimbri jest o tyle ciekawe, że mimo, iż strunowe to świetnie sprawdza się jako instrument perkusyjny. Michael Zerang – „wujek z tamburynkiem” uzupełniał basowy trans rozbijając jego monotonię dobrą robotą na perkusji i bębnach.  Klarnecie basowy służył w większości jako tło, uzupełnienie, miałem wrażenie, że nieraz aż brakowało dla niego miejsca. Widać było jednak, że nie cała publiczność potrafi na ponad godzinę wejśc w rytm wyznaczany przez gimbri.

Dzień uzupełniała  tradycyjnie już pokręcona i lekko nawiedzona konferansjerka Macieja Rychłego a przed występem Noreum Machi, poza programem mój znajomy – Witold Roy Zalewski, solowo, bez akompaniamentu zaprezentował  kilka dość depresyjnych pieśni z Roztocza (śpiewane przez Stanisława Fijałowskiego można odsłuchać tutaj). Tematyka tych była bliska polskiej wsi zarówno tradycyjnie jak i dziś- morderstwa i niechciane ciąże.

Reklamy

One Comment Add yours

  1. Remove Decals pisze:

    This is the first time I’ve been to your site. Thanks for posting more details.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s