Okradając podatnika

Eliwurman napisał notkę w której krytykuje paradygmat produkcyjności i „praktyczności”. Symbolem w nitce jak i w komentarzach stał się „doktorat z Konopnickiej”. Zabawny to przykład, że akurat jedna książka m.in. o Konopnickiej miała jak najbardziej „przełożenie” na praktyczno – życiowe problemy. Ale ja nie o tym. Przejąłem się zarzutem, że my naukowcy (a szczególnie humaniści i przedstawiciele nauk społecznych) odbieramy kijek ślepej staruszce i przejadamy ostatnie zasoby społeczeństwa. Pojawiła się też złowroga postać doktoranta  i dokotrantki którzy użalając się nad sobą „zabiera” kawałek z tortu społecznego współczucia jaki powinien kierować się ku sprzątaczkom. Taki mały przykład wojny o to kto częściej powinien występować w serialu medialnym  „poverty porn”. Przeciwstawianie wyciągniętego swetra zmyślonej doktorantki zmęczonym barkom sprzątaczki (której samemu się pewnie nie zna osobiście, bo to nie te klasowe obszary społeczne)  to cudna tandetna łatwizna.

Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem naiwnym,obrońcą uniwersytetu, to instytucja feudalna, często produkująca wiedzę mało przydatną (oględnie mówiąc). Życie intelektualne na blogach jest często dla mnie wielokrotnie bardziej „pożywne” niż konferencje naukowe. W Poznaniu społeczne problemy lepiej diagnozuje „Rozbrat” niż Instytut Socjologii UAM.

Zastanawiam mnie tylko, ile ci doktoranci(tki)  zabierają głodującemu polskiemu podatnikowi. Jak bardzo te fanaberie drenują nasz biedny budżet. Przed dyskusją proponuję spojrzeć na ten mały wykres (to nakłady na „research i development” Ci demoniczni humaniści i społeczniaki i tak dostają z tego ochłapy).

 

A później proszę wyszukać sumy jakie w postaci ulg podatkowych darowano „inwestorom” w specjalnych strefach ekonomicznych (patrz przypadek Della w Łodzi), czy szacując koszta armii w tym naszego kontyngentu afgańskiego.

(edit) Komentarz, który świetnie odpowiada tym, którzy fetyszyzują „praktycyzm”:

http://wyborcza.pl/magazyn/1,126715,11709886,W_Polsce_sa_szkoly___uniwersytetow_nie_ma.html

Reklamy

11 Comments Add yours

  1. Ezechiel pisze:

    Zgadzam się z ogólną myślą noci (chociaż sam jednym z niewielu doktorantów, którzy mają uczciwy etat i jakie-takie prawa). Widzę tylko kilka kłopotów:
    – Uczelnie (w tym doktoranci) powinny dzielić się kapitałem społecznym i intelektualnym. W moim systemie wartości organizacja pokazu z fizyki w lokalnym technikum czy korków z matmy w świetlicy podwórkowej jest ważniejszym obowiązkiem wobec podatnika niż trzepanie n-tego grantu z nanotechu.

    – Spychanie doktorantów społecznych na dorabianie pięknie służy treningu uciszania. Przez pięć lat robisz dziurawy doktorat i nie masz środków na aktywność NGO a potem wchodzi ci to w krew.

    – Doktoranci powinni działać jako mediator między światami (łatwiej doktorantowi pogadać ze sprzątaczką, technikiem czy studentem niż profesorowi), ale z ww. powodów wolą kisić się we własnym sosie. Powoli się to zmienia, ale nadal zbyt wolno. To, że Rozbrat działa lepiej niż IS UAM to jedno. To, że Rozbrat pisze o edukacji lepiej i częściej niż doktorancka KP to drugie.

    – Ostatni wątek to niepotrzebna wiedza. W XX wieku wyciągano postęp z takich źródeł, że wahałbym się przed rozgraniczeniem praktyczna/niepraktyczna. Jedyny problem jaki mam to to, że dziedziny „niepraktyczne” częściej bywają przechowalnią bagienka intelektualnego.

  2. fronesis pisze:

    @Ezechiel
    ” Uczelnie (w tym doktoranci) powinny dzielić się kapitałem społecznym i intelektualnym.”
    Pełna zgoda, z kilkoma znajomymi orzemy jak możemy, organizując wykłady ogólno-uniwersyteckie popołudniami w centrum miasta, dostępne dla wszystkich, mój znajomy w ramach fakultetu prowadził naukę pisania i redagowania dobrych merytorycznych wpisów w wikipedii, etc, robiąc to czuje się jak frajer, na uniwerku oceniają to jako stratę czasu i rozdrabnianie, poza uniwerkiem i tak oceniane jest to jak pasożytnictwo.. Spychanie w dorabianie i biedę to piękne koło, nie ma czasu na badania własne, jest tak ja w prasie papierowej i jej upadku, stać Cię jedynie na kopiuj wklej. Ja nie fetyszyzuję podziału praktyczna/niepraktyczna, raczej mam problem gdy nauka nie „robi czegoś ze światem” wtedy łatwiej o bagienko intelektualne. Nauki społeczne też coś mogą sensownego robić ze światem, z różnych powodów to w Polsce średnio wychodzi.

  3. kakaz pisze:

    Niedawno wpadła mi w rekę książka Korzana o grafach. Taksie składa że interesuje się tą tematyka, więc innym razem zakupiłem całkiem współczesna książeczkę o tychże grafach. Korzan w latach 70-tych czy 80-tych napisał książkę która zawierała tą sama wiedzę o temacie co owa „współczesna” praca doktorantów. Jednak w odróżnieniu od nich używał języka polskiego, znał literaturę przedmiotu, jego przykłady miały pewien wydźwięk praktyczny i z pewnością znał się na tym o czym pisze. książka współczesnych doktorantów czy doktorów to pokaz ignorancji i zrzynania z wikipedii lub innych źródeł w necie. Tym ludziom nawet nie chciało się użyć sensownych narzędzi do zrobienia rysunków czy składu ( książka jest składana w Wordzie chyba – wzory sa kompletnie nieczytelne). Dalej następują wnioski:
    za komuny wiadomo było po co podatnik płaci na Korzana – nawet jeśli Korzan nic nie odkrył, i nikt o nim nic nie słyszał – przynajmniej napisał dobrą książke po Polsku, przybliżająca jakiś ważny i rozwojowy fragment wiedzy w oparciu o angielsko i rosyjsko języczne materiały. Współcześnie doktoranci nie warci sa swoich mizernych płac – bo nie dosyć że nadal nik nic o nich nie słyszy )( podobnie jak o Korzanie) to nawet nie potrafią przybliżyć skądinąd wymyślonej już wiedzy.

    osobną sprawa sa powody takiego stanu rzeczy – oczywiście ze nie jest to wina tych 20-paro latków którzy idą na studia. Wszelkie analizy problemu – „dlaczego jest jak jest a nie jak powinno byc” – należy zaczynać od ustalenia zespołu pewników wśród których powinien się znaleźć jeden o fundamentalnym znaczeniu – „w 1989 roku zostaliśmy zmanipulowani i oszukani”. Nie chodzi o to ż komuna była dobra. nie by.ła. Chodzi o to że wcale nie zbudowaliśmy żadnej gospodarki wolnorynkowej – od 89m roku nic takiego w Polsce nie ma miejsca. To co mamy to nie jest ani socjalizm, ani komunizm, ani ustrój wolnorynkowy – to jakaś forma regulowanego i wspieranego państwowo wyzysku. Rodzaj korporacjonizmu w którym społeczeństwo traktuje sie jako rezerwuar dla żniw wielkiego międzynarodowego kapitału. Gdzie się państwo obrócicie i poczytacie cokolwiek o świecie – zobaczycie że otacza was w Polsce – kłamstwo – na temat własności ustroju, roli własności prywatnej, roli sektora publicznego, polityki.
    Stąd analiza „zarobków doktorantów” jest zupełnie chybiona czynnością. Nie da się rozwiązać problemów Polski „uzdrawiając system” bo ten system nie jest chory. On działa dokładnie tak jak go zaprojektowano by działał. Im szybciej społeczeństwo sobie zda z tego sprawę tym mniejsze będą koszy jego upadku…

  4. fronesis pisze:

    @kakaz
    Ja wiem jak ten system działa, poprzez maksymalizację zysków i eksternalizację kosztów. Mam taką ulubioną opowiastkę dydaktyczną. W slumsach jest wynalazek zwany „latające toalety”, (flying toilets). To sposób radzenia sobie z niechcianymi konsekwencjami rozwoju. Na krótka metę działa, gorzej gdy mamy sąsiadów, którzy działają podobnie. W Polsce tak się podchodzi do nauki. Książka ma się sama napisać, zredagować i do tego na wczoraj. Oczywiście bez wynagrodzenia. Nie ma redaktorów odpowiedzialnych za skład, jak niegdyś. Wiem też z pierwszej ręki jak wygląda wynagrodzenie i warunki oferowane tłumaczom. A to, że państwo pełni służebną rolę wobec kapitału zgrabnie już kiedyś opisała Róża Luksemburg, dziś znów powoli modna. Dziękuję za komentarz, to, że się zgadzamy jest jednak trochę smutne, bo to oznacza, że rzeczywistość jest dość fatalna.

  5. kakaz pisze:

    @fronesis – owszem to smutne, ale z tej zgody wynika, że jest nas 2, a w istocie ż wiedza o tych faktach, świadomosć mizerii w jaką popadliśmy – staje sie coraz bardziej powszechna. I to napawa optymizmem. Widzę że młodzi ludzie coraz rzadziej dają się nabierać na korwinizmy – i to jest wielka nadzieja. Może pokolenie dzisiejszych 20-to latków będzie miało więcej rozumu niż 30 latkowie i ich ojcowie. Bardzo na to liczę – bo mam małe dzieci – a nie chcę by ich życie polegało na półdarmowym wykonywaniu przygodnych prac w idiotycznych montowniach dupereli.

  6. Bioetyka pisze:

    Przepraszam, że tak oftopik, ale chciałem zwrócić uwagę na konferencję, która może zainteresować Fronetycznego: http://przeciwciala.wordpress.com/.

    1. fronesis pisze:

      @Bioetyka
      Po krótkim obejrzeniu obawiam się spotkania z Otchłanią. Może trzeba jechać i głosić dobrą jaszczurzą nowinę?

      1. Bioetyka pisze:

        Też mam wrażenie, że to Otchłań w wersji prezentowanej przez Instytut Nauki o Literaturze Polskiej (czytaj: w wersji subtelnej ;)). Ja się raczej nie wybiorę.

  7. Ezechiel pisze:

    E tam otchłań. To tylko nauki humanistyczne korzystające z biologicznych metafor. Nie trzeba wydawać ostrej amunicji do komcioletów.

    1. fronesis pisze:

      @Ezechiel
      Może masz rację, ale ja boję się trochę tej trójcy: Jacques Derrida, Roberto Esposito, Peter Sloterdijk. Sam, korzystam z biologicznych metafor (miałem rozdział o Luhmannie w doktoracie), może jestem przewrażliwiony bo to trochę moja walka na dwóch frontach. Jestem przewrażliwiony, gdyż sam jako socjolog wiedzy i badacz z zakresu studiów nad nauką nazywany bywam, delikatnie mówiąc różnie. Dla scjentystów jestem mętniakiem, dla altmedu i postmodernistów nadal jestem twardoigłowym scjentystą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s