Krąży taka idea

CześćJacek w swej notce z werwą rzucił się w wir walki konsumpcjonizmu z antykonsumpcjonizmem, przy okazji demaskując jak bardzo ten ostatni bywa zaprzedany krwiożerczej machinie kapitalizmu.

 CześćJacek ma rację, antykonsumpcjonizm to łatwa wyższość etyczna. Ten bliźniak konsumpcjonizmu to także indywidualne szukanie rozwiązań, to uciekanie w elitarystyczne „pucowanie sumienia”. Problem, że to nic nowego. Przekierowywanie gniewu klasowego to stary mechanizm w kapitalistycznym świecie. Gniew klasowy może być wygaszony, dzięki religii, nacjonalizmowi, konsumpcji i antykonsumpcyjnym złudzeniom wreszcie. Cały ten mariaż sprzeciwu wobec rozpasania to sumie popłuczyny po rewolcie 1968 roku. Hasła hipisów, „wolna miłość”, samorealizacja, wolność od systemu, szukanie rozwiązania w  eskapizmie (narkotyki, medytacja etc.)  pięknie kanalizują gniew klasowy i rozwalają lewicową solidarność.

Odrzucenie praktycznej użyteczności i przeniesienie we wszystkim punktu ciężkości na wymiar estetyczny i wymiar przyjemności odmowa praktyczności to klasyczny przykład opisywanej przez Bourdieu dystynkcji.  Widać to na przykład w wypowiedzi:  „nie mówmy o pieniądzach” wypowiadanej przez szefa  Użalanie się poetów na zgniły materializm mieszczaństwa to także nudna, stara i wyświechtana  klisza.

Warto zapytać jednak, czy CześćJacek nie ułatwia sobie zadania, czy nie czai się gdzieś za rogiem grzech symetryzmu. Sprzeciw wobec konsumpcji może śmieszyć, widać w nim często zbyt mocno „inteligencką” pogardę dla marzeń „ludu”. Konsumpcjonizm ma z kolei oparcie w „zdrowym” rozsądku. Przecież każdy chce się dorobić, prawda? Przecież to natura ludzka Panie, tak to urządziła. Ale czy wybór pomiędzy cynizmem a śmiesznością to jedyna możliwość?
Pułapka się otwiera, gdzie się nie obrócimy kończymy jako funkcjonalni systemowo. Dla kapitalizmu to w sumie obojętne czy „masujemy” swoje ego kolejnym telefonem, albo choćby appką na iphona czy sprzeciwem wobec konsumpcji. Prawda jakie to zgrabne i proste.
Tylko, czemu ta symetria nie zachwyca? Mam dziwne uczucie, że coś ta symetria gubi, przysłania. Sprzeciw wobec konsumpcji na głębszym, systemowym poziomie to krytyka najważniejszego mechanizmu kapitalistycznego: niekończącej się akumulacji kapitału. Można zapytać czy podejmowana jest ona z powodów antykapitalistycznych czy raczej jest z tęsknoty za „lepszym”, „moralnym” kapitalizmem. Tak na wzór wewnątrz światowej ascezy wczesnego  protestanckiego kapitalizmu. Czy to jedyna możliwość?

 Konsumpcyjny kapitalizm to brutalna gra w której nowa appka na ajfona nie jest niewinna, ktoś raczej musi stracić. Nakręcanie spirali cen i wymagań powoduje, że pożądamy nieszczęsnego ajfona choćby za cenę nerki. Jeżeli pozostaniem przy strategiach indywidualistycznych, to ma rację CześćJacek będąc antykonsumpcjonistyczni będziemy tylko częścią nowego procesu grodzenia. Ktoś zarobi na naszych nieodpłatnej pracy. Nasza działalność kogniwojażerów zostanie zamieniona w zysk. To właśnie opisywani przez CześćJacka doktoranci, którzy harują często napędzani jedynie swymi marzeniami. Moja znajoma doktorantka użyła pięknego sformułowania „zrobić kogoś w doktoranta”.

Tak prosto jak opisane w poprzednim akapicie jest wtedy, kiedy obie postawy grają przy tym samym założeniu: że wartość jest mierzona przez mechanizmy rynkowe. Jednak kiedy myślimy o wartości mierzonej przez pracę, zdolność podmiotu do przemiany świata, sprawy wyglądają inaczej. Wtedy nie konsumpcja wyznacza wartość, ale to, czy coś wytwarzamy. Jesteś tym co tworzysz, nie tym co kupujesz. W takiej krytyce nie popadamy w grzech symetryzmu. Dotykamy fundamentów marksistowskiej krytyki i antropologii o jaką ona jest oparta. Człowiek w jej ujęciu to twórca, istota zdolna zmieniać świat i siebie, zdolna do wyzwolenia z przygodności warunków w które została historycznie, przygodnie wrzucona. Konsument nie kreuje, nie wyzwala się poprzez własną pracę. Eskapistyczny anty-konsument też tego nie czyni. Obie postawy to ucieczka od trudu samostanowienia.

CześćJacek zapomniał też o magicznym słówku „redystrybucja”. Lewicowa  wrażliwość to wspólnotowe radzenie sobie z losem, solidarna nadzieja na przezwyciężenie ujednostkowienia bez upodmiotowienia. Konsumpcjonizm nam tego nie umożliwi, kreując zastępcze wspólnoty posiadaczy nowych gadżetów. Krytyka tego ostatniego może przybrać dwie formy: powiązaną z redystrybucją i tą indywidualistyczną, eskapistyczną. CześćJacek pisał tylko o tej ostatniej.

Co jednak z  krytyką, która chce zmienić reguły gry.
p.s. Jeżeli macie chęć, to namawiam do bojkotu Davida Lyncha. Jego fundacjato dobry przykład wszystkiego co złe: new ageowskie mambo-jambo, „antykonsumpcyjna” medytacja transcendentalna z milionami dolarów w tle, wreszcie walka o pokój na świecie, która dziwnie przypomina niemiecki i amerykański imperializm.

Reklamy

4 Comments Add yours

  1. ramone.alcin pisze:

    Antykonsumpcjonizm, jak kazda inna idea ascezy, jest kapitulacja wobec zla. „All that is necessary for the triumph of evil is that good men do nothing”.

  2. czescjacek pisze:

    Jou, jestem na wakacjach, więc tak tylko na chybcika co do symetryzmu – tak w serdcu to widziałbym to jakoś tak żiżkiańsko, že jest konsumpcjonizm jako „rodzaj” i „gatunek”
    jednocześnie, a w nim się mieści gatunek „antykonsumpcjonizm”; albo tak, že jest konsumpcjonizm, antykonsumpcjonizm, a to, co się niby sprzedaje jako „anty-” to widmowy suplement; konsumpcyjny antykonsumpcjonizm albo antykonsumpcyjna konsumpcja. Ale že, jak wszystko u Żiżka, jest to dość zagmatwane i durne, to sobie uprościłem; tež dlatego, že chciałem mieć punkty rewolucyjne w kajeciku u MRW.

    1. fronesis pisze:

      Dzięki, wydaje się, że ja dość podobnie kombinowałem. Moglibyśmy odróżnić nadrzędną parę pojęc Antykonsumpcjonizm (jako antykapitalizm) versus konsumcjonizm oraz tak jak piszesz wewnątrz tego drugiego – konsumcjonizmu kolejne rozróżnienie. W tym ostatnim mielibyśmy konsumpcjonistyczną i antykonsumpcjonistyczną wersję strategii w gruncie rzeczy kapitalistycznej.

  3. Artur EM pisze:

    To o ’68 roku jako eskapizmie to chyba Żiżek spopularyzował. Nie mam jakiejś kolosalnej wiedzy na ten temat, ale wydaje mi się jednak, że jedna z największych fal rewolucyjnych o zabarwieniu antyimperialistycznym, której częścią byli studenci to jednak kiepski obiekt krytyki dla „radykalnych” postmodernistów w rodzaju Slavoja Z, który poparł inwazję na Afganistan, bombardowania w Jugosławii i miał wątpliwości względem na paści na Irak.
    Tak o zrewoltowanej młodzieży amerykańskiej (trzonie Nowej Lewicy – ruchowi studentów na rzecz Społeczeństwa Demokratycznego, w którym prym wiedli staliniści – antyrewizjoniści) pisze Z. Kowalewski:
    „Jedyną siłę rewolucyjną widziała ona w klasie robotniczej; usilnie starała się „proletaryzować” radykalnych studentów i wyprowadzać ich z campusów do fabryk.” (http://www.marksizm.yoyo.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=273&Itemid=77).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s