Niech jedzą sushi

Gazeta Wyborcza firmuje projekt w którym, para dziennikarzy (z dzieckiem) nie licząc psa, postanowiła się pobawić w PRL. MRW pomyślnie prorokował że skończy się to katastrofą.

to mi pozostaje załamać ręce nad zabawami MMC w ponure letnie wieczory, bo mimo przemian i pięknego wzrostu ani Nutella, ani kawa za 2 dychy nie goszczą ot tak sobie na każdym stole.

Puenta MRW dobrze oddaje czym jest ten pseudo-eksperyment, oto dwójka warszawskich dziennikarzy z  MMC bawi się w spoglądanie na PRL. Dokładnie tak jak zabawiała się spoglądaniem na bezdomnych Kasia Adamik w filmie „Boisko bezdomnych”.  O czym już kiedyś pisałem.

Eksperyment i reportaż powstały na jego bazie jest zły na tak wielu poziomach, ze aż trudno zacząć krytykę.

Można zwrócić uwagę na stosunek dziennikarzy do własnego dziecka, które nie wie dlaczego nie dostaje bananów o czym pisała Królowa. Można ugryźć od strony feministycznej co zrobiła Szprota.

Ja  zdemaskuje trzy paskudne kłamstwa – nadużycia i podleję to ogólnym zrzutem z wątroby.

Najpierw cytat z reportażu:

Łukasz Kompała: (…) Homo sovieticus  to człowiek bezwolny, pozbawiony inicjatywy, nieumiejący myśleć krytycznie. Ktoś kto całe życie oczekuje, że wszytko zrobi za niego państwo – bo poprzedni ustrój go do tego przyzwyczaił. (…)

Pytanie:  Po czym poznać homo sovieticus dziś?

Ł. K.: Przespał zmianę. Nie zauważył, że trzeba mieć inicjatywę. Nie chodzi na wybory. nie sprząta po psie. Okrada pracodawcę. Według niego wszytko poza jego m3 należy do państwa czyli do nikogo.

 Korwinistyczny doktorant z UW, którego żadnego artykułu nie mogłem znaleźć w internecie  wie przecież lepiej, że spółdzielcze mieszkania w PRL były własnością ich mieszkańców, wie też lepiej, że Aleksander Zinowiew na pewno popierał kapitalizm.

Tu mała próbka stosunku Zinowiewa do kapitalizmu:

In the 1990s he emerged as one of the most vociferous critics of the reforms initiated by Mikhail Gorbachev and Boris Yeltsin and, in 1996, to the surprise of some, supported the Communist candidate Gennady Zyuganov for the presidency. The unexpected collapse of Communism had come as a considerable shock to Zinoviev, and transformed his view. In that collapse he saw the fall of Russia, an event that had been planned and precipitated by the West. In 1999, declaring that he could no longer live „in the camp of those who are destroying my country and my people,” he returned to Russia.

Back on his native soil he predicted that the whole world would soon experience the fearful consequences of a „democratic totalitarianism” being imposed by the United States under George W Bush. A fervent supporter of Slobodan Milosevic, he was co-chairman of an international committee to defend the fallen Serbian tyrant.

 Oczywiście, doktorant nie musi tego wiedzieć, on wie, że PRL był zły i nie wolno okradać swojego pracodawcy. Podobnie jak para reporterów z Gazety Wyborczej nasz doktorant nie musi czytać książek w tym przełożonej na polski książki Elizabeth Dunn „Prywatyzując Polskę.

Ani nie musi wiedzieć tego, co  ona sądzi o „mentalności” polskich robotników na podstawie swych badań empirycznych jako zaangażowanej socjolożki. Przecież lepiej opierać się   ssania domysłów z palucha jak ks. prof. Tischner.

A tu cytat:

Zaczęłam zdawać sobie sprawę, że chociaż marketing niszowy rzekomo dotyczy tworzenia rynków konsumenckich poprzez promowanie nowych tożsamości, wspomaga też utowarowienie pracy i segmentację jej rynków. Pojęcia, które tak błyskotliwie i zabawnie zostały użyte w reklamie Frugo, były częścią większego procesu, w którym niektórych ludzi kategoryzowano jako „elastycznych”, „racjonalnych” i „indywidualistycznych”, podczas gdy innym przylepiano etykietę „biernych”, „kolektywistycznych” i „sztywnych”, a więc niezdolnych a priori do odegrania wiodącej roli w „transformacji” ekonomicznej. Marketing niszowy łączył urynkowienie i podmiotowość nie tylko po to, by przemienić gospodarkę z tej ograniczonej przez podaż w tę ograniczoną przez popyt, ale i po to, by dokonać transformacji pragnienia, tożsamości, klasy i zawodu.

i jeszcze jeden:

 W dodatku, mimo że nakazywano pracownikom fizycznym czekać na wyniki laboratoryjne, robotnicy często informowali się nawzajem o defektach w produkcji i wynajdywali własne rozwiązania. Gdy pewnego dnia kapslownica robiła na butelkach mikroskopijne rysy, operator pasteryzatora wykrył błąd, gdy zobaczył popękane butelki wypełniające się wodą pod prysznicem pasteryzatora, poinformował o tym operatorkę kapslownicy, która dostosowała siłę, z jaką maszyna nakładała nakrętkę. Robotnicy powiedzieli mi zgodnie, że taka koordynacja i adaptacja były bezpośrednio związane z doświadczeniem socjalizmu: to wtedy robotnicy nauczyli się, jak współpracować i koordynować pracę, aby zrekompensować wadliwość maszyn czy surowców (por. Burawoy i Lukacs, 1992). W ten sposób robotnicy mogli opierać się odmawianiu im i odbieraniu kompetencji [deskilling]. Tak długo jak tempo produkcji wciąż się zmieniało a występujące problemy można było naprawić na miejscu, „eksperci” pracujący w laboratorium czy piszący sprawozdania nie mogli całkowicie kontrolować robotników.

 Widzimy w pogardzie Łukasza Kompały, Izabeli Meyzy i Witolda Szabłowskiego obrzydliwą strategię urasawiania, bezmyślne nalepianie rasistowskich, orientalizujących klisz na osoby żyjące z PRLu i domyślne także na tych, którzy „przespali zmianę”. Szerzej o tym w tym tekście:

Omawiane przez mnie „urasowianie” robotników czy grup będących ofiarami polskiej transformacji jest więc nie tyle aktem
skierowanej wobec nich otwartej przemocy i dyskryminacji (choć także może nim być, jak pokazuje przywołany przez Ewę Charkiewicz przykład kobiet z Wałbrzycha czy sprawa małej Róży odebranej rodzicom), ale raczej efektem codziennych praktyk i dyskursów obecnych w społeczeństwie zorganizowanym na zasadach neoliberalnych.

 To było kłamstwo pierwsze, czas na kłamstwo drugie.

 Redaktorzy bawią się setnie przeprowadzką do bloku (och jaka to musi być na Czerskiej egzotyka, blok z płyty), to nic, że nadal mają całkiem nowoczesną baterię łazienkową i szczoteczki do zębów.

Ale nasi redaktorzy piszą:

Brak własnego M był w PRLu największą bolączką młodych małżeństw. Gospodarka centralnie sterowana była wyjątkowo nieudolna  w ich budowaniu i nasi rówieśnicy latami mieszkali z teściami.

Nieuctwo, kłamstwo i  ignorancja, a wystarczy użyć google i łatwo znajdziemy tekst „Edward Gierek … największym deweloperem w historii”.

Czterdzieści lat temu, w styczniu 1971 roku, Edward Gierek objął stanowisko pierwszego sekretarza KC PZPR. Jego rządy trwały do 1980 roku i przez wielu nadal wspominane są pozytywnie – w ich pamięci utrwalił się wzrost poziomu życia i modernizacja kraju. Krytycy podkreślają natomiast, że zmiany te w dużej części wynikały z zadłużania kraju, co doprowadziło do załamania gospodarki i czego skutki odczuwać będziemy jeszcze przez wiele lat. Bez wątpienia jednak rodzime budownictwo mieszkaniowe nigdy potem nie przeżywało aż tak dynamicznego rozwoju, jak w latach siedemdziesiątych.

Statystyki GUS pokazują bowiem, że w latach 1971 – 1978 wybudowanych zostało ponad 2,2 mln mieszkań, czyli niewiele mniej niż w sumie w ciągu ostatnich 20 lat. W latach siedemdziesiątych oddawano do użytkowania przeciętnie 270 tys. lokali rocznie. Jest to wynik dwukrotnie lepszy niż w całym 2010 roku oraz o ponad 60 proc. wyższy niż w rekordowym 2008 roku, kiedy to powstało 165 tys. nowych mieszkań.

Mam nadzieję, że do mieszkania naszych żena-dziennikarzy wprowadzi się Rafał Ziemkiewicz i pomoże im w researchu.

[edit: tu podaję jeszcze linki o raju jakim jest sytuacja mieszkaniowa w Polsce: tekst o wysiedleniach, teksty o powstajacym w Poznaniu getcie kontenerowym: tu (Rozbrat) oraz tu (Res Publica) i tu (Krytyka Polityczna) a także wiele tekstów w poznańskiej Gazecie Wyborczej, szczególnie autorstwa M. Wybieralskiego, ponadto na koniec  tekst o zmianach prawnych dotyczących”  mieszkalnictwa: ],

No i kłamstwo – obrzydliwość ostatnia, najpierw cytat:

Na widok knajpy z sushi, a nawet z dobrą latte, przechodzimy na drugą stronę ulicy. Bo kusi.

Gdyby nasi dziennikarze nie zapchali sobie głowy liberalną historiozofią, źle zrozumianym homo sovieticusem a poczytali choćby raporty o polskiej biedzie, to wiedzieliby, że latte i sushi nawet nie kusi większości mieszkańców tego kraju.

 Gazeta Wyborcza z jednej strony histeryzuje w strachu przed Kaczyńskim, co widać choćby w kompromitacji Sergiusza Kowalskiego (tu tekst a tu odpowiedź [edit:  swoje trzy grosze dołożył Orliński i zrobiło się kuriozalnie]). Z drugiej jednak strony reportażami takimi jak powyższy robi wszytko by umocnić najbardziej prymitywne stereotypy o wygranych polskich przemian i i ich pogardzie wobec tych, którym się nie powiodło. Jeżeli Kaczyński wygra to nie dlatego, że oddemonizowała go Krytyka Polityczna ale, że pogarda rozpowszechniana przez Gazetę Wyborczą wepchnie w jego objęcia grupę niezdecydowanych. Oczywiście sam Kaczyński im nie pomoże, o czym bez złudzeń pisał Krzysztof Nawratek.

Alienacja elit, takie nudne wyświechtane słowo. Najśmieszniejsze, że wyalienowani dziennikarze nawet nie wiedzą, że w sumie to nawet nie są elitą. Niestety, MMC to jednak obrzydliwa formacja.

p.s. nie poruszyłem wątków braku komórek i internetu w PRLu, porad ekokoleżanki oraz żena-hipsterstwa,  nie mam na to siły zupełnie.

Reklamy

2 Comments Add yours

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s