Teatr, miasto i ponury chichot

Tegoroczny festiwal teatralny „Malta” w Poznaniu odbywa się pod hasłem „Wykluczeni”.

Z jakiegoś powodu zamiast słowa „hasło” organizatorzy wolą używać odrobinę dziwacznego słowa „idiom”. Może tak jest bardziej teatralnie?

Organizatorzy festiwalu postanowili wykorzystać cytat z Zygmunta Baumana jako rodzaj motta:

Wykluczenie oznacza przecież b y c i e o d p a d e m postępu;
choć można się zastanawiać, czy rzeczywiście jest jego produktem
ubocznym, czy raczej tym podstawowym, wytwarzanym na głównej
linii produkcyjnej: jego ukrytą, lecz naprawdę główną funkcją…
(Zygmunt Bauman, Płynny lęk)

 Nie wiem, czy tylko Pani Katarzyna Tórz odpowiada za wybór hasła festiwalu i jego „linię ideologiczną”, ale trudno o bardziej ironiczny wybór.

 Festiwal „Malta” ewoluował przez lata od imprezy związanej z teatrem ulicznym, często nawet odrobinę „przaśnej”, cyrkowej w stronę teatru kameralnego, studyjnego.

Wszystko  byłoby dobrze, gdyby nie to, że równocześnie nastąpiło przejście od teatru jako wydarzenia miejskiego w stronę teatru jako usługi. Pomimo sporego dofinansowania festiwal rozpadł się na szereg biletowanych, płatnych (całkiem sporo) przedstawień.

Festiwal „Malta” koewoluował” razem z przestrzenią publiczną poznańskiego Starego Rynku. Sam festiwal coraz bardziej z niego znikał, przenosząc się m.in. do centrum handlowego Stary Browar, podobnie jak z samego Rynku zniknęły publiczne ławki, oddając miejsca prywatnym ogródkom restauracyjnym.

 Publiczność „Malty” także ewoluowała – od różnokolorowej, często przygodnej zbieraniny studencko-licealno-ogólnomiejskiej w grupkę „teatrofanów” (garnitur i przynależność do MMC są coraz bardziej pożądane) przemykających pomiędzy spektaklami.

 Pomimo, tej ewolucji, a może właśnie dzięki niej aspekt reklamowo-promocyjny festiwalu rozdyma się z roku na rok.

Już sama ewolucja festiwalu od wydarzenia publicznego – miejskiego w stronę komercyjnej imprezy za publiczne pieniądze wystarcza aby hasło „Wykluczeni” nabrało ironicznej wymowy.

Ale pamiętajmy, rzeczywistość zawsze trzyma coś w zanadrzu.

Teatralny wielkopański gest pochylenia nad maluczkimi już sam w sobie był dość obrzydliwy.

Dziś okazało się, że wielmożni Państwo pochylając się nad wykluczonymi od nadmiaru empatycznego wysiłku  puścili smrodliwego bąka.

Gdyby prezydent Poznania Ryszard Grobelny i dyrektor Malty Michał Merczyński byli Romami, to nie zjedliby w poniedziałek uroczystej kolacji z okazji otwarcia festiwalu Malta. Dlaczego?

Bo impreza odbyła się w restauracji Piano Bar w Starym Browarze. Czyli w miejscu, do którego obsługa Romów nie wpuszcza. Bez ogródek przyznał to w styczniu menedżer lokalu Maciej Kurzawa w artykule „Gazety” o dyskryminacji poznańskich Romów: „Odmawiamy Romom dyskretnie, z wyczuciem. Mówimy na przykład, że wszystkie stoliki są już zarezerwowane”.

 Sprawa dotyczy znanych dyskryminacyjnych praktyk w poznańskich restauracjach.

Prezydent Grobelny, który gościł w „Piano Bar” podczas utwarcia wielkopańskiej imprezy pochylania się nad wykluczonymi napisał wówczas spoźniony list w którym apelował o zaniechanie praktyk dyskryminacyjnych.

 Festiwal „Malta” i jego hasło „Wykluczeni” oraz okazja do wyżerki okazały się jednak wystarczająco atrakcyjnym powodem aby zapomniał o całej sprawie.

 Jak więc interpretować zorganizowaną w Piano Barze uroczystą kolację z okazji otwarcia Malty z udziałem Grobelnego i Merczyńskiego? Jako zwykłe przeoczenie, faux pas, świadectwo fasadowości oficjalnych miejskich komunikatów i haseł na festiwalowych plakatach, czy legitymizowanie dyskryminacyjnej polityki?

Prezydent i dyrektor Malty powinni to wytłumaczyć Romom i innym poznaniakom, z którymi chcą budować wspólnotę miejską opartą na tolerancji i otwartości oraz widzom festiwalu, którzy uwierzyli w jego społeczne zaangażowanie.

 Tegoroczna „Malta” to dobra nauczka dla tych, którzy wierzą, że sprawiedliwość społeczną buduje się w oczekiwaniu na ochłapy spadające z wielkopańskich i artystycznych stołów.

 (edit) Komentarz na facebooku uświadomił mi, że zapomniałem zamieścić jako komentarz ten teledysk (szczególnie w kontekście dzisiejszego koncertu).

 

 (edit 2) Dzięki Maciejowi Roszakowi (i jego komentarzu na fb), dowiedziałem się, że ulga na imprezy w ramach festiwalu Malta przysługuje tylko dziennym studentom/tką a zaocznym już nie. Świetne potwierdzenie wykluczającego statusu studiów zaocznych i akceleracji nierówności klasowych.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s