Liga Morska i Kolonialna 2.0

Rewolucje w północnej Afryce stały się okazją do  niekończącego się pasma kompromitacji wielu osób w naszym pięknym kraju.

Pytanie o stosunek do kontynentu afrykańskiego jest świetnym sposobem na wykrywanie bucerki.

Mieliśmy idiotyczne doniesienia z  samych wydarzeń. Ale to już przeszłość.

Ciekawsze jest to jak szybko pojawiły się motywy w stylu „brzemienia białego człowieka” i „misji cywilizacyjnej”.

Odżywają marzenia z międzywojnia  Tu gdzieś spotykają się Liga Morska i Kolonialna z Małpką Fiki-Miki, Koziołkiem Matołkiem, dzielnym Tomkiem Wilmowskim i nie mniej dzielnym  Stasiem ze złotowłosą Nel.

Dziś widać jak Koziołek Matołek i małpka Fiki Miki współgrali z misją cywilizacyjną w wykonaniu TinTina. Misja ta świetnie „przykrywała” np. takie europejskie wynalazki.

Na zadęcie kolonialne wskazywał już Czerwone i Czarne w tekście „Rodacy na pomoc dzikusom” .

Dziś Marcin Wojciechowski niewzruszony podtrzymuje nasze kolonialne sny w pięknym komentarzu zatytułowanym „Co Polska moze dac Afryce”?.

Pomińmy milczeniem ignoranckie zadęcie, które umożliwia tak absurdalne, imperialne porównanie, że o to średniej wielkości europejski kraj ma „dać” coś całemu kontynentowi w którym „zmieszczą” się Chiny, USA, Indie i zostanie jeszcze sporo miejsca.

Cóż takiego możemy dać Afryce, zdaniem dziennikarza „Gazety Wyborczej”?

Może w Tunezji powstaną podobne samorządy jak u nas. Egipt prosi o przesłanie polskich ordynacji wyborczych do parlamentu z ostatnich 20 lat – zwłaszcza tej zapobiegającej rozdrobnieniu w Sejmie – by przygotować pierwsze od lat wolne wybory.

No wspaniale, może doradzimy jeszcze jak robić „terapię szokową”, „wojnę na górze”, „nocną zmianę”, zwierać „kompromis aborcyjny”, jak zakładać Polską Partię Przyjaciół Piwa, głosować na Tymińskiego? Oczywiście możemy doradzić też jak radzić sobie z obecnością religii w życiu publicznym.

Szef dyplomacji Radosław Sikorski wrócił z kolejnej w ostatnich tygodniach podróży do Kairu i Tunisu. Może to nie był najlepszy pomysł, by do Polski przywozić z Tunezji 16 uchodźców – wyłącznie chrześcijan, a to przecież kraj muzułmański – ale na miarę swych możliwości próbujemy być obecni w tym egzotycznym dla nas regionie.

No przecież to miś na miarę naszych możliwości, oh wait, oko wypadło temu misiu.

Majowa wizyta Lecha Wałęsy w Tunisie była nie tylko okazją do zrobienia kilku zdjęć z laureatem Pokojowego Nobla. Dla osób na szczytach tunezyjskiej władzy była to szansa na zadanie poważnych pytań i uzyskanie odpowiedzi od wyjątkowego praktyka transformacji. Usłyszały, że zamiast masowo aresztować ludzi dawnej bezpieki, lepiej pozyskać do budowy nowego państwa tych, którzy nie mają krwi na rękach. Że zamiast robić na początku wybory parlamentarne, lepiej najpierw wyłonić głowę państwa, by w sytuacji wielości partii i rozdrobnionego parlamentu ktoś pilnował spójności kraju. Wałęsa ujął Tunezyjczyków skromnością i poszanowaniem ich specyfiki, co – znając byłego prezydenta Polski – wcale nie musiało być oczywiste.

Wizytę Wałęsy skomentować mogę jedynie odwołaniem do klasyka:

Nasz dzielny dziennikarz GW swoje sny kolonialne kończy stwierdzeniem:

 My mamy świeże transformacyjne know-how, oni kasę – taka jest brutalna prawda. Jeśli mądrze połączyć obie rzeczy, świat tylko na tym skorzysta.

Know-how owszem i bogatą wiedzę o kontynencie afrykańskim, którą chętnie przekażą:

oraz wielu, (edit) wiele innych.

Porad przyjacielskich udzieli też wieloletni Prezes Ligi Morskiej i Rzecznej (spadkobierczyni Ligii Morskiej i Kolonialnej), miłościwie nam urzędujący Prezydent Bronisław Komorowski.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s