Silne kobiety (niekoniecznie w willi i z lustrem)

Przy okazji ostatnich  wpisów na blogu MRW rozpętała się nużąca dość dyskusja. Rozpoczęła się od „girl power” i emancypacyjnego charakteru tańców z pokazywaniem gołych nóg (pierwszy wpis MRW), aby potoczyć się w kierunku pytania o to czy kreacja Beyonce  w jej teledysku to wizerunek silnej kobiety, czy może jednak nie do końca. Nie zrozumcie mnie źle, ja się cieszę, że bohaterka tego teledysku wie czego chce i wyrzuca kawalera za próg. Cieszy mnie mniej, że na końcu teledysku pojawia się kolejny jako zapowiedź. Pewnie moja perwersyjna dusza wolałaby, aby bohaterka teledysku po wywaleniu absztyfikanta, pojechała z kumpelami i kumplami popływać w morzu, poszła pograć w koszykówkę. Albo miała wreszcie czas na kino, książki, hobby i te tysiące rzeczy, które często zaniedbujemy w związkach (szczególnie tych toksycznych z lekka).

Generalnie rozumiem, że samo pokazywanie nóg, nie oznacza, iż wizerunek jest na dzień dobry seksistowski, nie jestem pruderyjny jak gomułkowski socjalizm.

„Girl power”, teledyski Beyonce (mogą się wpisywać)/(wpisują się?) w pluralistycznie rozumiany ruch emancypacyjny.

 Mam jednak pewien problem nie wszyscy dysponujemy wielo- i meta- poziomową, ironiczną postawą MRW wobec popkultury. Nie wszyscy tak dobrze jak on się na owej popkulturze znają. Obawiam się, że przy czytaniu mniej wyrafinowanym, przekaz teledyskowy zupełnie przykrywa postulowane emancypacyjne treści. Zamiast wyrafinowanego girl power mamy kolejny teledysk, który na ekranie telewizora w pubie, zupełnie utraci jakiekolwiek znaczenia poza tymi: true romans plus problemy, trochę „ładnej Pani” i takie tam.

Może marudzę dlatego, że niezbyt dobrze znam się na euroamerykańskiej popkulturze. Z reguły mnie nuży ale nie dlatego, że mam jakieś inteligenckie odruchy. Czytanie komiksów i nałogowe granie w gry komputerowe skutecznie mnie z takich fochów wyleczyło. W popkulturze euroamerykańskiej nudzi mnie jej zaściankowość, prowincjonalność. Pozorna uniwersalność jej znaczeń wynika jedynie z pewnej przelotnej (gdy patrzymy w długim historycznym trwaniu) sytuacji geopolitycznej.

Dlatego zaproszę Was gdzie indziej – do Nigerii. Najpierw mały filmik o silnych kobietach (dostępny na tej stronie) a później małe tło.

Zanieczyszczenie delty Nigru pokazuje jak zgrabnie splatają się wyzysk kobiet, globalny kapitalizm (z relacjami Północ-Południe). Wydobycie ropy niszczy warunki środowiskowe, zmusza kobiety do porzucenia ich stylu życia. Zmusza to je do przenosin do miast, gdzie mieszkając często w slumsach z trudem utrzymują swoje rodziny.

Kobiety jak można zorientować się na załączonym filmiku wykorzystały lokalny obyczaj – obnażenie się – w celu wywarcia presji i podjęcia debaty nad zanieczyszczeniem środowiska.

Zwyczaj ten, nazywany jest „klątwą nagości„:

„The stripping off of clothes particularly by married and elderly women is a way of shaming men — some of whom believe that if they see the naked bodies they will go mad or suffer some great harm. The curse extends not just to local men but also to any foreigner who it is believed would become impotent at the sight of „the naked mother,”

 Silne kobiety z delty Nigru pokazały, że przynajmniej na jakiś moment mogą podjąć całkiem niesymboliczną walkę, mimo, iż toczona była za pomocą nieoczekiwanej broni – nagości.

Ale ich nagie ciała (czy zagrożenie ukazaniem ich nagości) to nie ciała z reklamy kremy, ciała przestetyzowane, ciała wymodelowane okiem przemysłu teledyskowo-reklamowego.

Ich ciała to broń, możliwość redefinicji sytuacji, ciała, które grożą:

„We all come into the world through the vagina. By exposing the vagina, the women are saying: ‘We are hereby taking back the life we gave you,'” (…)

 „It’s about bringing forth life and denying life through social ostracism, which is a kind of social execution. Men who are exposed are viewed as dead. No one will cook for them, marry them, enter into any kind of contract with them or buy anything from them.”

 Groźba nagości, czy szerzej aktywne zrywanie „kontraktu społecznego” przez kobiety nie jest jedynie obecne w delcie Nigru.

Innym mocnym przykładem takiego ruchu jest Liberia. I tu kolejny filmik:

Film Pray the Devil back to Hell opisuje zwycięską walkę kobiet o obalenie tyrańskich rządów Charlesa Taylora. Doprowadziły one w 2003 roku do procesu pokojowego, obalenia  rządu Charlesa Taylora  i do wyboru w 2005  rządzącej do dziś Ellen Johnson Sirleaf pierwszej w Afryce pokolonialnej kobiety – głowy państwa.

W okresie przedkolonialnym było to bardziej skomplikowane o czym mówi na przykład książka Oyèrónké Oyěwùmí (też z Nigerii).

W linkowanym filmie kobiety używają różnych gróźb od wspomnianej „groźby nagości” po powszechną odmowę seksu.

Oba filmy i wydarzenia nie są zrozumiałe o ile nie zadamy sobie trudu prześledzenia jakie zmiany w strukturze rodzin i w pozycji kobiet w omawianej tu zachodniej Afryce przyniosła kolonizacja.

To jednak przekracza możliwości tej notki (jak i możliwości jej autora). Krótka analiza choćby w tekście Nkiru Nzegwu, “Recovering Igbo Traditions: A Case for Indigenous Women’s Organizations in Development”.

Nie wiem czy tańcząca Beyonce to rewolucja.

Wiem jednak, że pokojowe, tańczące rewolucje  kobiet są możliwe.

Przeestetyzowane teledyski nie są najlepszym przewodnikiem. Są lepsze.

 W tym celu wystarczy jedynie opuścić prowincjonalny, euroamerykański zaścianek.

p.s. Notka ta nie byłaby możliwa bez Moniki Bobako, której zawdzięczam całą jej merytoryczną zawartość, oraz Ewy Charkiewicz, której zawdzięczam zwrócenie uwagi na wydarzenia z pierwszego filmiku.

Advertisements

One Comment Add yours

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s