Na kolanach ale do przodu

Na pograniczu reformy Kudryckiej, która jak Anton Chigurgh (WO – dzięki za metaforę)  robi swoje i  nie ogląda się na nic rozgorzały gorące walki frakcyjne w obrębie polskiej młodej inteligencji. Jedną z osi sporu był problem Demokratycznego Zrzeszenia Studentów. Szadkowski i Pieniążek z KP zakasali rękawy i stłukli swych „niemrawych” konkurentów w drodze do rewolucji. Sami szybko oberwali z lewej strony w tekście „Na bezdrożach nowego języka”, gdzie poza standardową bijatyką frakcyjną oberwali za powierzchowność i nierzetelność, krótko mówiąc „risercz ziemkiewiczowski”. Po kilku innych tekstach ukazał się tekst ostateczny – przywalenie z anarchosyndykalistycznej flanki.

Oskar Szwabowski poza sporami związanymi z recepcją swojego poprzedniego tekstu, postanowił rozprawić się z reakcyjnymi, krypto-lewakami, którzy mimo, iż głoszą śmiałe hasła mają jednak odchylenie socjaldemokratyczne.

Oczywiście na pewnym poziomie analizy, trzeba się zgodzić z Oskarem, że Uniwersytet to fabryka, że powstał jako jedna (razem z Państwem) instytucji kapitalistycznego nowoczesnego systemu-świata. Oczywiście pełna zgoda, że struktury wiedzy „przylegają” do struktur kapitału. Oczywiście zgoda, że należy „odmyśleć” zgubne dziewiętnastowieczne, kapitalistyczne dziedzictwo i rozpocząć nowe „otwarcie”.

(Tak na zupełnym marginesie moje utożsamienie się z rewolucyjnymi i anarchistycznymi ruchami w Polsce uniemożliwiają i zbyt silnie rozwinięte uczucia feministyczne, kluby chłopców na kanapie z dziewczynami robiącymi rewolucyjne kanapki to jednak dla mnie zbyt dużo.)

Uniwersytety to miejsca dyskursu, elitaryzmu zgoda, nigdzie nie widziałem tego wyraźniej niż na konferencji w Bamako (Mali). Lokalne elity uniwersyteckie były o lata świetlne oddalone od swych pobratymców, co więcej żyły na poziomie ekonomicznym, którego w życiu nie osiągnę.

Tylko czy taka obserwacja wystarczy aby niepiśmiennym malijskim dzieciom zaśpiewać „We don’t need no education”?

Kto jest śmieszniejszy – ja w swoim obolałym sojuszu z elitami kompradorskimi czy rewolucjoniści wyzwalający z okowów edukacyjnej przemocy niepiśmienne dzieci?

No i wreszcie kto jest lewicowy, bo wydaje mi się, że Oskar i jego śmiały anarchizm ląduje niebezpiecznie blisko konserwatywnej, autarkicznej utopii.

Boję się też, że nieprzypadkowo Oskar jest w sojuszu z Krystianem Szadkowskim. Dwóch filozofów, jeden anarchista, drugi agambenista wpadli chyba w pułapkę, którą Bourdieu zdiagnozował pisząc o Heideggerze „Uczynić z alienacji ontologicznej podstawę wszelkiej alienacji, to znaczy zbanalizować i odrealnić zarówno alienacje ekonomiczną, jak i dyskurs na jej temat.

Zrozumcie mnie dobrze, jestem, mimo swojego usytuowania zdecydowanym krytykiem instytucji uniwersytetu, uważam, ją w Polsce przynajmniej za akcelerator podziałów klasowych oraz miejsce reprodukcji patriarchalnych, seksistowskich, często rasistowskich struktur. Co więcej, na co dzień uczę się więcej z sieci blogów naukowych i czytując blogi mniej lub bardziej związane z TTDKN-em, niż na konferencjach naukowych. Problem jest jednak podobny jak relacja pomiędzy dziennikarstwem gazetowym a blogosfera czy portalozą (tu warto poczytać WO). Te opresyjne instytucje zapewniają jedno –akumulację kapitału (czy to ekonomicznego czy symbolicznego). A bez kapitału – dupa, kroku nie zrobimy. Bez kapitału symbolicznego (i ekonomicznego) Oskar Szwabowski i Krystian Szadkowski nie będą mogli  śnić o nowym otwarciu uniwersytetu.

Ale martwi mnie jedno, to, że dyskusja toczy się z zupełnym oderwaniu od realności nauk przyrodniczych. Gadają sobie filozofy, pedagodzy, socjolodzy, tak to smutna prawda, że w naszym gronie naprawdę łatwiej uzyskać podnietę intelektualną poza uniwersytetem, choćby w popkulturze. W takiej humanistyczno-centrycznej perspektywie łatwo o krytykę uniwersytetu.

Chciałbym zapytać o miejsce przyrodoznawstwa na nowym uniwersytecie.

Jak zrealizować „science” bez kapitału, laboratoriów, zaplecza? Mam dla Was złą wiadomość, patrząc od strony przyrodoznawczej nowy wspaniały uniwersytet, ląduje niebezpiecznie blisko antyszczepionkowców, kreacjonistów, „zakazanej archeologii”. Wystarczy przejrzeć pod tym kątem propozycje filmowe serwowane na stronie alterkino.org – gdzie Zeitgeist miesza się z terapią Gersona. Ja wolę opresję moich patriarchalnych kolegów (tak, tak kolegów, w końcu to seksistowska instytucja jest), niż cieciorkę, która leczy raka. Oczywiście możemy w ramach postawy typu „na złość tacie nasram w gacie” odrzucić też całe przyrodoznawstwo. Pójść tropem radykalnie ekologicznym, pełna zgoda, tylko, żeby nie było mi później płaczu, że boli głowa a nie ma tabletek od bólu głowy, albo, że nasze rewolucyjne piwo skwaśniało, bo nie zostało zapasteryzowane.

Jako wierny uczeń Wallersteina, śnię o nowym wspaniałym uniwersytecie, w ramach nowego wspaniałego świata, tyle tylko, że równocześnie nie obrażam się na demografię, socjologię i 500 lat rozwoju struktur nowoczesnego systemu-świata. Co więcej boję się leczenia cieciorką, filmu Zeitgeist jako przewodnika duchowego i ekomam, a tam prędzej czy później wylądują „wolne”, samo-organizujące się uniwersyteckie kolektywy oparte jakoś o rady robotnicze.

Czyli w ramach reakcyjnej, broniącej swego uprzywilejowanego uniwersyteckiego stołka postawy, pozostaję w ramach smutnej lewicowej ale real-politycznej strategii „na kolanach ale do przodu”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s